Arnegunda żyła około VI wieku i należała do najważniejszych kobiet frankijskiego dworu. Była żoną Chlotara I oraz matką Chilperyka I. Jej pochówek od początku wyróżniał się bogactwem. W sarkofagu znajdowały się fragmenty jedwabnych ubrań, ozdoby ze złota i granatów, biżuteria oraz elementy pasa czy obuwia. Na jednym z pierścieni znajdowała się inskrypcja pozwalająca zidentyfikować zmarłą jako Arnegundis, czyli królową Arnegundę.
Czytaj też: Polacy wrócili na miejsce słynnej bitwy. Pola pod Grunwaldem skrywały 10 artefaktów z czasów średniowiecza
Największą zagadką pozostawało jednak zachowane płuco. Przez dziesięciolecia badacze nie byli pewni, w jaki sposób delikatna tkanka mogła przetrwać w grobie, podczas gdy niemal całe ciało królowej uległo rozkładowi. Odpowiedź przyniosły dopiero szczegółowe analizy przeprowadzone wiele lat po odkryciu grobowca. W 2016 roku bioantropolożka Raffaella Bianucci zbadała zachowaną tkankę przy wykorzystaniu mikroskopii elektronowej. Analiza wykazała, że płuco nie przetrwało wyłącznie dzięki przypadkowym warunkom panującym w grobie. Równie ważny był proces celowego zabezpieczenia ciała po śmierci.
Zdaniem badaczy Arnegunda została poddana formie mumifikacji wykorzystującej techniki znane wcześniej w tradycjach rzymskich i egipskich. W tym przypadku nie chodziło jednak o klasyczne usunięcie wszystkich narządów wewnętrznych. Substancje używane podczas balsamowania miały trafić do wnętrza ciała przez usta, a następnie przedostać się do układu oddechowego.
To właśnie połączenie zastosowanych substancji oraz warunków panujących w grobie miało stworzyć wyjątkowe środowisko, które zahamowało rozkład płuca. Znaczenie miał również miedziany element bogato zdobionego pasa królowej. Substancje znajdujące się w płucu mogły reagować z miedzią, dodatkowo wspierając proces konserwacji tkanki.
Naukowcy zwracają uwagę na jeszcze jeden szczegół. Płuca mogą być pod pewnymi względami bardziej odporne na rozkład niż inne narządy. Wynika to między innymi z ich specyficznej budowy oraz niewielkiej ilości lizosomów, czyli struktur komórkowych uczestniczących w procesach rozpadu materiału wewnątrz komórek. W przypadku Arnegundy nie był to jednak jedyny czynnik. Dopiero kombinacja naturalnych właściwości płuca, substancji użytych podczas pochówku oraz materiałów znajdujących się w grobowcu pozwoliła na tak niezwykłe zachowanie tkanki przez około 1400 lat.
Czytaj też: Rosjanie z potencjalnym odkryciem roku. Wydobyli skarb sprzed kilkuset lat
Mamy więc konkretny dowód tego, jak zaawansowane były praktyki związane z konserwowaniem ciał – także poza granicami starożytnego Egiptu. Przykład królowej Arnegundy pokazuje wykorzystanie podobnych koncepcji w świecie frankijskim we wczesnym średniowieczu. Szczątki królowej dostarczyły również informacji o jej życiu. Arnegunda miała około 60-70 lat w chwili śmierci, co jak na realia VI wieku oznaczało stosunkowo długie życie. Jej bogaty pochówek wskazuje natomiast na wyjątkowy status społeczny. Zachowane elementy stroju pozwoliły badaczom odtworzyć wygląd przedstawicielki merowińskiej elity.
Z punktu widzenia nauki widzimy natomiast, jak zachowane płuco – przez dziesięciolecia będące jedynie zagadkowym fragmentem ciała znalezionym w średniowiecznym grobie – stało się dla badaczy otwartą księgą. Zastosowanie nowoczesnych metod analitycznych pozwoliło ustalić, że za jego przetrwanie odpowiadała prawdopodobnie celowa mumifikacja, wsparta wyjątkowym połączeniem chemii, materiałów grobowych i naturalnych właściwości ludzkiego organizmu.
Źródło: Popular Mechanics
