Siedzący na drągu metr nad ziemią, spokojny jak nigdy orzeł lekko poruszył skrzydłem i ujrzałem pod jego pachą rudą, zupełnie z siebie zadowoloną kurę, grzejącą się jak gdyby nigdy nic” – opisuje dr Andrzej Kruszewicz w książce „Moi skrzydlaci pacjenci”. Działo się to w czasach, gdy obecny dyrektor Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Warszawie był kierownikiem Ptasiego Azylu, czyli lecznicy dla dzikich ptaków, którą sam założył. W jego ręce trafił młody orzeł przedni, karmiony wcześniej wyłącznie padłymi kurami. W Ptasim Azylu drapieżnik nie chciał jeść standardowego pokarmu, czyli królików.

Dr Kruszewicz poprosił więc jednego z pielęgniarzy, by poczęstował orła kurą. „Zdobył kurę, lecz wpuścił ją do woliery orła... żywą. W środowisku miłośników zwierząt w ogrodzie zoologicznym to niemal zbrodnia. Nie podaje się drapieżnikom żywych zwierząt, by nie narażać ich na zbędne cierpienia” – pisze przyrodnik. Orzeł jednak nie zaatakował kury, lecz pozwolił jej schować się pod jego skrzydłem. A gdy próbowano ją stamtąd wyciągnąć, „darła się jak skubana żywcem”.

Dobre serce czy pomyłka?

Dyrektor warszawskiego zoo nie chce jednak mówić tu o altruizmie czy przyjaźni. „Ja szukam wyjaśnień racjonalnych. Kura nie rozumiała, że to niebezpieczny dla niej drapieżnik. Nigdy nie miała styczności z orłem. Postrzegała go jako źródło ciepła. Orzeł zaś był młodym gamoniem, który nie miał wdrukowanego wzorca żywej kury jako ofiary. Zaakceptował ją więc” – wyjaśnia dr Kruszewicz.

Przeciw takiemu podejściu protestuje Dorota Sumińska, lekarz weterynarii, dziennikarka i autorka wielu książek o zwierzętach. „Zwierzęta zostały wtłoczone w tabelki. Tymczasem te same prawa związane z emocjami rządzą całym światem. Człowiek tu się nie wyróżnia. U zwierząt stadnych samotne osobniki, gdy nie mają wokół przedstawicieli własnego gatunku, otaczają się innymi. Tak samo jak odtrąceni czy samotni ludzie otaczają się zwierzętami” – mówi.

Dorota Sumińska wymienia cały szereg przykładów altruistycznych zachowań zwierząt, które nie mieszczą się w standardowych „tabelkach” nauki. W latach 60. XX wieku zaobserwowano dziwną parę na afrykańskiej sawannie. Była to zebra, która układała głowę na zadzie antylopy gnu. W takiej nietypowej pozycji zwierzaki chodziły wszędzie razem. Okazało się, że zebra była niewidoma. Mogła wędrować po sawannie w poszukiwaniu pokarmu czy wody wyłącznie dzięki swej przewodniczce.

 

Również w Afryce opisano młodą samicę lamparta, która od swej matki przejęła zwyczaj polowania na pawiany. Któregoś dnia, gdy niosła złowioną małpę, coś z jej ofiary wypadło. To było pawianie niemowlę. Lamparcica wzięła je w pysk i zaniosła na drzewo. Nie zjadła go, lecz zaczęła się nim opiekować. Lizała je, przytulała. Nie mogła jedynie dać mu mleka, więc pawianiątko zmarło na drugi dzień z głodu.

Często opisuje się też przypadki, gdy delfiny unoszą tonących ludzi na swym grzbiecie tak, by mogli złapać powietrze. Regularnie zaś w ten sposób pomagają swym pobratymcom. U delfinów butlonosych obserwowano zarówno matki, które unosiły swe dzieci, jak i dorosłe osobniki wspierające się tak nawzajem. Obserwowano nawet przypadki, gdy te morskie ssaki trzymały na grzbiecie martwego już pobratymca. Nie pozwalały też ludziom zabrać im zwłok bliskiego delfina.

„Zwierzęta są w przyjaźni niesłychanie lojalne. To ludzie częściej przyjaźnią się dla korzyści” – mówi Dorota Sumińska. Opowiada o psie i kocie, które trafiły pod jej opiekę po wielu latach wspólnego wychowywania się. U Doroty Sumińskiej pies spędzał większość czasu z innymi psami. Kotka zaś zaczęła chorować i słabnąć. Pewnego dnia wyszła na dwór, popatrzyła na swego przyjaciela psa i zatrzymała się w altance. „Pies pobiegł do niej. Razem siedzieli tak przez godzinę. Kilka godzin później kotka zmarła. On ją po prostu odprowadził” – opowiada Dorota Sumińska.

Wspomina również żmiję, którą hodował jej ojciec. Węże nie akceptują martwego pokarmu. Nawet najwięksi zwolennicy uprzedniego skracania cierpień ofiar muszą więc podawać tym gadom do jedzenia żywe zwierzęta. Jedna z myszy, która trafiła w tym celu do terrarium żmii, została tam na zawsze, przyjęta przez nią i zaakceptowana. „Wąż nigdy nie chciał jej jeść. Inne myszy owszem, ale tej nigdy” – mówi Dorota Sumińska.

Takie zdarzenia zmuszają biologów do ciągłych dyskusji nad szczegółami teorii ewolucji. W klasycznym jej ujęciu bowiem zwierzę dba wyłącznie o to, by przekazać swoje geny kolejnym pokoleniom. Jeśli angażuje się w jakąś pomoc innym, to musi z tego odnieść konkretną korzyść. Taki pogląd ukształtował się w latach 60. XX w., a spopularyzował go Richard Dawkins w głośnej książce „Samolubny gen”. W tym ujęciu pomoc innym osobnikom dotyczy przede wszystkim własnych krewnych.

Dlatego właśnie kwoka, której kurczętom grozi drapieżnik, nie ucieka, lecz rozkłada skrzydła nad potomstwem, narażając się na śmierć. Niektóre samice motyli z rodziny koszówkowatych (Psychiidae) w swej dorosłej postaci nie mają skrzydeł ani nóg i nic nie jedzą. Żyją w kokonach – tam są zapładniane i tam składają jaja. Tam też umierają, by dzieci, które się wylęgły, mogły pożreć ich ciało na swój pierwszy, a więc bardzo ważny posiłek. Nawet dramatyczne poświęcenie chrząszcza Micromalthus debilis w takim ujęciu przestaje zadziwiać. Niektóre samice tego gatunku rodzą tylko jednego syna. Tuż po narodzinach larwa przyczepia się do matki. Po 4–5 dniach wkłada głowę do jej otworu genitalnego i pożera ją żywcem od środka.

Jednak dbałość o przekazywanie genów nie tłumaczy zjawiska obserwowanego wśród nietoperzy wampirów. Te niewielkie zwierzęta żywią się krwią, którą wieczorami wysysają, dobierając się do skóry dużym ssakom. Bez pokarmu są w stanie przetrwać ledwie 2–3 dni. Dzień spędzają w koloniach złożonych z setek, czasem tysięcy osobników, gdzie obok siebie wiszą nietoperze opite krwią i te głodne. Syte zwierzęta zwracają część zdobytego pokarmu i dzielą się nią z sąsiadami – nawet jeśli nie są to ich krewni! Eksperymenty udowodniły jednak, że wampiry chętniej oddawały krew tym osobnikom, które wcześniej je nakarmiły. Dlatego biolodzy nazwali to zjawisko altruizmem odwzajemnionym.

 

To dzięki niemu afrykańskie antylopy impale iskają się wzajemnie pyskami, usuwając w ten sposób sobie kleszcze, samce makaków ze Sri Lanki pielęgnują rany swoich towarzyszy, a szympansy dzielą się mięsem upolowanych ofiar z resztą stada.

Akcja kooperacja

Ale i ta zasada, jak się okazało, nie wyjaśnia wszystkich przypadków pomocy między zwierzętami. Prof. Martin Nowak z Harvard University, ewolucjonista i biolog matematyczny, udowodnił, że współpraca w przyrodzie pojawia się jeszcze w trzech przypadkach. „Jeden polega na interakcjach w grupie: »widzę, jak współpracujesz z innymi, stąd wiem, że jesteś fajny i będę z tobą współpracował w przyszłości«. Inaczej mówiąc, to jest reputacja. Kolejny mechanizm jest oparty na bliskości przestrzennej, czyli sąsiedzi pomagają sobie nawzajem” – wyjaśnia uczony.

Najwięcej kontrowersji budzi ostatni mechanizm – dobór grupowy. Polega on na tym, że grupa osobników współpracujących wygrywa w rywalizacji z grupą egoistów. Radykalni ewolucjoniści już dawno odrzucili ten pomysł. Według nich wystarczy przecież jeden oszust w grupie, by cała współpraca rozpadła się. Ale prof. Nowak wykazał, że taka kooperacja może się opłacać, jeśli zostaną spełnione pewne warunki. Po pierwsze w grę musi wchodzić wiele małych grup, bo gdy społeczności są duże, przewagę szybko zyskują egoiści. Po drugie migracja między grupami musi być niewielka. A wreszcie – pozycja egoistów i altruistów w grupie regularnie się zmienia. Najpierw przewagę zyskują chętni do współpracy, potem oszuści, którzy po pewnym czasie znowu ustępują pola altruistom. W sumie jednak altruizm się opłaca.

Czy w podobny sposób można wyjaśnić przypadki przyjaźni międzygatunkowych – kury z orłem, kota z psem czy żmii z myszą? Nie! Nawet ratowanie ludzi przez delfiny nie mieści się w żadnej z tych teorii.

Zagadka altruizmu

„Przyjaźń to nie są materialne korzyści. Korzyścią może być przebywanie ze sobą. Naukowcy starej daty zrobili szkodę naturze. Wielkim wyłomem były dopiero prace Jane Goodall i Diane Fossey. One zburzyły te półki, na których układano zachowania zwierząt. My częściej widzimy zwierzęta w sytuacjach skrajnie niebezpiecznych, a wtedy, tak jak i u ludzi, są one bardziej egoistyczne. W zwierzętach jest altruizm, tak jak i w nas, a nawet więcej” – twierdzi Dorota Sumińska.

 

Dr Kruszewicz stoi twardo na stanowisku, że takie niecodzienne sytuacje to po prostu pomyłki. Delfiny zazwyczaj ratują krewnych lub współtowarzyszy. Widząc tonącego człowieka, mają odruch unoszenia go na grzbiecie. Drapieżniki zaś, jego zdaniem, muszą się nauczyć polowania i wyglądu ofiar. „Jeśli do tego nie dojdzie, nie będą wiedziały, że mogą to zwierzę złowić. Węże, owszem, potrafią przyzwyczaić się do zapachu jednej konkretnej myszy i przestają ją traktować jako ofiarę. Dzieje się tak wówczas, jeśli gryzoń zostanie wpuszczony do terrarium, gdy gad jest najedzony. Taka mysz nadal jednak się boi i gryzie gada. Tak powstałe rany trudno się goją. To jest problem, a nie przyjaźń czy pomoc” – wyjaśnia dr Kruszewicz.

W takim ujęciu nawet to, że bogaci mieszkańcy Europy przekazują pieniądze fundacjom pomagającym dzieciom w Afryce, wydaje się czymś nienaturalnym. Czyżby nasz altruizm też był tylko błędem przyrody? O to naukowcy nadal się spierają i – mimo typowo ludzkiej skłonności do współpracy – chyba nieprędko dojdą do porozumienia.

Warto wiedzieć:

Arytmetyka poświęcenia

Ewolucyjna zasada biologa J.B.S. Haldane'a głosi, że przedstawiciel każdego gatunku jest gotów oddać życie za 1 potomka, 2 braci lub 8 kuzynów.

Dla głodnych wiedzy:

  • Perypetie podopiecznych Ptasiego Azylu w warszawskim zoo – „Moi skrzydlaci pacjenci”, Andrzej Kruszewicz (Multico 2013)
  • Ciekawa książka opisująca mechanizmy współpracy między zwierzętami – „SuperCooperators. Altruism, Evolution, and Why We Need Each Other to Succeed”, Martin Nowak, Roger Highfield (Free Press 2011)
  • Audycja Doroty Sumińskiej poświęcona zwierzakom – „Wierzę w zwierzę”, TOK FM, w każdą niedzielę o godz. 9, www.tokfm.pl/Tokfm/0,130955.html