Norton Manx R idzie w przeciwnym kierunku. Jest gładki, zwarty i zaskakująco spokojny wizualnie jak na motocykl dysponujący ponad 200 KM. Teraz dostał za to oficjalne potwierdzenie. Brytyjski superbike zdobył brązową nagrodę International Design Excellence Awards 2026 w kategorii Automotive and Transportation. Według producenta został przy tym pierwszym seryjnym motocyklem spalinowym wyróżnionym w historii konkursu IDEA.
Norton odkrył, że można coś jeszcze odjąć
W ostatnich latach projekty sportowych motocykli mocno podporządkowano aerodynamice. Skrzydełka poprawiają docisk, kanały prowadzą powietrze, kolejne powierzchnie mają swoją funkcję. Z punktu widzenia stopera wszystko się zgadza. Problem zaczyna się wtedy, gdy niemal każdy producent dochodzi do podobnych wniosków i stojące obok siebie superbike’i zaczynają przypominać przedstawicieli jednego bardzo licznego gatunku.

Manx R wyróżnia się właśnie spokojem formy. Norton mówi o projektowaniu redukcyjnym – większą rolę mają odgrywać proporcje, czyste powierzchnie, materiały i odsłonięte elementy mechaniczne. Zamiast mnożenia dekoracji projektanci skupili się na przejściach pomiędzy bryłami i pozostawieniu wizualnego porządku. Firma podkreśla też, że była to świadoma część nowej strategii stylistycznej marki.
Podoba mi się ten kierunek przede wszystkim dlatego, że Manx R nadal wygląda szybko. Nie trzeba wielkiego tylnego skrzydła ani zestawu aerodynamicznych wąsów, żeby było wiadomo, do czego służy.
Można wręcz powiedzieć, że Norton wykorzystuje dziś coś coraz rzadszego – pustą przestrzeń.
Pod spokojnymi owiewkami siedzi 1200 cm³ i ponad 200 KM
Byłoby jednak szkoda sprowadzać Manxa R do designerskiej rzeźby, bo technicznie jest to pełnoprawny superbike.

Nowy silnik V4 ma 1200 cm³ pojemności, osiąga 206 KM przy 11 500 obr./min i 130 Nm przy 9000 obr./min. Co ważniejsze z perspektywy normalnej jazdy, około 75% maksymalnego momentu obrotowego ma być dostępne już niewiele powyżej 5000 obr./min. Oznacza to prawie 100 Nm w zakresie, który da się wykorzystać także poza nitką toru.
To ciekawa decyzja. Wielkie superbike’i od dawna ścigają się na liczby, które podczas jazdy po zwykłej drodze przez większość czasu pozostają niewykorzystane. Można mieć 200 KM, ale jeśli trzeba wspiąć się wysoko na obrotomierzu, aby poczuć prawdziwy temperament jednostki, codzienna jazda staje się głównie obietnicą tego, co wydarzyłoby się na torze.
Norton chce dać więcej emocji wcześniej. I ten pomysł bardziej mnie przekonuje niż kolejne kilka koni dopisanych do tabelki.
Do tego dochodzą półaktywne zawieszenie, układ hamulcowy Brembo, rozbudowane systemy wspomagające kierowcę oraz duży, 8-calowy dotykowy ekran TFT. Wyświetlacz obsługuje między innymi tryby jazdy, nawigację, połączenia i multimedia. Sterować funkcjami można również tradycyjnymi przyciskami na kierownicy.

Stara nazwa, ale nostalgia została potraktowana dość oszczędnie
Nazwa Manx ma oczywiście znacznie dłuższą historię niż obecny motocykl. Oryginalny Norton Manx był maszyną wyścigową produkowaną od końca lat 40. do początku lat 60., a jego nazwa nawiązywała do wyścigowych tradycji wyspy Man.
Łatwo byłoby więc zrobić współczesnego Manxa według sprawdzonej recepty retro. Okrągła lampa, odpowiedni kolor zbiornika, kilka chromowanych detali i historia właściwie opowiadałaby się sama.
Norton wybrał ciekawszą drogę. Dziedzictwo jest obecne przede wszystkim w nazwie, proporcjach i pewnej elegancji projektu, podczas gdy sam motocykl pozostaje zdecydowanie współczesny.
Moim zdaniem tak właśnie powinno się dziś korzystać z historii wielkich marek. Archiwum ma być punktem odniesienia, a nie magazynem części do kopiowania.

Około 100 tysięcy zł za wejście do świata Manxa R
Tania ta elegancja oczywiście nie będzie. Bazowy Norton Manx R kosztuje na wybranych europejskich rynkach od 23 250 euro, czyli około 100 600 zł. Dostępne są również znacznie droższe odmiany, a wersja Signature dochodzi w europejskim konfiguratorze do 43 750 euro.
Przy tej cenie trudno mówić o motocyklu dla szerokiego grona odbiorców. Norton celuje w klienta, który kupuje osiągi, wykonanie, markę i przedmiot mający sprawiać przyjemność również wtedy, gdy stoi wieczorem w garażu.
Manx R pokazuje też coś interesującego o obecnym rynku. Przez lata producenci udowadniali, ile jeszcze można do sportowego motocykla dodać. Norton przypomniał, że czasem warto sprawdzić, ile można z niego usunąć, nie odbierając mu charakteru.
Patrzę na Manxa R i mam wrażenie, że przydałoby się więcej takich projektów. Niekoniecznie równie drogich i mocnych. Po prostu takich, przy których projektant wiedział również, kiedy przestać rysować.
