Chociaż technologia rozpędzona pędzi do przodu, na powierzchnię zaczynają coraz częściej wychodzić informacje, które bardziej by pasowały do innej dekady niż tej bieżącej, a czasami to już nawet innego wieku. I pomimo zapowiadanej śmierci wielu typów środków, te po krótkiej pauzie zmartwychwstały. Czy mocniejsze? Tego jeszcze nie wiadomo, ale symboli na niebie i ziemi jest wiele.
Powrót do analogowego stylu życia zaczyna mieć coraz więcej sensu
Na przestrzeni ostatnich 4 lat, płyty winylowe dokonały dwóch, przełomowych rekordów, które nia miały miejsca od lat 80. Po pierwsze od 2022 roku sprzedają się lepiej niż albumy CD, a do tego w 2025 roku sprzedaż przekroczyła miliard dolarów. To nie jest jedyny przypadek, jakby z innego wieku.

Pod koniec minionego roku Taylor Swift powróciła z nowym albumem, a z nim w brokatowej glorii pomarańczowego koloru nie tylko wydanie winylowe, ale i na kasecie magnetofonowej. Te również zaliczają powrót na większą skalę, bowiem wśród twórców niezależnych tak do końca nie umarły i pojawiały się w ograniczonym nakładzie (Pstyk nawet własnoręcznie robił do nich okładki).
Czytaj też: Pokolenie pod stałą oceną. Skąd bierze się lęk przed najmniejszym potknięciem?
To się tyczy także innych formatów, które zawsze gdzieś na radarze były, lecz nie zawsze był to silny sygnał, czego nie można powiedzieć o ostatnich dwóch latach. Na przykład fotografia analogowa zwariowała, podczas gdy jedni próbują imitować cyfrowo stare czasy, Pentax wydaje pierwszy od lat aparat całkowicie analogowy, a Kodak musiał wstrzymać produkcję, ze względu na potrzebę rozbudowy i modernizacji parku maszyn, żeby wyrobić z potrzebami klientów.

Ceny iPodów, starych konsol i wielu innych rzeczy, o których się myślało, że będzie je można łatwo dostać po czasie również szybują do góry, bo już nie tylko chcą ich generacje o nostalgicznych wspomnieniach związanych z tymi produktami, ale i te, które romantyzują minioną epokę, której nie poznali. I ja to w pełni rozumiem, myślę także, że nie ma się czemu dziwić.
Czy potrzebujemy jeszcze papierowych wydań czasopism?
Jak tylko zaczęła się era tabletów i komputerów, szybko stało się jasne, że branża dziennikarska oraz księgarnie nie będą miały lekko. Sprzedaż magazynów i książek poleciały na łeb na szyję. Przez co wiele osób zapomniało już jak to jest przyjemnie otrzymać produkt przygotowany naumyślnie, żeby się go dobrze używało.

W zeszłym roku wyszedł pierwszy numer magazynu Analog dla fanów fotografii zgodnie z tytułem. Cena nie jest mała, bo jak za książkę, 49 złotych, ale pomyślałem sobie, że rzadko już się spotyka tego typu wydania. W końcu nawet Kubuk zniknął z półek, a wiele innych propozycji to często dziesiątki stron reklam (wiemy skąd się to bierze, lecz ta myśl nie czyni niczego wygodniejszym). Zatem zaryzykowałem i w efekcie przypomniałem sobie jak przyjemnie jest otrzymać towar przemyślany.
Naturalnie reklamy są obecne, lecz jest ich garść, a co najważniejsze, promują produkty, które rzeczywiście mogą czytelnika zainteresować, więc w najgorszym razie wciąż mogą pokazać co w trawie piszczy (na przykład nowy Polaroid). Jednak przede wszystkim, są to dziesiątki stron wypełnionych fotografią na ładnym papierze, który w tym wydaniu sprawia uczucie obcowania ze sztuką. W końcu jedyny zoom ekranu jaki możemy w tym wariancie wykonać, to zbliżenie własnej twarzy do powierzchni kartki.

Taka forma obcowania z czasopismami w takim wydaniu, wymusza też stworzenie rytuału. Bowiem to nie jest rzecz, którą się zwinie w tytkę i zabierze na czytanie w odosobnieniu. Potrzeba zaparzyć kawę lub dobrą herbatę, najlepiej to usiąść na tarasie, lecz jeżeli jest dostępny okrągły stół, też przejdzie! Przyda się jeszcze dobry, słodki wypiek i to może być perfekcyjny poranek. Swoista oaza chroniąca przed całym szumem informacji, social media i obowiązków czekających poza jej granicami.
Czytaj też: Dlaczego nagle wszystko znów wygląda jak w latach 2000? Czy nam się tylko wydaje?
Taką przestrzeń każdy może modyfikować po swojemu. Powrót do analogowego stylu życia można też redefiniować do własnych potrzeb i uczuć. Osobiście podchodzę do tego jak formy ograniczenia powiadomień i multitaskingu, dlatego włączenie na słuchawkach po kablu muzyki z discmana lub iPoda jest doskonałym mostem pomiędzy życiem z oraz bez prądu.

Jeżeli nie czasopisma, to warto może sięgnąć też po krzyżówki, wykreślanki, sudoku, wszystko co pozwoli chociaż na moment trochę się oczyścić. Mamy już wystarczająco lat doświadczenia i całą generację osób, które łakną analogowego stylu życia, że chyba rozumie się samo przez się, jak bardzo rzeczywiście tego potrzebujemy.
A kto wie, może to zbuduje więcej odwagi na kolejne doświadczenia, jak lepienie z gliny, malowanie, pisanie lub struganie tycich rzeźb. A jeżeli nie? To również jest super, bo najważniejsze, aby czuć się komfortowo i dać zmysłom odpocząć od cyfrowego zgiełku.
