Pięć lat temu powstały pierwsze artykuły w polskojęzycznej wersji Wikipedii – internetowej encyklopedii, którą każdy może tworzyć i redagować. Dziś jest ona jedną z najchętniej odwiedzanych stron w sieci i dla wielu internautów stanowi bezcenne źródło wiedzy. Inni zarzucają jej jednak, że zawiera mnóstwo nieścisłości i informacyjnych „śmieci”. Kto ma rację? O to postanowiliśmy zapytać Jimmy’ego Walesa – człowieka uznawanego za ojca Wikipedii.

Konrad Godlewski: Czy Pana zdaniem informacje z Wikipedii są wiarygodne?

Jimmy Wales: Do pewnego stopnia i zależnie od dziedziny wiedzy. Wikipedia z dnia na dzień staje się coraz większa i lepsza, choć ceną za jej otwartość jest ryzyko, że poszczególne hasła mogą w każdej chwili zostać popsute. Dlatego nie powiem, że to najlepsza encyklopedia na świecie. Najdokładniejsza jest chyba wersja angielska, bo tym językiem posługuje się najwięcej internautów. Anglojęzyczna Wikipedia wygrywa, ponieważ w tym języku mówią wikipedyści na całym świecie. Podczas podróży na Litwę rozmawiałem z tamtejszymi parlamentarzystami, którzy opowiedzieli mi o haśle „Bitwa pod Grunwaldem”. Otóż niemiecki artykuł był bardzo lakoniczny, polski przedstawiał punkt widzenia Polaków, a litewski – wersję faworyzowaną przez Litwinów. Najbardziej obiektywny był artykuł anglojęzyczny, bo ukazywał historyczną kontrowersję. Jeżeli jednak próbuje się czytać Wikipedię jak Biblię, to rzeczywiście można się naciąć. Problem nie dotyczy ważnych faktów, bo te zwykle są szybko poprawiane. Diabeł siedzi w szczegółach, dlatego warto pamiętać o dziennikarskiej zasadzie sprawdzania informacji w dwóch źródłach.

K.G.:Wiele nieścisłości czy przekłamań w Wikipedii to dzieło internetowych wandali. Skąd się oni biorą?

J.W.: To najczęściej młodzi ludzie, którzy testują nas, kasując artykuły albo wpisując wulgaryzmy. Niektórzy mają poczucie humoru, jak na przykład osobnicy, którzy w dzień wyboru kardynała Josepha Ratzingera na papieża podmienili jego zdjęcie na fotografię imperatora z „Gwiezdnych Wojen”. Część szkodników nie zdaje sobie sprawy, że ich „poprawki” od razu stają się widoczne. Wandale to jednak znikoma mniejszość wśród osób, które zabierają się do edytowania Wikipedii. Stanowią mniej niż jeden procent nawet wśród tych, którzy nie wyrobili sobie u nas loginu i występują anonimowo. Według krążącego w mediach stereotypu Internet jest pełen hakerów i szkodników. A to przecież tak, jakbyśmy zakładali, że większość klientów restauracji zamierza użyć noża i widelca do zaatakowania współbiesiadników. Przeważająca większość internautów ma dobre intencje, chce zrobić coś pożytecznego dla innych. Uważam, że to największe odkrycie naszego projektu.

K.G.: Angielska Wikipedia zawiera 10 tys. haseł poświęconych programowi „The Muppet Show“. W polskiej Wikipedii podobnie – jest sporo haseł poświęconych zjawiskom niszowym.

J.W.: Wikipedia jest lustrem, w którym odbija się wykształcenie jej redaktorów, a także ich pasje i zainteresowania. Nazywam to „skrzywieniem systemowym”. Mamy na przykład wielu inżynierów i informatyków, którzy chętnie korzystają z nowych technologii. W efekcie powstaje mnóstwo haseł o informatyce i telekomunikacji, a brakuje artykułów o poezji i literaturze. Myślę, że w innych wersjach językowych jest podobnie.

K.G.: Kim jest przeciętny wikipedysta?

J.W.: Najczęściej ma 20–30 lat i studiuje albo pracuje naukowo. Z ekspertami, którzy redagują tradycyjne encyklopedie, mamy różne doświadczenia. Niektórzy bywają zarozumiali i pouczają innych. Ale jest wśród nas także największej klasy ekspert od globalnego ocieplenia, który uważa, że misją uczonego jest dzielić się wiedzą z innymi. Aż 80 proc. wikipedystów to mężczyźni, ale wśród administratorów proporcje płci się wyrównują. Kobiety zatem mniej chętnie biorą się do edytowania, ale jak już zaczną, to pracują z większym zaangażowaniem. Może lepiej współpracują w grupie? Wikipedia to kolektywne przedsięwzięcie.

K.G.: Z czego wynikałoby, że jest trochę nieprzewidywalna. Zaskoczyła czymś Pana?

J.W.: Nigdy nie wpadłbym na to, że polska Wikipedia będzie taka duża. Ma już 300 tys. haseł i jest czwarta na świecie! (W dniu piątych urodzin polskiej Wikipedii angielska miała 1,4 mln haseł, niemiecka – 460 tys., a francuska – 360 tys. – red.). Zastanawiałem się, czemu Polacy tak chętnie biorą się do redagowania. Może to dlatego, że wasz kraj przeszedł wielkie przemiany i się zdemokratyzował?

K.G.: Moim zdaniem jest na odwrót. Polacy nie wierzą w dobro publiczne, bo nie ufają państwu. Wielu młodych ludzi chce w Internecie budować swego rodzaju kontrkulturę. Może ktoś powienien napisać na ten temat doktorat albo habilitację?

J.W.:
Świetny pomysł. Socjolodzy od wielu lat prowadzą ogólnoświatowe badanie, w którym zbierają dane dotyczące kilkudziesięciu zagadnień; pytają m.in. o wiek, zarobki, poziom szczęścia i zaufanie do innych. Myślę, że ciekawie byłoby odnieść te dane do rozwoju Wikipedii w różnych językach. Może odkrylibyśmy jakąś nieznaną zależność? Zaintrygował mnie również rozmiar niemieckiej Wikipedii, ale okazuje się, że tam wiele osób korzysta z Internetu, a kraj ma długie tradycje naukowe i encyklopedyczne. Pewien Niemiec tłumaczył mi, że jego naród ma wyrzuty sumienia z powodu krzywd, jakie wyrządził w czasie II wojny światowej. To dlatego Niemcy lubią się udzielać społecznie, także redagując Wikipedię.

K.G.: Można pomyśleć, że Wikipedia to spełnienie snu anarchistów o konstruktywnej, samoregulującej się społeczności, w której nie ma władzy i żadnego przymusu.

J.W.: Anarchizm to koncepcja polityczna, której nie mieszałbym do Wikipedii. Mamy swoich „policjantów“, czyli administratorów, którzy tropią wandali i dbają o porządek. Ten status zdobywają w głosowaniu, pod które mogą się poddać, jeśli wykażą, że wykonali określoną pracę na rzecz projektu. Ciągle szukamy równowagi między wolnością redagowania a wiarygodnością haseł. Tu nie ma gotowych rozwiązań, ewolucja Wikipedii trwa nadal.

K.G.:
Za nieścisłości krytykują Wikipedię tradycyjne media. W USA Ciągle szukamy równowagi między wolnością redagowania a znana jest historia hasła o dziennikarzu Johnie Siegenthalerze, któremu ktoś dla żartu dopisał, że brał udział w morderstwie prezydenta Kennedy’ego. W Polsce taką rolę odegrało hasło o wymyślonym komuniście, Henryku Batucie.

J.W.: Na początku Wikipedii wszystkie artykuły mieli akceptować specjaliści. Wycofanie tego wymogu gwałtownie przyspieszyło jej rozwój, ale wraz z nim coraz częściej do „poprawiania“ zabierają się wandale, firmy, a nawet politycy. W przypadku niektórych haseł dochodziło do tzw. wojen edycyjnych, dlatego zaczęliśmy te hasła blokować. Teraz mogą je zmieniać jedynie zalogowani użytkownicy. Od niedawna w całej niemieckiej Wikipedii testujemy tzw. flagowanie. Polega ono na tym, że poprawki wprowadzone przez żółtodziobów i anonimowych wikipedystów stają się widoczne dopiero po zaakceptowaniu przez użytkowników o dłuższym stażu. Ten pomysł ma zwiększyć wiarygodność haseł, przy zachowaniu otwartości, nad którą również pracujemy. Mamy sygnały, że niektórzy chcieliby dołączyć, ale nie bardzo rozumieją ideę i mechanizm Wikipedii, dlatego ciągle staramy się uprościć interfejs.

K.G.:
Mam jednak wrażenie, że całkiem sporo dziennikarzy krytykuje Wikipedię dla zasady.

J.W.:
To jest związane z wiekiem, obyciem w Internecie i zaufaniem do nowych technologii. Młodzi dziennikarze na ogół piszą o nas entuzjastycznie. W USA rzeczywiście można zaobserwować swego rodzaju „wojnę mediów”, która wiąże się z odpływem reklamodawców z gazet drukowanych do Internetu, gier komputerowych itd. Nic dziwnego, że dziennikarze gazetowi i telewizyjni są wobec nowych mediów krytyczni. Jednakże Wikipedia nie zamieszcza reklam.

K.G.: Ale model Wikipedii przenosi się na inne media. W Południowej Korei furorę robi portal OhmyNews, który zatrudnia zawodowych dziennikarzy, lecz przyjmuje również informacje od ponad 40 tys. „reporterów obywatelskich“. W Polsce powstały jego klony. Może to jest zagrożenie?

J.W.:
To bardzo ciekawy model, ale OhmyNews płaci za najlepsze newsy, dokładają się również internauci. Pewien profesor opisał korupcję w rządzie, a Koreańczycy, doceniając jego odwagę, przysyłali mu pieniądze. Zebrał 40 tys. dolarów. System, w którym autor bierze pieniądze, budzi jednak wątpliwości co do obiektywizmu, a poza tym Korea Południowa to specyficzny kraj. W anglojęzycznych mediach dziennikarstwo obywatelskie nie odgrywa na razie większej roli. Sądzę, że takie portale jak CNN czy BBC jeszcze długo nie będą miały konkurencji.

K.G.:
Wikipedia najszybciej rozwija się na Zachodzie. Jak to wygląda w innych kręgach cywilizacyjnych?

J.W.:
Piąta co do wielkości japońska Wikipedia powstaje w dość kolektywistyczny sposób. Przed wprowadzeniem zmian są one najpierw uzgadniane w dyskusji. Korea Południowa, która jest trochę ludniejsza od Polski i uchodzi za jedno z najbardziej zinformatyzowanych państw świata, ma z kolei niewielką Wikipedię. Arabska jest również stosunkowo niewielka, ale ponieważ media w krajach arabskich są często kontrolowane i cenzurowane, mamy sygnały, że ludzie cenią ją sobie za obiektywizm.

K.G.:
A w Chinach?

J.W.: Komunistyczne władze Chin blokują chińskojęzyczną Wikipedię. Nasz projekt nie ma nic wspólnego z polityką, a wśród wikipedystów trafiają się ludzie o różnych poglądach, także komuniści. Jedno, co nas wszystkich jednoczy, to wiara w wolność słowa. Dlatego nigdy nie zgodzimy się na ograniczenia, które chińskie władze próbują wprowadzać w Internecie.

K.G.:
Dlaczego zablokowano Wikipedię po klingońsku?

J.W.: Założyła ją niewielka grupka osób, która potem straciła zapał do pracy. Istnienie Wikipedii w sztucznym języku, stworzonym w dodatku na potrzeby serialu science-fiction „Star Trek“, było dla nas kłopotliwe, bo potwierdzało stereotyp, że nasz projekt jest tworzony przez dziwaków. Poza tym klingoński to język niedopracowany, bez jasnej gramatyki i słownictwa. Daleko mu do esperanto, w którym mamy dużo haseł.

K.G.: Jak będzie wyglądała Wikipedia za 10–20 lat?

J.W.: Naprawdę trudno przewidzieć. Pojawia się ciekawe pytanie filozoficzne: jak wiele dziedzin wiedzy może objąć Wikipedia? Albo: czy może zawierać artykuł o każdym człowieku? Myślę, że istnieje pewna liczba haseł, powyżej której trudno będzie weryfikować ich treść. Dużo zależy również od społeczności wikipedystów. W wersji anglojęzycznej nie jest ona już tak entuzjastyczna i sympatyczna jak kiedyś. Wygląda na to, że im mniejsza społeczność, tym lepsza atmosfera, bo ludzie częściej się spotykają, są mniej anonimowi. To różnica jak między metropolią i małym miasteczkiem.

Konrad Godlewski