Właśnie dlatego premiery osuszaczy powietrza zaczynają mnie powoli interesować. VonHaus wprowadził dwa duże inteligentne modele o wydajności 30 i 40 litrów na dobę. Potrafią pilnować poziomu wilgotności, pomagać w suszeniu prania, filtrować powietrze i pozwalają sterować wszystkim z telefonu. Nie są najbardziej efektownym sprzętem, jaki można postawić w domu. Za to należą do tej przyjemnej kategorii urządzeń, których sens pojawia się natychmiast po pierwszym jesiennym tygodniu z praniem rozwieszonym w salonie.
Pranie jest jednym z większych generatorów wilgoci w mieszkaniu
Suszenie mokrych ubrań wewnątrz domu oznacza, że woda znajdująca się w tkaninach musi gdzieś trafić. Jeśli nie możemy otworzyć okien na kilka godzin, bo na zewnątrz jest zimno i pada, wilgoć zostaje w pomieszczeniu. VonHaus wyposażył oba modele w osobny tryb Laundry. Urządzenie pracuje wtedy bez zwykłego ograniczenia wynikającego z ustawionego poziomu wilgotności i stale odbiera wodę z powietrza.
Nie zastąpi to suszarki bębnowej pod względem szybkości, ale może być ciekawą alternatywą dla osób, które jej nie mają albo nie chcą wrzucać do niej części ubrań. Widzę tu jeszcze jedną zaletę. Suszarka bębnowa zajmuje się wyłącznie ubraniami. Osuszacz jednocześnie pracuje nad warunkami w całym pomieszczeniu. Jeśli problemem są mokre szyby, chłodna ściana czy po prostu wilgoć powstająca podczas codziennego funkcjonowania, jego rola jest znacznie szersza.
Mniejszy z nowych modeli wcale nie jest szczególnie mały
Wersja 30L potrafi według producenta zebrać do 30 litrów wody z powietrza w ciągu doby i została przygotowana do pomieszczeń o powierzchni około 25-35 m². Ma 4-litrowy zbiornik. Kiedy się napełni, urządzenie informuje o tym użytkownika i automatycznie przestaje zbierać wodę. Można też podłączyć wąż i korzystać ze stałego odpływu, co ma szczególnie dużo sensu w piwnicy, pralni czy innym miejscu z regularnym problemem wilgoci.
Sprzęt pobiera do 600 W, waży 16,6 kg i pracuje z głośnością do 55 dB. To ostatnie warto mieć na uwadze, jeśli ktoś wyobraża sobie osuszacz stojący przez całą noc metr od łóżka. Jest wprawdzie tryb Sleep, który ogranicza prędkość wentylatora, ale fizyki całkiem oszukać się nie da. Duży kompresorowy osuszacz będzie słyszalny. Na szczęście są kółka. Przy ponad 16 kg bardzo szybko przestają być detalem z listy wyposażenia.
Wersja 40L powstała do dużych pomieszczeń
Większy model podnosi wydajność do 40 litrów na dobę i ma obsługiwać przestrzeń do około 55 m². Rośnie również zbiornik – do 7 litrów. Moc wynosi 750 W, a masa 17,5 kg. Poziom hałasu pozostaje na maksymalnie 55 dB. To już sprzęt, który widziałabym bardziej w dużym salonie połączonym z kuchnią, pralni, większej piwnicy albo domu, w którym problem wilgoci nie ogranicza się do jednego niewielkiego pokoju.
Nie wybierałabym jednak automatycznie większego modelu tylko dlatego, że 40 wygląda lepiej niż 30. Osuszacz powinien być dopasowany do przestrzeni i skali problemu. Większa wydajność oznacza tutaj również większe zużycie energii.

Ustawiasz wilgotność i urządzenie samo decyduje, kiedy pracować
Tryb Auto pozwala wybrać docelowy poziom wilgotności. Osuszacz uruchamia się, kiedy wartość wzrośnie ponad ustawiony zakres, i zatrzymuje po jej odpowiednim obniżeniu. To znacznie sensowniejsze niż pozostawienie urządzenia działającego cały dzień niezależnie od warunków.
Jest też sterowanie przez Wi-Fi i aplikację Tuya. Można zmieniać ustawienia z telefonu, a sprzęt współpracuje z Alexą i Google Home.
Normalnie podchodzę do Wi-Fi w AGD z umiarkowanym entuzjazmem. Nie czuję potrzeby prowadzenia rozmów z czajnikiem. W przypadku osuszacza zdalne sterowanie ma jednak konkretne zastosowanie. Można włączyć go przed powrotem do domu, sprawdzić stan wilgotności albo uruchomić suszenie prania bez chodzenia do pomieszczenia, w którym pracuje urządzenie.
Przy okazji może trochę oczyścić powietrze
Oba nowe modele otrzymały również tryb Purify. Powietrze przechodzi przez zestaw filtrów PP, węglowy oraz HEPA, które mają wychwytywać część kurzu i innych drobnych zanieczyszczeń.
Nie traktowałabym jednak tego jako powodu do wyrzucenia dobrego oczyszczacza powietrza. Sam producent zaznacza, że funkcja filtrowania jest dodatkiem, a urządzenie nie ma zastępować sprzętu stworzonego przede wszystkim do oczyszczania.
Podoba mi się takie podejście. Wielofunkcyjne AGD często dostaje listę możliwości tak długą, że po chwili jedno urządzenie podobno zastępuje pół domu. Tutaj podstawowym zadaniem nadal pozostaje odbieranie wilgoci. Filtracja jest miłym dodatkiem.
Ceny wyglądają dobrze
Regularna cena modelu 30L wynosi 209,99 funtów, czyli około 1 090 zł. Większa wersja 40L kosztuje regularnie 239,99 funtów, czyli około 1 245 zł. To brytyjska oferta VonHaus i na razie nie ma sensu zakładać, że identyczne ceny pojawiłyby się przy szerszej sprzedaży w Polsce.
Sam produkt trafia jednak w bardzo dobry moment. Październik jest miesiącem, kiedy zaczynamy zamykać okna, uruchamiać ogrzewanie i przenosić całe pranie do środka. Nagle wilgoć, której latem prawie nie zauważamy, zaczyna pojawiać się na szybach i ścianach.
Osuszacz raczej nigdy nie będzie urządzeniem, którym chwalimy się gościom zaraz po wejściu do mieszkania. Mam jednak wrażenie, że po tygodniu jesiennego suszenia prania jego atrakcyjność rośnie znacznie szybciej niż większości efektowniejszego AGD.
