Był tylko jeden proces Galileusza, choć legendy – a nawet historycy i encyklopedie – często mówią o dwóch, mylnie traktując spotkanie Galileusza z kardynałem Bellarminem w roku 1616 jako wstępną rozprawę, prowadzącą do dłuższego przesłuchania w roku 1633, po którym Galileusz znalazł się na klęczkach przed inkwizytorami albo – według niektórych – w lochu, a nawet w łańcuchach. Był tylko jeden proces Galileusza, a jednak wydaje się, że były ich setki. Żaden inny proces, zapisany w annałach prawa kanonicznego lub cywilnego, nie odbił się w dziejach rykoszetem większej liczby znaczeń, konsekwencji, domysłów, uraz. (...)

We wtorek, 12 kwietnia 1633 roku, gdy minęły już dwa miesiące, odkąd Galileusz tkwił bezczynnie w toskańskiej ambasadzie, komisarz generalny Świętego Oficjum wezwał go wreszcie na przesłuchanie. Choć parę znanych obrazów przedstawiających Galileusza przed trybunałem inkwizycji ukazuje go otoczonego przez tłum duchownych, w rzeczywistości uczony złożył zeznania w obecności zaledwie dwóch urzędników i sekretarza. Dziesięciu kardynałów, którzy mieli pełnić funkcję sędziów i ławy przysięgłych, nie brało udziału w tej fazie procesu, z której zapis mogli przeczytać później w wolnej chwili albo wysłuchać skróconej relacji podczas jednego ze swych zebrań, odbywających się regularnie w środę rano. (...)

ATAK I OBRONA