Zielona siatka i styropian zamieniły się w piekło. Hongkoński pożar obnażył fatalne praktyki budowlane

Pożar, który w środę popołudniu ogarnął ogromne osiedle Wang Fuk Court w hongkońskiej dzielnicy Tai Po, w ciągu minut zmienił się w jedną z najtragiczniejszych katastrof miejskich ostatnich dekad. Dochodzenie pokazuje, że winny nie był tylko sam ogień – lecz materiały użyte przy remoncie, które stworzyły dla płomieni śmiertelny tor ekspresowy.
...

Pożar wybuchł o 14:51 czasu lokalnego i niemal natychmiast wspiął się po bambusowym rusztowaniu oplatającym kilka trzydziestopiętrowych bloków mieszkalnych Wang Fuk Court, osiedla zbudowanego w 1983 r. Trwały remont przykrył elewacje gęstą zieloną siatką, foliami zabezpieczającymi i plastikowymi membranami. To właśnie one, zamiast chronić, stały się paliwem.

Czytaj też: Czy domowe magazyny energii stanowią realne zagrożenie pożarowe?

Do czwartkowego poranka potwierdzono 55 ofiar śmiertelnych, choć bilans zmieniał się z godziny na godzinę, a liczba zgłoszeń o pomoc sięgnęła 341. Strażacy – interweniujący ponad 15 godzin – mogli dotrzeć jedynie na niższe kondygnacje. Na wyższych piętrach mieszkańcy byli zdani na własne siły, uwięzieni między dymem a płomieniami.

To najgorszy pożar w mieście od 1962 roku. W tamtej tragedii w Sham Shui Po zginęły 44 osoby. Ostatnie zdarzenie o najwyższym statusie alarmowym, Grade 5, miało miejsce w 2008 roku.

Jak ogień przeskakiwał między wieżami

Wang Fuk Court to osiem 31-piętrowych bloków, bardzo blisko siebie ustawionych – typowy przykład gęstej zabudowy Hongkongu. W trakcie remontu rusztowanie z bambusa tworzyło zewnętrzny, fizyczny “most” między budynkami. Gdy tylko płomienie rozgrzały pierwszą elewację, ogień przeszedł po bambusowych słupach i siatkach na kolejne wieże.

Czytaj też: Klimat robi swoje. Liczba ekstremalnych pożarów na świecie rośnie w zawrotnym tempie

Nagrania pokazały, jak płomienie wspinają się z prędkością nie do opanowania przez strażaków. Według policji część mieszkańców w pierwszym zaatakowanym budynku zdołała zadzwonić po pomoc, ale ratownicy znaleźli wielu z nich nieprzytomnych, z rozległymi oparzeniami. Pożar w ciągu 43 minut awansował z kategorii 1 do 4, a już przed 18:30 osiągnął najwyższy stopień zagrożenia piątego. Gdy nastał ranek, w powietrzu nadal unosiły się iskry i popiół, a konstrukcje rusztowań wciąż się paliły.

Policja szybko ogłosiła pierwsze zatrzymania: trzech mężczyzn w wieku od 52 do 68 lat – dwóch dyrektorów firmy remontowej i inżyniera-konsultanta. Zarzut: nieumyślne spowodowanie śmierci przez rażące zaniedbanie.

Starsza nadkomisarz Eileen Chung Lai Yee poinformowała, że kluczowym elementem dochodzenia są materiały użyte na elewacjach. Odkryto, że okna były uszczelnione płytami styropianowymi, substancją wysoce łatwopalną, która przy wysokiej temperaturze topi się, rozpryskuje i przyspiesza rozprzestrzenianie ognia. Dodatkowo na remontowanych piętrach znaleziono plandeki, folie i siatki, które mogły nie spełniać norm przeciwpożarowych. Śledczy twierdzą, że to połączenie stworzyło wzdłuż fasad swoisty “kanał ogniowy”, który zadziałał jak komin – wciągając powietrze i wagę ognia w górę. Strażacy mówili wręcz o “skrajnie łatwopalnych” płytach styropianowych montowanych w oknach na całym osiedlu.

Bambusowe rusztowania – tradycja, która stała się zagrożeniem

Bambusowe rusztowania są ikoną hongkońskiego krajobrazu – lekkie, tanie, szybkie w montażu. Ale są też łatwopalne. Eksperci od lat ostrzegali, że przy dużym wolumenie połączeń między budynkami mogą stać się niekontrolowaną ścieżką dla ognia. Prof. Jiang Liming z Hong Kong Polytechnic University tłumaczy, że elewacje bloków z lat 80. wyposażone są w cienkie, pojedyncze szyby, które łatwo pękają pod wpływem wysokiej temperatury. Wystarczy, by jedno okno puściło, a płomienie z rusztowania wdarły się do wnętrz.

Czytaj też: Spanie pod parasolem i woda na ścianach. Oto życie w Hongkongu przy 100 proc. wilgotności

Władze Hongkongu już wcześniej rozważały odchodzenie od bambusa na rzecz stali. Teraz – po tragedii w Tai Po – te plany prawdopodobnie będą realizowane znacznie szybciej, a normy dla rusztowań przejdą gruntowny przegląd.

Hongkong /Fot. Unsplash

W pierwszych analizach wskazuje się na kilka kluczowych problemów technicznych, które wspólnie doprowadziły do katastrofy. Materiały stosowane przy remoncie były palne i niewystarczająco zabezpieczone. Siatki, folie i styropian nie powinny być używane na wysokości w budynkach wielopiętrowych, ponieważ intensyfikują temperaturę i tworzą łatwe ścieżki dla ognia.

Scaffoldingi z bambusa, nawet traktowane substancjami retardującymi, nie są w stanie powstrzymać zapłonu przy tak wysokiej temperaturze. Jeśli – tak jak w Wang Fuk Court – łączą kilka budynków w jedną konstrukcję, ich zapalenie może doprowadzić do katastrofy o skali niemożliwej do szybkiego opanowania.

Dodatkowym problemem okazały się ograniczenia sprzętowe. Zewnętrzne drabiny straży pożarnej sięgają około 20 pięter, co uniemożliwia bezpośrednią akcję ratunkową na wyższych kondygnacjach. Tymczasem dym i ciepło błyskawicznie rozprzestrzeniały się wewnętrznymi klatkami i szybami, odcinając drogi ewakuacji.

Ten pożar nie powinien się wydarzyć

Policja zapowiada pełne dochodzenie dotyczące jakości materiałów, nadzoru nad budową i zgodności z przepisami przeciwpożarowymi. Eksperci przypominają, że wiele siatek i zabezpieczeń używanych w Hongkongu nie ma właściwości ognioodpornych. W rusztowaniach – oprócz bambusa – znajdować mogą się kartony, resztki folii, a nawet puszki po farbach i rozpuszczalnikach. Rząd już zapowiada przyspieszenie prac nad eliminacją bambusowych rusztowań, wzmocnienie regulacji dotyczących prac renowacyjnych oraz zmianę podejścia do inżynierii przeciwpożarowej – w stronę modeli opartych na realnych warunkach wysokościowych, a nie tylko na minimalnym spełnieniu norm.

W czwartek część budynków nadal płonęła. Materiały wciąż się zawalały, a temperatury uniemożliwiały wejście ekipom technicznym. Dopiero gdy ogień zostanie całkowicie stłumiony, inżynierowie ocenią stabilność konstrukcji i zdecydują, które bloki można odbudować, a które trzeba będzie wyburzyć.

Dla około 4600 mieszkańców osiedla zaczyna się długa droga – zarówno logistyczna, jak i psychologiczna. Pożar, którego przyczyna wciąż nie została ustalona, już teraz stał się symbolem pilnej potrzeby modernizacji i bezpieczeństwa w jednym z najbardziej zurbanizowanych miast świata.