Nowy Formula 1 Solargraph powstał z myślą o ostatnim Grand Prix Holandii w obecnej odsłonie. Wyścig zaplanowany na 23 sierpnia 2026 roku zakończy kilkuletni powrót Zandvoort do kalendarza F1, rozpoczęty w 2021 roku. Organizatorzy zdecydowali, że po sezonie 2026 impreza zniknie z mistrzostw. Mam wrażenie, że właśnie dzięki temu kolejna limitowana edycja zegarka ma trochę więcej sensu niż zazwyczaj. Nie celebruje przypadkowej rundy kalendarza. Zamienia się w pamiątkę po wydarzeniu, którego za rok już w tym miejscu nie będzie.
Pomarańczowego jest dużo. I dobrze
TAG Heuer nie bawił się w subtelne podpowiedzi. Koperta ze stali nierdzewnej ma 38 mm średnicy i piaskowane wykończenie, ale pierwsze skrzypce gra pomarańczowy, dwukierunkowy bezel wykonany z materiału TH-Polylight. W wersji na gumowym pasku ten sam kolor przejmuje również pasek.

Szara, opalizująca tarcza trochę uspokaja całość, choć tylko przez moment. Otacza ją pomarańczowo-czerwony pierścień, a wskazówki i indeksy otrzymały czerwone akcenty. Na indeksach znalazła się Super-LumiNova w odcieniu skorupki jajka, która po ciemku świeci na zielono. Datownik umieszczono klasycznie na godzinie 3.
I chyba właśnie tak powinien wyglądać zegarek poświęcony Zandvoort. Próba stworzenia eleganckiej, dyskretnej wersji inspirowanej holenderskim Grand Prix skończyłaby się czymś dość anonimowym. Tutaj wystarczy spojrzenie, żeby zrozumieć, z jaką atmosferą projektanci chcieli go połączyć.
Formula 1 wróciła do lat 80., ale technicznie została w 2026 roku
Pod względem wzornictwa współczesny Formula 1 mocno korzysta z historii kolekcji sięgającej połowy lat 80. Ma kompaktowe proporcje, wyraźny bezel i sportową kolorystykę, która przypomina czasy, gdy zegarki znacznie rzadziej próbowały wyglądać poważniej od swoich właścicieli.
W środku pracuje jednak współczesny kaliber TH50-00 Solargraph. To mechanizm kwarcowy zasilany światłem – naturalnym albo sztucznym. Według producenta minuta ekspozycji na światło wystarcza na około dobę działania. Rozwiązanie jest mało romantyczne z punktu widzenia miłośników mechanicznych komplikacji, za to bardzo wygodne w zegarku pomyślanym jako codzienny, sportowy model. Wodoszczelność wynosi 100 metrów.

TAG Heuer kosztuje już na tyle dużo, że oczekujemy od niego czegoś więcej niż funkcjonalności zwykłego kwarca, ale Formula 1 od zawsze miał być bardziej swobodną częścią katalogu marki. Energia słoneczna dobrze pasuje do tego charakteru. Zakładasz zegarek, korzystasz z niego i zdecydowanie rzadziej myślisz o obsłudze.
Dwie wersje i tylko 2500 zegarków
Edycja z pomarańczowym gumowym paskiem powstanie w liczbie 1500 egzemplarzy. Druga wersja wykorzystuje trzyrzędową, piaskowaną bransoletę ze stali i będzie jeszcze rzadsza – producent przygotuje 1000 sztuk. Po zmianie paska zegarek staje się wyraźnie spokojniejszy, chociaż pomarańczowy bezel nadal skutecznie przypomina, skąd wziął się cały projekt.
Ceny w Europie zaczynają się od 2100 euro, czyli około 9 040 zł za odmianę na pasku. Model na stalowej bransolecie kosztuje 2200 euro, czyli około 9 470 zł. Przedsprzedaż ma ruszyć 18 sierpnia, pięć dni przed finałowym wyścigiem w Zandvoort.
Tanio oczywiście nie jest, szczególnie gdy pamiętamy, że mówimy o zegarku kwarcowym. Z drugiej strony klient zainteresowany tą wersją raczej nie będzie porównywał kosztu mechanizmu do ceny koperty. Kupuje konkretny projekt, markę i kawałek historii F1.

Zandvoort znika z kalendarza, pomarańczowy zegarek zostaje
Circuit Zandvoort ma za sobą znacznie dłuższą historię niż obecna fala popularności związana z Maksem Verstappenem. Pierwsze Grand Prix Formuły 1 rozegrano tam w 1952 roku. Po wieloletniej przerwie mistrzostwa wróciły w 2021 roku, a pomarańczowe trybuny szybko stały się jednym z najbardziej charakterystycznych obrazków całego sezonu. W 2026 roku odbędzie się 40. i na razie ostatnia edycja holenderskiego Grand Prix.
Dlatego ten TAG Heuer podoba mi się bardziej jako przedmiot związany z miejscem i momentem niż kolejna wariacja kolorystyczna Formula 1. Za kilka lat pomarańczowy bezel może przypominać sezon, w którym tysiące kibiców po raz ostatni wypełniły Zandvoort podczas weekendu F1.
A jeśli wyścig kiedyś wróci? Tym lepiej. W zegarkach sportowych nostalgia jest przecież jednym z najskuteczniejszych mechanizmów, jakie kiedykolwiek wymyślono.
