powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Kultura

Polski sizal podbił świat. Teraz można zobaczyć go z bliska w Warszawie

W sztuce łatwo zachwycać się tym, co od razu daje się rozpoznać. Wielkim płótnem, połyskiem marmuru, nazwiskiem, które brzmi jak osobna marka luksusowa. Tkanina przez lata miała trudniej. Zbyt blisko kojarzyła się z domem, pracą rąk, gobelinem wiszącym nad kanapą u cioci i całą tą kategorią rzeczy, które uznawano za piękne, ale trochę zbyt użytkowe, by traktować je całkiem poważnie.

M
Monika Wojciechowska
2h temu·4 minuty·
Polski sizal podbił świat. Teraz można zobaczyć go z bliska w Warszawie

fot. Materiały prasowe / Dom Aukcyjny Polswiss Art

Chcesz czytać więcej treści jak „Polski sizal podbił świat. Teraz można zobaczyć go z bliska w Warszawie"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

A potem pojawiły się artystki, które sprawiły, że włókno przestało być grzeczne.

W warszawskim Domu Aukcyjnym Polswiss Art można oglądać wystawę Splątane. Abakanowicz – Levittoux-Świderska. Zestawienie Magdaleny Abakanowicz i Barbary Levittoux-Świderskiej wydaje się oczywiste dopiero wtedy, gdy wejdzie się między ich prace. Obie wychodziły od tkaniny, obie należały do pokolenia, które radykalnie zmieniło sposób myślenia o tym medium. Każda poszła jednak w inną stronę – jedna budowała formy gęste, ciężkie, organiczne i niemal niepokojąco cielesne, druga rozwijała język lżejszy, bardziej przestrzenny, pełen światła, napięcia i precyzyjnie poprowadzonej nici.

To spotkanie dwóch temperamentów, które dobrze przypomina, jak bardzo ograniczające potrafią być nasze szkolne definicje sztuki.

Tkanina potrafi zajmować miejsce

Przez długi czas tkaninę traktowano jak kulturalną kuzynkę malarstwa – miłą, pracowitą, dekoracyjną, ale raczej drugoplanową. Można było ją powiesić na ścianie, podziwiać warsztat i przejść dalej. Polska szkoła tkaniny skutecznie rozsadziła ten porządek.

fot. Materiały prasowe / Dom Aukcyjny Polswiss Art
fot. Materiały prasowe / Dom Aukcyjny Polswiss Art

Magdalena Abakanowicz zaczęła tworzyć formy, których nie dało się już oglądać z bezpiecznego dystansu. Jej abakany miały skalę, ciężar i obecność rzeźb. Zwisały, rozrastały się, wciągały wzrok w ciemne wnętrza. Wykonane z sizalu, juty, lnu czy końskiego włosia wyglądały czasem jak fragmenty pradawnego organizmu, czasem jak ślady po czymś, czego nie umiemy już nazwać. Jest w nich materia, która ma własną pamięć – szorstką, ciężką, uporczywą.

Na wystawie można zobaczyć między innymi Abakan 31 z 1968 roku, Motyla z 1975 roku czy Papillon de nuit z 1977 roku. W opisach pojawiają się rozmiary i materiały, ale trudno nie pomyśleć, że w przypadku Abakanowicz specyfikacja jest zaledwie początkiem rozmowy. Sizal pozostaje sizalem tylko do chwili, gdy przestaje przypominać surowiec, a zaczyna działać jak skóra, kokon albo cień po ludzkiej sylwetce.

Mam wrażenie, że właśnie dlatego jej prace tak dobrze bronią się przed upływem czasu. Nie wyglądają jak relikt epoki, w której powstały. Nie potrzebują też współczesnego komentarza, by wywołać napięcie. Wystarczy stanąć obok.

Barbara Levittoux-Świderska i sztuka lekkości, która wcale nie jest lekka

Barbara Levittoux-Świderska pozostaje mniej rozpoznawalna poza kręgiem osób śledzących historię polskiej tkaniny, choć jej dorobek zdecydowanie zasługuje na znacznie szerszą uwagę. Jej prace mają zupełnie inną energię niż dzieła Abakanowicz. Są bardziej ażurowe, świetliste, zbudowane z prześwitów, sieci, napiętych linii i form, które potrafią zawisnąć w przestrzeni z pozorną lekkością.

fot. Materiały prasowe / Dom Aukcyjny Polswiss Art

Tyle że ta lekkość nie ma w sobie nic z dekoracyjnej słodyczy.

Levittoux-Świderska pracowała z sizalem, wełną, metalem, nylonem, drutem, drewnem, a nawet igłami sosnowymi. Jej Złoty splot czy Złota siatka pokazują, że materiał może być jednocześnie delikatny i stanowczy. Włókno potrafi prowadzić światło, tworzyć rytm, zamieniać pustkę w ważną część kompozycji. W pracy Sosnowy deszcz z 1994 roku pojawiają się folie i igły sosnowe – zestawienie, które dziś brzmi zaskakująco aktualnie, bo współczesna sztuka znów obsesyjnie szuka relacji między naturą, odpadem, ciałem i materią.

Można powiedzieć, że Abakanowicz prowadzi widza w stronę ciężaru, a Levittoux-Świderska w stronę oddechu. To uproszczenie, ale użyteczne. W jednej sali wyraźniej widać, że tkanina nie ma jednej osobowości. Może być monumentalna albo niemal przezroczysta. Może przytłaczać i koić. Może budować ścianę, ale może też sprawić, że zaczynamy uważniej patrzeć na przestrzeń między obiektami.

Polska specjalność, która długo była traktowana zbyt skromnie

Historia polskiej tkaniny artystycznej ma w sobie coś znajomego. Na świecie od dawna wiadomo, że to ważny rozdział sztuki powojennej. Biennale w Lozannie, wystawy w Stanach Zjednoczonych, obecność polskich artystek w międzynarodowym obiegu – to nie są przypisy do historii, tylko jej zasadnicza część. W Polsce przez lata bardziej ochoczo opowiadaliśmy o malarstwie, plakacie i wielkich nazwiskach rzeźby.

fot. Materiały prasowe / Dom Aukcyjny Polswiss Art

Tkanina była gdzieś obok. Trochę za bardzo kobieca, trochę za bardzo związana z rzemiosłem, trochę za mało wygodna dla hierarchii, która lubiła dzielić sztukę na poważną i dekoracyjną.

Dziś ten podział brzmi już raczej jak muzealny eksponat. Coraz więcej osób dostrzega, że właśnie w tkaninie zapisane są kwestie, które współczesność szczególnie dobrze rozumie: praca ręczna, materialność, pamięć, ekologia, wspólnotowość, relacja z ciałem.

To akurat rozumiem. Patrząc na prace Abakanowicz i Levittoux-Świderskiej, trudno odnieść wrażenie, że powstały po to, by dobrze wyglądać na ekranie telefonu. One wymagają obecności. Trzeba obejść je dookoła, zobaczyć fakturę, dostrzec cień, sprawdzić, jak materiał reaguje na światło. W tym sensie są bardzo współczesne właśnie dlatego, że nie dają się skonsumować w kilka sekund.

fot. Materiały prasowe / Dom Aukcyjny Polswiss Art

Wystawę Splątane. Abakanowicz – Levittoux-Świderska można oglądać do 18 lipca w Domu Aukcyjnym Polswiss Art przy ul. Wiejskiej 20 w Warszawie. I dobrze byłoby potraktować ją jako coś więcej niż wakacyjną propozycję dla osób, które już znają oba nazwiska. To raczej okazja, by przypomnieć sobie, że czasem najbardziej radykalne rzeczy powstają z materiału, który przez lata lekceważyliśmy jako zbyt miękki.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Polski sizal podbił świat. Teraz można zobaczyć go z bliska w Warszawie"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX