Ten model powstał pół wieku temu właśnie dlatego, że Ferrari wygrało mistrzostwa świata, a Niki Lauda został mistrzem F1. Teraz, dokładnie 50 lat później, Monza wraca w limitowanej wersji Flyback Chronograph.
Nowa Monza jest czarna, agresywna i trochę surowa. Kopertę wykonano z kutego włókna węglowego, na tarczy wróciły czerwone akcenty, a pod spodem pracuje manufakturowy mechanizm flyback. Powstanie tylko 500 egzemplarzy. W Polsce każdy kosztuje 57 700 zł.
Ten zegarek powstał dzięki Nikiemu Laudzie i Ferrari
Żeby zrozumieć Monzę, trzeba cofnąć się do 1975 roku. Niki Lauda zapewnił wtedy Ferrari pierwszy tytuł mistrza świata kierowców od 1964 roku, a włoski zespół zdobył również mistrzostwo konstruktorów. Heuer był wówczas technicznym partnerem Scuderii Ferrari i dostarczał jej rozwiązania służące do pomiaru czasu. Rok później firma uczciła sukces nowym chronografem nazwanym Monza.

Pierwszy model dobrze trafił również w estetykę lat 70. Miał pokrytą czarnym chromem kopertę, matową czarną tarczę i ciemne totalizatory. Wyglądał bardziej jak element wyposażenia samochodu wyścigowego niż elegancki zegarek przeznaczony do garnituru. I właśnie ta surowość okazała się jego największym atutem.
TAG Heuer wielokrotnie później wracał do Monzy. W 2023 roku pojawiła się bardzo nowoczesna wersja z karbonową kopertą, szkieletowaną tarczą i niebieskimi elementami. Była efektowna, ale wizualnie odjeżdżała dość daleko od modelu z 1976 roku. Jubileuszowa edycja z 2026 roku wyraźnie zmienia kierunek. Wraca matowa czerń, biel i czerwień. Mniej futurystycznej wystawy mechaniki od frontu, więcej atmosfery starego paddocku.

Karbon zamiast czarnego chromu
Koperta ma 42 mm średnicy, 15,22 mm grubości i 50,85 mm od ucha do ucha. Na papierze nie jest więc szczególnie subtelna. Kutego karbonu nie wybrano jednak wyłącznie dla wyglądu. Materiał pozwala mocno ograniczyć masę, a jego nieregularna struktura sprawia, że układ włókien na każdej kopercie wygląda trochę inaczej. Przy limitacji do 500 egzemplarzy ma to dodatkowy urok – poszczególne sztuki faktycznie mogą delikatnie różnić się wizualnie.
Pod wypukłym szkłem szafirowym znajduje się matowa czarna tarcza. Licznik minut chronografu umieszczono na godzinie 3, małą sekundę na godzinie 6, a okienko daty przesunięto na godzinę 9. Dookoła biegną dwie skale – tachymetr pozwalający obliczać średnią prędkość oraz pulsometr służący do pomiaru tętna. Dzisiaj oba rozwiązania mają zapewne większe znaczenie dla charakteru zegarka niż dla codziennych obowiązków właściciela.

Trudno mi sobie wyobrazić osobę, która wydaje prawie 58 tysięcy złotych na mechaniczny chronograf, żeby regularnie mierzyć nim puls zamiast spojrzeć na smartwatch. Ale właśnie takie anachronizmy są częścią uroku mechanicznych zegarków.
Czytelność poprawiają białe wskazówki i indeksy ze Super-LumiNova, natomiast czerwone elementy prowadzą wzrok po tarczy i przypominają kolorystykę historycznej Monzy. Czarny perforowany pasek ze skóry cielęcej dostał czerwone przeszycia. Całość zamyka składane zapięcie wykonane z tytanu pokrytego czarną powłoką DLC. Wodoszczelność wynosi 100 metrów.

Flyback ma tutaj sens
W środku pracuje automatyczny Calibre TH20-12. Mechanizm ma certyfikat chronometru COSC, pracuje z częstotliwością 4 Hz i oferuje 80 godzin rezerwy chodu. Ważniejsza jest jednak funkcja flyback. Klasyczny chronograf trzeba zatrzymać, wyzerować i ponownie uruchomić. Flyback pozwala zrobić to jednym naciśnięciem przycisku. Wskazówka natychmiast wraca do pozycji początkowej i zaczyna kolejne odmierzanie.
Dla przeciętnego właściciela będzie to zapewne mechaniczna zabawka używana kilka razy w roku. W zegarku wywodzącym się ze świata motorsportu ma jednak historyczny i funkcjonalny sens. Flyback został przecież stworzony właśnie po to, by szybko mierzyć kolejne odcinki czasu bez wykonywania trzech osobnych czynności. W przypadku Monzy związek formy z funkcją jest więc wyjątkowo naturalny.

Mechanizm można oglądać przez przeszklony dekiel, a każdy egzemplarz otrzymuje własny numer w serii 500 sztuk.
57 700 zł za kawałek historii Ferrari
Cena polskiej wersji wynosi dokładnie 57 700 zł. To dużo nawet jak na zegarek mechaniczny i jednocześnie poziom, na którym TAG Heuer musi już konkurować o nadgarstek z bardzo poważnymi nazwami szwajcarskiego zegarmistrzostwa.

Monza ma jednak coś, czego nie da się dopisać do specyfikacji kolejnym materiałem koperty. Powstała w konkretnym momencie historii Formuły 1, została związana z Laudą, Ferrari i jednym z najsłynniejszych torów świata jeszcze zanim producenci zegarków zaczęli eksploatować motorsport na skalę, którą znamy dzisiaj.
TAG Heuer sięgnął do własnego archiwum, ale zamiast kopiować model sprzed pół wieku, zostawił jego charakter i wymienił niemal całą technikę. Karbon, flyback i 80 godzin rezerwy chodu należą do współczesnego zegarmistrzostwa. Czarna tarcza z czerwonymi akcentami przypomina zaś, skąd Monza się wzięła.
