Coraz częściej mam wrażenie, że właśnie w takim świecie dorastają dzisiejsi młodzi dorośli. Mają być sprawni, odporni, atrakcyjni, produktywni, elastyczni, świadomi, przedsiębiorczy i jeszcze najlepiej spokojni psychicznie. Zestaw oczekiwań wygląda jak aplikacja z piętnastoma otwartymi zakładkami, której nikt nie pozwala zamknąć.
Nowe dane o perfekcjonizmie wśród studentów dobrze wpisują się w ten niepokojący obraz. Analiza obejmująca 307 badań i ponad 82 tysiące studentów z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii pokazuje, że od 1989 do 2024 roku poziom deklarowanego perfekcjonizmu wyraźnie wzrósł. Co istotne, szczególnie mocno rosły te jego odmiany, które mają mniej wspólnego z ambicją, a więcej z napięciem: strach przed porażką, przesadne przejmowanie się błędami, trudność w podejmowaniu decyzji i lęk przed oceną innych.
Perfekcjonizm przestał być osobistą fanaberią
Wciąż lubimy tłumaczyć psychiczne zmęczenie młodych ludzi telefonami, mediami społecznościowymi i rodzicielską nadopiekuńczością. Wygodnie jest wskazać ekran, bo ekran widać. Tylko że wzrost perfekcjonizmu zaczął się wcześniej niż epoka Instagrama i TikToka. Media społecznościowe mogły dolać paliwa do ognia, ale raczej nie zbudowały całego pieca.
Bardziej przekonuje mnie szersze wyjaśnienie – młodzi dorośli nie funkcjonują w próżni. Wchodzą w dorosłość w rzeczywistości, w której mieszkanie coraz częściej brzmi jak luksusowy projekt, stabilna praca jak nagroda za wyjątkową odporność, a awans społeczny jak zadanie z gry ustawionej na poziom trudny. Gdy do tego dochodzi nierówność dochodowa i poczucie, że jedno potknięcie może zamknąć kilka drzwi naraz, perfekcjonizm staje się nie cechą charakteru, lecz strategią przetrwania.
Tyle że to strategia kosztowna. Człowiek, który stale kontroluje każdy ruch, rzadko odpoczywa naprawdę. Nawet sukces może wtedy nie przynosić ulgi, bo natychmiast pojawia się kolejne zadanie, kolejna ocena, kolejny ranking. Z zewnątrz wygląda to czasem imponująco. W środku bywa jak życie pod nieustanną recenzją.
Ambicja i lęk bywają do siebie podobne
Warto oddzielić dwie rzeczy, które potocznie często wrzucamy do jednego worka. Wysokie standardy same w sobie nie muszą być problemem. Można chcieć zrobić coś dobrze, rozwijać się, uczyć, rywalizować, wymagać od siebie więcej. Trudno byłoby udawać, że ambicja nagle stała się podejrzana. Bez niej nie byłoby wielu świetnych projektów, zawodowych skoków i osobistych zmian.
Kłopot pojawia się wtedy, gdy za wysokimi standardami stoi przymus. Gdy człowiek nie myśli: chcę spróbować, lecz: muszę dowieźć, bo inaczej wypadnę z obiegu. Gdy porażka przestaje być informacją, a zaczyna wyglądać jak wyrok. Gdy każda decyzja wymaga godzin analizowania, bo wybór nieidealny wydaje się katastrofą.

Właśnie ten lękowy wymiar perfekcjonizmu wygląda dziś szczególnie niepokojąco. Nie chodzi wyłącznie o studentów, choć to na nich skupiała się analiza. Studenci są tu trochę jak czujnik dymu – pierwsi pokazują napięcie, które rozlewa się szerzej. Podobny mechanizm widać u młodych pracowników, freelancerów, twórców internetowych, osób wchodzących na rynek pracy, a nawet u nastolatków, którzy zanim zdążą naprawdę poznać swoje mocne strony, już uczą się optymalizować przyszłość.
Ekonomia wchodzi do głowy ciszej, niż nam się wydaje
Najbardziej niewygodne w tej dyskusji jest to, że perfekcjonizmu nie da się sprowadzić do prywatnego problemu jednostki. Oczywiście, terapia, wsparcie, psychoedukacja i lepsze strategie radzenia sobie są ważne. Ale trudno mówić młodym ludziom, żeby odpuścili, gdy system wokół nich ciągle sugeruje, że odpuszczanie jest dla tych, którzy mogą sobie na nie pozwolić.
Jeżeli rosnące nierówności wiążą się z większym lękiem przed błędem, a słabszy wzrost gospodarczy z mocniejszym pędem do wyśrubowanych standardów, to psychologia spotyka się tu z ekonomią bardzo bezpośrednio. Nie w tabelce, lecz w ciele. W bezsenności. W napiętej szczęce. W odkładaniu decyzji. W przekonaniu, że trzeba być trochę lepszą wersją siebie, zanim jeszcze poprzednia zdążyła złapać oddech.
Myślę, że to jeden z powodów, dla których proste porady w stylu mniej się przejmuj brzmią dziś tak pusto. Młodzi ludzie często przejmują się nie dlatego, że ktoś im nie powiedział, jak oddychać do brzucha. Przejmują się, bo widzą, że stawka dorosłości wzrosła. Dyplom nie gwarantuje bezpieczeństwa. Ciężka praca nie zawsze prowadzi do stabilności. A porównywanie się z innymi jest łatwiejsze niż kiedykolwiek, bo cudze osiągnięcia świecą w telefonie nawet wtedy, gdy człowiek próbuje zjeść kolację w spokoju.
Nie każdy perfekcjonista wygląda na zagubionego
Perfekcjonizm bywa mylony z dobrą organizacją. Czasem z elegancją. Czasem z profesjonalizmem. Osoba, która wszystko dopina, pamięta o terminach i nie oddaje niedopracowanych rzeczy, może wyglądać jak wzór skuteczności. Dopiero z bliska widać, ile kosztuje ją utrzymanie tej fasady.

W redakcyjnej, zawodowej czy akademickiej codzienności łatwo nagradzać właśnie takie zachowania. Kto nie narzeka, dowozi. Kto nie prosi o pomoc, jest samodzielny. Kto poprawia coś po raz dziesiąty, jest dokładny. Tylko że w pewnym momencie dokładność zmienia się w wyczerpanie, a samodzielność w samotność. To nie dzieje się nagle. Raczej cicho, po kawałku, aż człowiek orientuje się, że nie umie już odróżnić ambicji od strachu.
Dlatego w rozmowie o perfekcjonizmie przydałoby się mniej zachwytu nad niezniszczalnością, a więcej ciekawości wobec kosztów. Młody człowiek, który chce wszystko zrobić idealnie, nie zawsze potrzebuje kolejnej pochwały za wysokie standardy. Czasem potrzebuje sygnału, że błąd nie przekreśla jego wartości, a przeciętność w jednym obszarze życia nie jest moralną porażką.
Idealność jako objaw zmęczonej kultury
Nie kupuję opowieści, że młodzi są po prostu delikatniejsi niż wcześniejsze pokolenia. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że lepiej nazwali napięcie, które wcześniej wiele osób dusiło w milczeniu. Jednocześnie dostali świat, który mówi im: bądź sobą, ale najpierw zadbaj, żeby ta wersja siebie była konkurencyjna.
Perfekcjonizm rośnie tam, gdzie zaufanie do przyszłości maleje. To dość ponura zależność, ale trudno ją zignorować. Jeśli chcemy poważnie traktować zdrowie psychiczne młodych dorosłych, nie wystarczy zabrać im telefonu na godzinę przed snem. Trzeba też zapytać, dlaczego tak wielu z nich czuje, że zwykłe bycie wystarczająco dobrym już nie wystarcza.
I może właśnie od tego warto zacząć. Od zdjęcia z perfekcjonizmu tej eleganckiej etykiety, która przez lata pozwalała udawać, że lęk przed błędem jest po prostu ambicją w ładnym opakowaniu.
