I mam wrażenie, że właśnie tutaj ten mariaż bywa najzabawniejszy, bo zegarek mechaniczny nadal niesie za sobą aurę przedmiotu dla kogoś, kto wie, co to rezerwa chodu, kaliber i luneta. A potem na tarczy pojawia się DoodleBob, czyli jedna z najbardziej absurdalnych postaci ze SpongeBoba.
Spinnaker Fleuss Automatic SpongeBob SquarePants DoodleBob Limited Edition Ripped Reality kosztował 525 euro, czyli około 2 260 zł. To już nie jest drobiazg kupowany przy kasie z sentymentu do dzieciństwa. To zegarek automatyczny w limitowanej edycji 600 sztuk, który bardzo serio podchodzi do własnej niepoważności.
DoodleBob na tarczy, czyli zegarek dla tych, którzy mają już zdolność kredytową
DoodleBob pochodzi z odcinka Frankendoodle, jednego z tych epizodów SpongeBoba, które dla wielu osób zostały w pamięci nie przez fabułę, ale przez kompletny chaos kreski, głosu i zachowania bohatera. To był humor dziwny, trochę nerwowy, jakby ktoś wpuścił dziecięcy rysunek do świata, w którym nikt nie zdążył ustalić zasad bezpieczeństwa.

Spinnaker wykorzystuje ten motyw w dość sprytny sposób. Zegarek nie jest żółtym gadżetem z wielką twarzą SpongeBoba na środku. Zamiast tego mamy białą, rysunkową estetykę, szkicowy klimat i efekt rozdartej rzeczywistości na tarczy. Przez otwór w cyferblacie widać fragment mechanizmu, a DoodleBob wygląda tak, jakby wyrwał się z papieru i narobił bałaganu w całkiem klasycznym diverze.
To może brzmieć jak zabawka, ale wizualnie jest w tym więcej pomysłu niż w wielu popkulturowych kolaboracjach, które ograniczają się do naklejenia znanego bohatera na gotowy produkt. Tutaj motyw z kreskówki faktycznie wpływa na projekt. Otwarta tarcza pasuje do pomysłu rozdarcia, szkicowa stylistyka ma uzasadnienie, a biało-czarna luneta dobrze dopina całość.
Pod rysunkiem pracuje normalny automat
Fleuss Automatic Ripped Reality ma kopertę ze stali nierdzewnej o średnicy 43 mm i grubości 13,2 mm. To spory zegarek, więc na drobnym nadgarstku może wyglądać dość zdecydowanie. Wodoszczelność wynosi 150 metrów, jest zakręcana koronka, szkło szafirowe z powłoką antyrefleksyjną i stalowa bransoleta. W zestawie znajduje się też dodatkowy biały pasek silikonowy, co przy takim projekcie ma sporo sensu, bo pozwala zejść z cięższego, bardziej zegarkowego tonu w stronę letniego luzu.

W środku pracuje automatyczny mechanizm Seiko NH70 z rezerwą chodu około 41 godzin. To nie jest egzotyczny kaliber, którym będzie się ekscytować garstka kolekcjonerów przy espresso i lupie zegarmistrzowskiej. Jest raczej rozsądnym, znanym wyborem, który pasuje do zegarka użytkowego. W tym modelu istotne jest też to, że mechanizm można częściowo oglądać od strony tarczy. Przy postaci DoodleBoba ten detal wypada zabawnie, bo mechanika staje się częścią żartu, a nie tylko techniczną informacją z tabeli.
Limitowana edycja, czyli słowo, które zawsze uruchamia nerwowość
Spinnaker przygotował 600 egzemplarzy wariantu Ripped Reality. W całej kapsule DoodleBob pojawiły się też inne modele, ale to Fleuss wydaje się najbardziej charakterystyczny przez otwartą tarczę i mocniejszy efekt wizualny. Dodatkowym smaczkiem jest informacja o sześciu rzadkich egzemplarzach w każdym wariancie, które mają ukryte graffiti aktywowane światłem UV.

Przy takich edycjach łatwo popaść w kolekcjonerską gorączkę, ale warto zachować trzeźwość. Limitacja nie czyni automatycznie z zegarka inwestycji, a popkulturowa współpraca nie zawsze starzeje się dobrze. Dzisiaj DoodleBob może bawić, za pięć lat może nadal bawić jeszcze bardziej, ale może też okazać się żartem, który właściciel chowa do pudełka po trzech sezonach. To ryzyko wpisane w przedmioty o tak mocnym charakterze.
Z drugiej strony właśnie dlatego ten zegarek jest ciekawszy niż kolejny bezpieczny diver udający, że powstał dla kapitana jachtu, który w rzeczywistości najczęściej parkuje pod centrum handlowym.

Zegarki coraz częściej wpuszczają dzieciństwo do dorosłej szuflady
Współprace zegarkowe z postaciami z kreskówek nie są już przypadkową ciekawostką. Snoopy od lat funkcjonuje w świecie zegarków, pojawiają się kolekcje z Popeye’em, bohaterami Nickelodeon czy komiksowymi ikonami. Widać tu szerszy trend: dorośli kupują przedmioty, które pozwalają im zachować kontakt z własną popkulturową pamięcią, ale robią to już w jakości i cenie dorosłego rynku.
Nie widzę w tym nic złego. Wręcz przeciwnie, trochę mnie cieszy, gdy przedmioty użytkowe przestają udawać, że dojrzałość musi być wyłącznie granatowa, stalowa i zachowawcza. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy nostalgia przykrywa jakość. W przypadku Spinnakera ten balans wygląda sensownie. Jest tu żart, jest fanowski detal, ale jest też normalna specyfikacja zegarka automatycznego, który można po prostu nosić.
