Jeśli manga była dla wielu osób pierwszym krokiem poza anime, manhwa potrafi otworzyć zupełnie nowy świat. Zwłaszcza że koreańskie webtoony przez ostatnie lata przestały być niszową ciekawostką i stały się ogromną częścią światowego rynku komiksowego.
Manga i manhwa to wcale nie to samo
Po obszerniejsze wyjaśnienia odsyłam was tutaj, gdzie rozpisywałam się na temat równic między japońską mangą, koreańską manhwą i chińską manhuą. Tu pokrótce wyjaśnię tylko główne różnice. Ta pierwsza jest komiksem prosto z Kraju Kwitnącej Wiśni, rysowana w czerni i bieli, bo od początku przeznaczona jest do druku. Na rynku znajdziemy tomiki w różnych rozmiarach, ale wszystkie łączy jedno – czyta się je od prawej do lewej.
Pochodząca z Południowej Korei manhwa to już pełen kolor, choć oczywiście zdarzają się tytuły czarno-białe, to większość artystów operuje jednak całą feerią barw. Największy boom na ten rodzaj komiksu przypada na moment ich przeniesienia do świata cyfrowego. Stąd właśnie zupełnie inny układ kadrów, bo są przeznaczone pod tzw. infinity scroll. Poszczególne panele przechodzą między sobą płynnie, co najlepiej widać zwłaszcza w dynamicznych scenach walki, w których takie momenty, jak użycie specjalnych umiejętności potrafią zabrać kilka długości naszego ekranu. Daje to świetny efekt podczas czytania.

Manhua w zasadzie jest do manhwy bardzo podobna. Różnice oczywiście są, ale na pewno nie tak drastyczne jak w porównaniu z mangą. Manhuy to także kolor, infinity scroll i dynamiczne panele. Do tego dochodzi jeszcze określenie „webtoon”, bardzo często obecne w sieci. O ile każda manhwa i manhua publikowana cyfrowo może być w ten sposób nazywana, o tyle odwrotnie ta zasada nie obowiązuje. Obie nazwy stosowane są bowiem tylko w odniesieniu do kraju ich pochodzenia, natomiast webtoon to po prostu format publikacji.
Gatunki – to tu zaczyna się prawdziwa zabawa
Tak samo jak w literaturze, tak i w manhwie mamy całą masę gatunków, podgatunków i miksów wszelakiej maści. Ciężko byłoby mi tutaj prześledzić wszystkie, dlatego skupię się raczej na kilku najpopularniejszych. Czytając w sieci najpewniej natraficie właśnie na takie tagi, więc dobrze wiedzieć, co one dokładnie oznaczają.
System, dungeony i leveling
Nie da się ukryć, że gatunek inspirowany światem gier RPG powinien znaleźć się na pierwszym miejscu. Tu znajdziecie takie motywy, jak okna statusu, punkty doświadczenia, wbijanie kolejnych poziomów i lochy z potworami. Sztandarowym przykładem takiego komiksu jest oczywiście Solo Leveling, który wygenerował globalnie już ponad 14 mld odsłon.

W tym konkretnym przypadku bohater jest łowcą, a w świecie przedstawionym łowcy muszą robić rajdy na lochy, randomowo pojawiające się w różnych miejscach. Zasada jest prosta – główny bohater ma rangę F, czyli najniższą (mamy tutaj skalowanie F-A i S, jako określenie najlepszej rangi, choć czasem można się spotkać z jeszcze wyższymi, jak SSS albo S+), za sprawą wydarzeń dostaje system i niczym w grze może podwyższać swój poziom. Są to najczęściej typowe historie „od zera do bohatera”. Raczej rzadko spotkacie się tu z prawdziwymi, treningowymi arcami, bo levelowanie załatwia to znacznie szybciej.
Do tego gatunku zaliczyć też można Tower, czyli uniwersa, w których nagle pojawia się ogromna wieża, a ludzie na ochotnika lub z przymusu muszą pokonywać w niej kolejne poziomy. Tu również pojawia się system, podnoszenie umiejętności i pokonywanie przeszkód. Każde piętro działa jak osobny poziom w grze – ma własny klimat, unikalne potwory, misje do wykonania i bossa na końcu. Jednym z pionierów i klasyków tego gatunku jest Tower of God.
Jeśli chcecie zacząć z manhwą właśnie tutaj, to Solo Leveling będzie najlepszym wyborem i to z wielu powodów. Przede wszystkim mamy polskie wydanie fizyczne, więc nie trzeba męczyć się po angielsku w sieci lub kupować droższego, zagranicznego wydania. Sama fabuła nie jest skomplikowana, ale ma w sobie to coś, że kiedy zaczynamy, ciężko jest przerwać aż do samego końca. Zresztą, dla sporej grupy osób znane jest już anime, dlatego przejście na manhwę staje się bardzo płynne.

Wydawnictwo Waneko dało nam również SSS Class Revival Hunter, które jest w mojej osobistej topce z powodu unikalnych mocy głównego bohatera, świetnie napisanych wątków i dobrze zarysowanych postaci pobocznych. To już tytuł z gatunku Tower, a pokonywanie poziomów nie jest tu typowe, bo zamiast standardowego, przerośniętego bossa są różnorodne zadania, które potrafią nawet mocno ścisnąć za serce.
Niedługo na polskim rynku pojawi się też Omniscient Reader’s Viewpoint, który zaczyna się typowo – Kim Dokja, który od dekady czytał powieść internetową, nagle znajduje się w jej centrum. Nie jest to isekai, po prostu to, co było dla niego fikcją, staje się rzeczywistością, a on ze swoją wiedzą musi się w tym odnaleźć. Zaczyna się dość typowo, jest tu też system, sterujące scenariuszami istoty wyższe, ale z czasem odkrywamy, jak głęboka i poruszająca jest to historia, a widowiskowe walki i zadania schodzą na dalszy plan, przyćmione przez samą historię i jej warstwy.
Z innych, równie świetnych tytułów polecam również The S-Classes That I Raised (z wątkiem regresji), Pick Me Up! Infinite Gatcha (z motywem isekai) czy Murim Login(cudowny mariaż między dungeonami i murim).
Isekai, reinkarnacja i regresja
W tym gatunku autorzy w dużej mierze opierają się na manewrowaniu czasem, śmiercią oraz tożsamością. Są to motywy wywodzące się z literatury fantasy, jednak koreańscy autorzy nadali im wyjątkowo dynamiczne tempo. Isekai to historia o przeniesieniu ducha lub ciała bohatera do zupełnie innego świata. Często w pierwszym rozdziale bohater czyta jakąś powieść, a potem umiera lub zwyczajnie zasypia i budzi się w ciele jakiejś postaci. To również historie, w których ktoś utknął w grze online i nie może z niej wyjść albo odrodził się jako niemowlę w innym świecie.
Szukając manhwy z tego gatunku bardzo łatwo natknąć się na polecajki The Beginning After the End(TBATE) i chociaż gatunkowo pasuje idealnie, bo mamy tu reinkarnację, to pamiętajcie, że nie jest to manhwa tylko webtoon, a sam komiks powstał w Ameryce i jest wydawany w języku angielskim.
Dla mnie absolutnym arcydziełem isekai (a dokładniej transmigracji, czyli podgatunku, gdzie przenosi się tylko dusza bohatera) jest Greatest Estate Developer. Kim Suho zasypia, czytając powieść, a potem budzi się w świecie przedstawionym, ale nie jako protagonista, tylko trzeciorzędny „złoczyńca” – Lloyd Frontera – syn podupadającego arystokraty, hulaka i nierób. Jednak Suho zdecydowanie nierobem nie jest i chociaż jego marzeniem jest leniwe, dostatnie życie, to najpierw musi na nie zapracować. Znajdziecie tu komedię, sporo emocji i bohatera z tak komicznymi minami, że będziecie płakać ze śmiechu. W dodatku wydawnictwo Waneko jeszcze w tym roku da nam polskie wydanie, więc łapcie się za nie śmiało.
A jeśli tak, jak ja, polubicie ten motyw, warto potem płynnie przejść do Lout of the Count’s Family – tam Kim Roksoo również budzi się w ciele hulaki i nieroba, jego marzeniem jest leniwe i dostatnie życie, ale żeby to osiągnąć ratuje wszystkich wokół i robi więcej niż kilku głównych bohaterów razem wziętych. Uwielbiam ten typ postaci.

Zatrzymam się jeszcze nieco przy reinkarnacji, bo choć bardzo lubię motyw, gdy bohater odradza się w swoim lub innym świecie i musi nauczyć się w nim żyć, to mam z wieloma tytułami duży problem. Autorzy często bowiem zapominają, że w ciele dzieciaka umieścili dorosłego, przez co w takim TBATE Arthur od małego zachowuje się jak poważny, doświadczony człowiek, ale w pewnym momencie nawiązuje nastoletni romans. Niestety, kiedy twórca chce wcisnąć wątek romantyczny, różnica wieku i myślenia nagle znika. Na szczęście mamy też tu takie tytuły, jak Return of the Blossoming Blade, gdzie zaloty nastoletniej panny są dla głównego bohatera niczym „wygłupy wnuczki” albo Great Mage Returns After 4000 Years – tu Lucas ma duchowo przeszło 4 tys. lat, a pierwszą osobą, która wpada mu w oko po transmigracji jest dorosła nauczycielka.
Regresja z kolei jest bardzo ciekawym gatunkiem, w którym bohater cofa się w czasie do wcześniejszych lat, zachowując wszystkie wspomnienia i doświadczenie, a celem jest powstrzymanie własnej śmierci lub jakichś wydarzeń w stylu apokalipsy. Jeśli chcielibyście poczytać coś z tej półki, to na początku przyszłego roku Studio JG wyda u nas The Return of the 8th Class Mage, czyli historię Iana, najpotężniejszego maga, który po zapewnieniu pokoju w królestwie zostaje zdradzony i zabity. Umierając, rzuca on zaklęcie, które przenosi jego świadomość dekady w przeszłość, do czasów, gdy był jeszcze małym chłopcem. Jego wiedza i doświadczenie służą mu do zmiany przyszłości i wymierzenia sprawiedliwości tym, którzy go zdradzili.
Oprócz wspomnianych tytułów polecam wam jeszcze Tomb Rider King, Surviving The Game as a Barbarian,Doom Breaker (Reincarnation of the Suicidal Battle God) i Damn Reincarnationczy zahaczający o gatunek Tower –The S-Classes That I Raised.
Otome Isekai i romans fantasy
Choć w zasadzie nadal poruszamy się tu w obszarze isekai, to ten gatunek zasługuje na osobną sekcję, bo dość mocno różni się od tego, co omawiałam wyżej. Przede wszystkim tu mamy kobiecą postać główną, a dużą rolę odgrywa romans. Okraszone jest to fantastyką dworską i intrygami politycznymi. Główna bohaterka przeniesiona zostaje do powieści romantycznej lub gry typu Otome, często nie jako protagonistka, a złoczyńca i musi zrobić wszystko, by przeżyć w niesprzyjających okolicznościach. Problematyka zahacza tutaj o unikanie tragicznego losu, zawieranie fikcyjnych małżeństw i kontraktów z ikonicznymi zimnymi książętami północy. Autorzy lubię tu wywracać dworską etykietę do góry nogami, a bohaterki często zmieniają postać, w którą się wcielają w prawdziwą bizneswoman.

Sama raczej nie czytam dużo z tego gatunku, ale polecić mogę wydawane w Polsce Przeznaczeniem złoczyńców jest śmierć. To jeden z najpopularniejszych przykładów w tym segmencie – bohaterka po przejściu trudnego trybu w grze budzi się w ciele Penelope Eckart, adoptowanej córki diuka i czarnego charakteru gry otome. Wisi nad nią nieuchronna śmierć, a każda zła decyzja czy niewłaściwy dialog mogą skończyć się dla niej tragicznie.
Tu polecane są również takie pozycje, jak Okoliczności, które sprawiły, że Raeliana trafiła do posiadłości diuka(też dostępne u nas), Who Made Me a Princess czy Marry My Husband (wersja obyczajowa z regresją).
Boys’ Love i Girls’ Love
Tu za wiele wyjaśniać chyba nie trzeba, bo mamy tu dwa gatunki odnoszące się odpowiednio do relacji romantycznych między mężczyznami oraz między kobietami. W koreańskim przemyśle komiksowym BL-ki stanowią jeden z najważniejszych i najszybciej rozwijających się segmentów rynku. GL-ki są mniej popularne, ale wrzuciłam je tutaj razem, bo oba dotyczą relacji z reprezentacją queerową.
Ciężko tak naprawdę scharakteryzować o czym dokładniej są te manhwy, bo tutaj znajdziemy po prostu wszystko – od lekkich, słodkich komedii romantycznych po mroczne, dojrzałe dramaty psychologiczne. BL-ki kochają mowyty historyczne, fantasy, realia korporacyjno-uczelniane, dramaty psychologiczne i relacje w środowiskach sportowych lub e-sportowych. Nie brakuje też regresji, isekajowania i dungeonów czy murim. Tu znalezienie czegoś odpowiedniego dla siebie wymaga wskazania, co się lubi.
Komiksy boys’ love mają też swoje specyficzne podgatunki, takie jak omegaverse – to świat, w którym oprócz klasycznych płci są jeszcze alfy (najczęściej stojące na szczycie społeczeństwa), bety (takie normalsy) i omegi (najczęściej najniższe w hierarchii, odpowiedzialne za reprodukcję). To temat rzeka, ale założenie opiera się na feromonach, więziach i tak, występuje tu również męska ciąża. Są to więc tematy nie dla każdego.

Sięgając po BL-ki (i po GL-ki zapewne też, choć dużego rozeznania tu nie mam) trzeba się liczyć z faktem, że bardzo często są to tytuły dla dorosłego odbiorcy, zawierające treści erotyczne. Dla mnie osobiście bardzo ciekawa jest z kolei kwestia przedstawiania bohaterów homoseksualnych we współczesnych, koreańskich realiach, gdzie ujawnienie związku, zwłaszcza jeśli bohaterowie są kimś na wysokiej pozycji albo sławnym, jest niemożliwe. Dodaje to historii dodatkowej warstwy i zmusza do trudnych przemyśleń.
W Polsce mamy już kilka fizycznych wydań z obu tych gatunków. Waneko dało nam z GL-ek poruszającą Opowieść o Shim Cheong, jest też Konwalia, ale osobiście odradzam to nowicjuszom. Z BL-ek mamy Niebezpieczny sklep osiedlowy (z motywem różnicy wieku), BJ Alex a niedługo ukaże się też Semantic Error. Z historii na początek przygody z gatunkiem polecam z kolei Our Sunny Days, które jest absolutnie moim faworytem ze zdrową relacją i bohaterami rozmawiającymi ze sobą. Dobry będzie też wspomniany Semantic Error albo Sign, będący uroczą i zabawną opowieścią o chłopaku zakochującym się w niesłyszącym menedżerze kawiarni.
I tutaj taka moja rada – jeśli ktoś poleci wam Killing Stalking to uciekajcie. Nie tylko jest to tytuł błędnie klasyfikowany jako BL, ale też śmiało można zaliczyć to do bardzo mrocznych thrillerów.
Murim i wuxia
Czyli moje ulubione gatunki manhw. Są to opowieści o kulturze sztuk walki, osadzone w fikcyjnych, feudalnych Chinach lub Korei, gdzie liczy się siła oręża i poziom opanowania wewnętrznej energii (Qi). Znajdziemy tu sekty, frakcje, dużo polityki, genialnych scen walk i więzi, które są bardzo charakterystyczne dla tego świata.
Wuxia jest zazwyczaj osadzona w historycznych Chinach i kręci się wokół społeczności zwanej jianghu. To niezależny świat ludzi zajmujących się sztukami walki. Ten podgatunek jest bardziej przyziemny, bo nawet jeśli bohaterowie potrafią szybko biegać po dachach, wysoko skakać i korzystają z Qi, to wciąż pozostają zwykłymi śmiertelnikami. Inaczej jest w xianxia, bo tam mamy już fantasy oparte na taoizmie, mitologii i kultywacji, z bohaterami o sile mitycznych herosów i fantastycznymi technikami. Murim to z kolei koreański wariant tych opowieści.
Zwykle autorzy nie rozgraniczają tego jakoś specjalnie i nawet jeśli główny bohater jest śmiertelnikiem, wykonuje techniki miecza czy pięści, jakich nie da się odtworzyć w realnym świecie. Mimo to warto przynajmniej ogarniać te pojęcia, by wiedzieć, na co się trafia.
W tych historiach świat często podzielony jest na trzy strony – mamy sekty ortodoksyjne, podążające właściwą drogą, nieortodoksyjne i frakcję demoniczną. Do tego dochodzą gildie handlowe i klany. Najczęściej spotkamy tu motywy zemsty za zniszczony klan, odbudowy upadłej sekty, walki z demoniczną frakcją, medytacji i rośnięcia w siłę. Inaczej niż w gatunku z systemem, tutaj bohaterowie muszą dużo trenować, by osiągnąć biegłość w sztukach.

Murim i wuxia kładą też ogromny nacisk na relacje, które są dla mnie osobiście znacznie głębsze niż w innych gatunkach. Mowa tu o głębokich przyjaźniach, braterstwie, więzi z członkami sekty, a także uwielbianej przeze mnie relacji mistrz-uczeń. Niestety na razie nie doczekałam się żadnej takiej manhwy w Polsce, ale liczę, że się to wkrótce zmieni.
Jeśli zaś chcecie zagłębić się w ten fascynujący świat, to polecam Legend of the Northern Blade z zapierającymi dech artami i historią, która wciągnie was bez reszty. To opowieść o zemście, walki ze skorumpowaną elitą i ciemną siłą. Jest to też manhwa zakończona, więc nie trzeba już czekać na kolejne rozdziały. Jeśli jednak czekanie wam nie przeszkadza, to moim faworytem jest Return of the Blossoming Blade (z motywem reinkarnacji), gdzie mamy bohatera, kiedyś najsilniejszego, który próbuje odbudować swoją sektę. To ogrom humoru, wzruszeń i cudownych postaci, których nie da się nie kochać.
Miłośnicy krwawej i satysfakcjonującej akcji mogą zajrzeć do Nano Machine (będącego fuzją murim z technologią sci-fi) albo do Murim Login, gdzie mamy bohatera, który w specyficznej grze jest częścią świata sztuk walki, a po wylogowaniu się wraca do czyszczenia dungeonów. A jeśli chcecie poczytać sobie coś z głęboką relacją uczeń-mistrz, to polecam Doctor’s Rebirth, gdzie lekarz z naszego świata ginie osłaniając pacjentów w strefie wojny i odradza się w ciele chłopca w uniwersum murim. Tam wykorzystuje swoje zdolności medyczne, uczy się technik opartych na qi i po prostu ratuje kolejne życia.
Bardzo też lubię motyw z liderem demonicznej sekty, który reinkarnuje się lub transmigruje do innego świata. Zwykle jest on tam osobą totalnie overpowerową, podbijając świat, bo albo w jego naturze jest dominacja, albo chce spokojnego życia, a jak niby je osiągnąć bez eliminacji wszystkich zagrożeń? Tu dwa takie tytuły, które teraz przychodzą mi do głowy, to The Heavenly Demon Can’t Live a Normal Life iThe Heavenly Demon Wants a Quiet Life.
Szkolna akcja
To już gatunek ściśle osadzony w realiach współczesnej Korei, opierający się na problemie brutalnej przemocy rówieśniczej i systemowych zaniedbaniach. Co prawda w ten gatunek wpisują się także typowe „naprzanki” wśród młodzieży, ale jest również sporo twórców, którzy starają się w ten sposób pokazać bardzo istotną problematykę.
Głównym bohaterem bardzo często jest cichy, prześladowany uczeń lub uśpiony profesjonalista, stający do walki z bezkarnymi gangami uczniowskimi, mafią lub korupcją. Nie ma tu super mocy (choć zdarzają się regresje), tylko bezkompromisowa walka o sprawiedliwość i taktyczna walka wręcz. Zawsze też nasz protagonista zbiera wokół siebie ekipę podobnych sobie i tak się nawalają z coraz silniejszymi osobami.

Sztandarowy przykład to oczywiście Lookism, poruszający też bardzo duży koreański problem obsesji na punkcie urody. Główny bohater jest otyłym, brzydkim chłopakiem, pochodzącym w dodatku z biednej rodziny. Jest oczywiście gnębiony, ale któregoś dnia, z niewyjaśnionych przyczyn zyskuje… drugie ciało. Działa to prosto – jeśli zasypia w swoim oryginalnym ciele, wtedy jego jaźń przeskakuje do drugiego ciała, obłędnie przystojnego i wysportowanego. Zaczyna się to jak historia raczej szkolno-obyczajowa, ale nie dajcie się zwieść, bo gdzieś po 70 rozdziale mocno się rozkręca. Walki są satysfakcjonujące, a kiedy przestaniemy zadawać sobie pytanie „JAK?!”, człowiek bawi się świetnie.
W ogóle tutaj mamy całe współdzielone uniwersum, zwane PTJ Verse, w skład którego wchodzą takie tytuły, jak Viral Hit, Manager Kim, Questism, My Life as a Loser i Juvenile Offender. Bohaterowie z tych serii gościnnie występują w innych tytułach, co jest bardzo fajnym smaczkiem. Jako polecajkę dal wam również Mercenary Enrollment i True Education (na Netflixie pojawiła się jakiś czas temu drama na podstawie tego). Ogólnie są to dość satysfakcjonujące tytuły, w których mamy dużo akcji, widowiskowych bijatyk i odpłacania się za krzywdy wyrządzone słabszym.
I wszystkie inne…
Ciężko jest poświęcić odpowiednio dużo czasu na każdy z gatunków, nawet w tej najpopularniejszej dziesiątce. Wydaje mi się jednak, że nawet nie ma takiej potrzeby, bo resztę większość z nas już zna z filmów, gier czy literatury.
- Fantasy – magia, królestwa, potwory i wszelkiego rodzaju światy, w których miecz i czarodziej mogą rozwiązać zdecydowaną większość problemów. Mamy tu mistrzów miecza władających aurą, zmiennokształtne istoty, elfy, krasnoludy i całe to tałatajstwo, które już widzieliśmy gdzie indziej (lub nie). Star-Embracing SwordmasterczyInfinite Mageto pozycje, po które naprawdę warto sięgnąć.
- Akcja – dużo walk, pościgów, zemsty i bohaterów, którzy najczęściej mają bardzo osobisty powód, żeby spuścić komuś łomot. Jest mafia, są porachunki, ogólnie cały czas dużo się dzieje. Często są też supermoce, ale już bez systemu ani lochów i wież. Tu polecam Eleceed, Unholy Blood i mafine Castle albo The Plaza.
- Thriller – zagadki, przemoc, psychologiczne gierki i atmosfera, w której czytelnik zaczyna podejrzewać absolutnie każdego. Tu już najczęściej robi się znacznie ciężej, więc to nie jest gatunek dla każdego. Tu warto sięgnąć po takie tytuły, jak Pigpen, Bastard czy Sweet Home.
- Horror – duchy, potwory, klątwy i inne rzeczy, których zdecydowanie nie chcecie spotkać po zgaszeniu światła. Wszystko to w mrocznej, dusznej oprawie, od której można dostać gęsiej skórki. Z polecajek mogę podać Distant Skyi Hive, choć za wiele horrorów raczej nie czytam.
- Sportówki – rywalizacja, trening, turnieje i drużyna, która zaczyna jako zbieranina przypadkowych ludzi, a kończy jako rodzina. Często pojawiają się przy okazji problemy obyczajowe, a sport jest dla bohaterów ucieczką od codzienności. Jeśli to was ciekawi, warto przeczytać The Boxer i Wind Breaker, który zresztą doczekał się kiedyś dwóch wydanych tomów w Polsce, zanim je porzucono.
- Komedia – wiadomo, jest po prostu zabawnie, zarówno w dialogach, jak i rysunkach. Wiem, że już podawałam, ale tu absolutna moja topka to Greatest Estate Developer.
- Romans – dużo miłości wszelkiego rodzaju, stare klisze i nowe pomysły. Fabuła kręci się wokół związków, powłóczystych spojrzeń i mniejszych lub większych dramatów, które i tak kończą się serduszkami (nie zawsze słusznie). See You in My 19th Life, True Beauty i AStepmother’s Marchen to dobre tytuły na początek.

Pamiętajcie tylko, że w wielu przypadkach tak naprawdę trudno jest znaleźć „czystego” akcyjniaki, horror albo komedię. Te gatunki w manhwach uwielbiają się ze sobą przeplatać, co zresztą uwielbiam. Kreatywność autorów nie zna granic i tak w świecie murim może być nanotechnologia, w romansie pojawić się regresja, w horrorze odrobina komedii. Papier przyjmie wszystko, a czytelnicy lubią urozmaicenia.
Gdzie to czytać? Najlepiej wygodnie na kanapie
Z racji, że manhwy mają układ idealny pod pożeranie ich przez ekran telefonu, najwięcej tytułów znajdziemy oczywiście w sieci. Platform zajmujących się webtoonami, również tymi z Korei jest od groma, ale uwaga – są to strony w języku angielskim. Przejrzyjmy sobie najpopularniejsze z nich. Wszystkie mają też aplikacje, bo wiadomo, tak wygodniej:
- WEBTOON – największa platforma tego typu, na której znajdziecie tak gigantyczną bibliotekę, że ciężko to będzie kiedykolwiek przeczytać. W dodatku dostęp do rozdziałów jest darmowy, choć tylko do pewnego momentu i nie wliczając w to najnowszych odcinków. Za niektóre można „zapłacić” oglądaniem reklam, na inne trzeba już wyłożyć pieniądze.
- Tappytoon – tu znajdziecie najwięcej popularnych serii fantasy, romansów i akcyjniaków. Jeśli czytać po angielsku Solo Leveling, to właśnie tutaj. Ten serwis korzysta już z systemu walutowego, ale od czasu do czasu są również darmowe akcje.
- Tapas – kolejna duża baza licencjonowanych manhw. Rozdziały odblokowujemy za pomocą waluty „Ink”, którą kupujemy za pieniądze lub zdobywamy za oglądanie reklam i wykonywanie zadań.
- Manta – tu jest tak naprawdę najwygodniej, bo płacimy subskrypcję i mamy dostęp do nielimitowanej biblioteki, bez zabawy w kupowanie pojedynczych rozdziałów.
- Lezhin – to już platforma skrojona bardziej pod starszych czytelników i gatunki takie, jak BL, thrillery i dramaty. System działa w oparciu o monety – na nie trzeba wydać pieniądze, ale w aplikacji jest też sporo sposobów na zgarnięcie ich za darmo.

Oczywiście, jak to zwykle z licencjami bywa, często trzeba żonglować między tymi aplikacjami, by móc czytać swoje ulubione tytuły. Warto jednak zawsze sięgać po legalne źródła, wspierając twórców i zachęcając ich do dalszej pracy.
Jak też wspomniałam już przy okazji omawiania gatunków, w Polsce zaczyna nam przybywać fizycznych wydań, z czego naprawdę bardzo się cieszę (mój portfel już mniej). Waneko zdecydowanie tu przoduje. Zaczęli od najlepszego strzału z możliwych, czyli od Solo Leveling i od tamtej pory sukcesywnie rozwijają ofertę o różne gatunki, więc każdy powinien znaleźć dla siebie coś dobrego. Ja czekam jeszcze na coś z murim albo wuxia i będę zadowolona. Studio JG też dokłada swoje, a Jaguar goni ich ze swoim True Beauty.

Fani papierowych wydań, czytający po angielsku, mogą też kupować tomiki zza granicy. Ceny są wyższe niż za te, które mamy po polsku, ale z dostępnością nie ma już żadnych problemów. Osobiście polecam dwie strony – Atom Comics i Libristo. Zamawiam tam regularnie i zawsze jestem zadowolona z jakości oraz z pakowania, czego nie mogę powiedzieć chociażby o Amazonie. Na dostawę czasem trzeba trochę poczekać, choć to akurat jest zrozumiałe, bo tomiki trzeba sprowadzić.
Fanowskie tłumaczenia, czyli pierwsza zasada Fight Clubu
Umówmy się, większość czytaczy manhw sięga po tłumaczenia tworzone przez fanów, głównie dlatego, że spora liczba tytułów nie doczekała się oficjalnej angielskiej dystrybucji. Nie każdego również stać na wykupowanie wielu rozdziałów, a czytanie tych komiksów jest mocno uzależniające. Tłumaczenia fanowskie mają ogromną historię i towarzyszą nam od bardzo dawna.
Dlatego, jeśli sięgacie po nieoficjalne translacje, zapamiętajcie najważniejszą zasadę – z tym jest jak z Fight Clubem, o tym nie rozmawiamy. Nie będę jednak udawać, że sama nigdy tego nie robiłam, bo byłaby to zwyczajna hipokryzja. Jeśli dana seria jest dostępna legalnie, zdecydowanie warto po nią sięgnąć i w ten sposób wesprzeć ukochanych twórców oraz wydawców.
Sezon pierwszy zakończony. Proszę czekać na dalszy ciąg
A teraz coś, na co wiele osób nie jest przygotowanych. Ja również nie byłam, gdy zaczynałam przygodę z manhwami. Czytając je w sieci natrafimy na kilka ciekawych statusów:
- Completed – czyli po prostu zakończone. Taki tytuł został doprowadzony do samego końca i jest idealny na bingereading. Siadamy, wsiąkamy a na końcu mamy depresję, bo już koniec.
- Ongoing – to oznacza, że komiks jest w trakcie wydawania, a nowe odcinki ukazują się najczęściej w harmonogramie tygodniowym.
- End of season – manhwy wydawane są sezonami. Kiedy jeden się kończy, trzeba poczekać na kolejny i to naprawdę może być bolesna sprawa, bo takie przerwy potrafią trwać od kilku miesięcy do roku czy nawet dłużej. Prawdziwy trening cierpliwości i pamięci, choć większość z nas ostatecznie i tak czyta wszystko od początku zanim pojawią się nowe rozdziały.

- Hiatus – coś, czego osobiście bardzo nie lubię, ale rozumiem konieczność. To nic innego jak przerwa, zwykle nieplanowana, wynikająca z problemów zdrowotnych autora, zawirowań licencyjnych czy jakichkolwiek innych przyczyn. Bywa też tak, że hiatus ciągnie się latami, jednak nie ma co porzucać nadziei, niedawno jeden z czytanych przeze mnie tytułów wrócił po prawie trzech latach i uzyskał zakończenie. Zawsze jest szansa, a my czekamy, bo za bardzo przywiązaliśmy się do postaci.
- Canceled/Axed – hiatus jest niczym w porównaniu z tym komunikatem. Jeśli trafia się na niego zanim zaczyna się czytać, to trudno. Jeśli jednak człowiek już zainwestuje emocje w historię i nagle pojawia się taka informacja, to naprawdę nie jest przyjemne. Miałam tak z Wind Breaker, który po latach został anulowany ze względu na sporo kontrowersji związanych z plagiatami i kalkowaniem. Czytałam tę manhwę na bieżąco jakoś od setnego rozdziału, by przy 556 rozdziale dostać informację o anulowaniu. Niestety zawsze trzeba się liczyć z taką możliwością.

Do tego dochodzą też różne zamieszania na poziomie wydawniczym. Lwia część manhw, zwłaszcza najpopularniejszych, produkowana jest przez studia, a nie przez pojedynczych artystów. Może się więc zdarzyć, że wraz z nowym sezonem twarz głównego bohatera wygląda nagle inaczej, bo główny rysownik został zmieniony. Nie zdziwcie się również podobieństwom w stylu, który siłą rzeczy będzie przypominał inne dzieła wydawane przez to samo studio. Poza tym, styl autorów naturalnie polepsza się z każdym kolejnym rokiem. Wyżej widzicie porównanie stylu w Wind Breaker – pierwszy rozdział i jeden ostatnich. Manhwa wydawana była przez ponad dekadę, więc to nic dziwnego.
Powieści jako ostatni poziom wtajemniczenia
To jest ten sam schemat co z anime. Adaptacja przestaje wystarczać, więc sięgamy po mangę, na podstawie której została stworzona. W przypadku manhw można natomiast zacząć czytać webnovel (czyli po prostu powieści internetowe, nazywane też light novel), będące oryginałem historii. Wiele z najpopularniejszych komiksów bazuje na takich dziełach – Solo Leveling, Omniscient Reader’s Viewpoint, Lout of the Count’s Family, The SSS-Class Revival Hunter,Return of the Blossoming Blade, Who Made Me a Princess czy Nano Machineto jedynie kilka z takich przykładów.

Uczciwie jednak ostrzegam, po polsku oficjalnie nie ma żadnych tłumaczeń (o fanowskich, jak wiemy, nie rozmawiamy), więc pozostają jedynie wydania angielskie, a ich też nie jest jeszcze aż tak dużo. I nie zdziwcie się, kiedy manhwa, która na razie ma nieco ponad 200 rozdziałów, bazuje na gigantycznej powieści składającej się z 551 rozdziałów i jakichś 1 275 000 słów. Tak, tutaj mówię akurat o Omniscient Reader’s. To jednak nic, bo taki Lout of the Count’s Family (jak coś, to na Storytel są audiobooki, polecam) ma obecnie już 2,5 mln słów, ponad tysiąc rozdziałów i nadal powstaje. Ale hej! przynajmniej jest co czytać, prawda?
Ostatecznie większość fanów manhw dociera do tego etapu i nie ma już z niego powrotu…
A na koniec – miłego czytania
Jeśli jakimś cudem dotarliście do tego akapitu, gratuluję (i dziękuję). Na tym etapie pozostaje wam jedynie wybranie pierwszego tytułu, a to chyba najważniejsza rzecz, bo to działa jak z pierwszym wrażeniem u nowopoznanych osób – determinuje całą znajomość. Oczywiście nie ma co się poddawać, gdy pierwsza albo druga manhwa nam „nie siądzie”, tak bywa. Myślę jednak, że po tym przewodniku powinniście przynajmniej mniej więcej wiedzieć, co może się wam spodobać. Tylko proszę, dbajcie o higienę snu, bo manhwy mają tę magiczną zdolność pożerania godzin i człowiek nagle się orientuje, że jest trzecia w nocy a rano trzeba wstać do pracy.
