Mam wrażenie, że przywykliśmy już traktować odpoczynek jak kolejne zadanie do wykonania. Liczymy kroki, fazy snu, minuty medytacji i poziom regeneracji. Książka działa inaczej. Nie pokazuje wykresu poprawy samopoczucia i nie przyznaje odznaki za przeczytanie trzydziestu stron. Pozwala natomiast wejść w cudzy świat, dzięki czemu własny na moment traci monopol na naszą uwagę.
Psychologowie coraz dokładniej przyglądają się temu mechanizmowi. Ich ustalenia sugerują, że czytanie fikcji może wspierać dobrostan na kilku poziomach – od chwilowego odprężenia po głębsze poczucie więzi i lepsze rozumienie siebie.
Głowa dostaje jedno konkretne zajęcie
W codziennym życiu uwaga przypomina zatłoczony dworzec. Jednocześnie myślimy o pracy, zakupach, rachunkach, wiadomości od bliskiej osoby i tym, czego zapomniałyśmy zrobić rano. Nawet odpoczynek łatwo zmienia się w przeskakiwanie między aplikacjami, filmami i powiadomieniami.
Czytanie wymaga innego rodzaju obecności. Trzeba utrzymać w pamięci bohaterów, wyobrazić sobie miejsca, zrozumieć intencje i połączyć kolejne wydarzenia. Umysł nadal pracuje, ale jego wysiłek zostaje skierowany w jedną stronę. Właśnie dlatego kilka stron może przynieść większe wyciszenie niż pół godziny bezwiednego przewijania telefonu.
Znaczenie ma przy tym zaangażowanie w opowieść. Badania nad słuchaniem audiobooków przez starszych dorosłych pokazały, że dla późniejszego samopoczucia ważniejsze od podziału na fikcję i literaturę faktu były pochłonięcie treścią oraz przyjemność czerpana z lektury. Korzyści utrzymywały się także po zakończeniu książki.
To akurat rozumiem. Dobra lektura nie wyłącza myślenia. Raczej zmienia temat wewnętrznej rozmowy, a czasem właśnie tego potrzebujemy najbardziej.
Emocje można przeżyć z bezpiecznej odległości
Fikcja daje rzadką możliwość wejścia w trudne doświadczenie bez ponoszenia jego realnych konsekwencji. Możemy przeżyć żałobę z bohaterem, poczuć jego lęk, wstyd, gniew albo ulgę, a po zamknięciu książki wrócić do własnego pokoju.
Ten dystans bywa pomocny. W cudzej historii łatwiej zobaczyć schemat, którego u siebie długo nie dostrzegałyśmy. Bohater podejmuje fatalną decyzję i nagle rozumiemy, dlaczego same od miesięcy tkwimy w podobnej sytuacji. Ktoś wypowiada jedno trafne zdanie, a ono porządkuje emocję, która dotąd pozostawała jedynie nieprzyjemnym napięciem w ciele.

W projekcie dotyczącym czytania i dobrostanu badacze rozmawiali z dziećmi, nastolatkami, dorosłymi oraz seniorami. Łącznie uczestniczyło w nim 78 osób. W różnych grupach wiekowych powtarzały się trzy obszary: pozytywne emocje, poczucie więzi i rozwój osobisty. Trzeba jednak zachować rozsądek w interpretacji – były to badania jakościowe oparte na doświadczeniach czytelników, więc pokazują, jak ludzie opisują wpływ książek, a nie dowodzą prostego związku przyczynowego.
Bohater czasem znajduje słowa za nas
Szczególnie ciekawie wypadły rozmowy ze starszymi czytelnikami. Uczestnicy opowiadali, że literatura pomagała im wracać do wydarzeń sprzed lat, przyglądać się własnym decyzjom i porządkować trudne wspomnienia. Książki dostarczały również języka potrzebnego do opisania doświadczeń, których wcześniej nie umieli wyrazić.
To ważne, bo emocja bez nazwy często zajmuje zadziwiająco dużo miejsca. Czujemy rozdrażnienie, żal albo pustkę, lecz nie potrafimy powiedzieć, skąd się biorą. Literatura podsuwa gotowe sceny i perspektywy. Można się z nimi zgodzić, odrzucić je lub potraktować jako punkt wyjścia do własnych przemyśleń.
W badaniu obejmującym osoby w wieku od 63 do 83 lat czytelnicy wiązali fikcję z pozytywnymi emocjami, większym poczuciem więzi, refleksją nad własnym życiem, empatią oraz lepszym rozumieniem innych ludzi. Próba liczyła jedynie 15 osób, ale szczegółowe wywiady dobrze pokazują, jak wiele funkcji może pełnić zwyczajna powieść stojąca na nocnym stoliku.
Samotna czynność, która zbliża do ludzi
Czytanie odbywa się zwykle w ciszy i pojedynkę, a mimo to może zmniejszać poczucie osamotnienia. Więź z bohaterem jest oczywiście inna niż relacja z człowiekiem, ale emocjonalnie nie pozostaje całkiem obojętna. Towarzyszymy komuś przez setki stron, poznajemy jego sekrety i obserwujemy chwile, których często nie pokazują nam nawet bliscy.

Książki tworzą również więzi poza tekstem. Rozmawiamy o nich ze znajomymi, wymieniamy się tytułami, dołączamy do klubów czytelniczych i internetowych społeczności. W wywiadach z nastolatkami pojawiały się zarówno relacje z fikcyjnymi postaciami, jak i poczucie przynależności budowane wokół wspólnego czytania. Młodzi uczestnicy mówili też o relaksie, ucieczce od stresu i lepszym rozumieniu siebie.
Coraz częściej widzę w tym jedną z największych zalet literatury. Przez chwilę przestajemy być zamknięte wyłącznie we własnym sposobie patrzenia. Cudzy punkt widzenia może irytować, poruszać albo zachwycać, lecz już samo spotkanie z nim poszerza perspektywę.
Biblioterapia ma granice
Istnieje także biblioterapia, czyli celowe wykorzystywanie odpowiednio dobranych tekstów do wspierania refleksji, zdrowia psychicznego lub procesu terapeutycznego. Może przyjmować formę samodzielnej pracy z poradnikiem albo prowadzonego przez specjalistę czytania i omawiania literatury.
Nie każda książka staje się jednak lekarstwem, a czytanie nie zastąpi psychoterapii ani leczenia, gdy są one potrzebne. Wyniki badań nad formalnymi programami biblioterapeutycznymi pozostają zróżnicowane. Pojawiają się obiecujące sygnały, ale naukowcy nadal wskazują na potrzebę większych i lepiej zaprojektowanych badań.
Poza tym przymus potrafi odebrać lekturze sporą część jej uroku. Książka wybrana z ciekawości działa inaczej niż tytuł czytany z poczucia obowiązku i dopisywany do listy samodoskonalenia. Liczy się dopasowanie do człowieka, chwili oraz aktualnych potrzeb.
Być może właśnie dlatego po dobrej książce naprawdę czujemy się lepiej. Przez pewien czas żyjemy w innym rytmie, słuchamy myśli kogoś innego i odkładamy własne zmartwienia na sąsiednie krzesło. Po powrocie nadal tam są. Często jednak zajmują już trochę mniej miejsca.
