Prawie natychmiastowe ładowanie? Pierwszy działający prototyp już istnieje

Hasło o niemal natychmiastowym ładowaniu działa na wyobraźnię jak magnes. Problem w tym, że zwykle podobne obietnice kończą jako laboratoryjne ciekawostki, które nigdy nie wychodzą poza efektowny wykres. Tym razem sytuacja jest trochę inna. Zespół z Australii pokazał działający prototyp kwantowej baterii, który nie tylko się ładuje, ale też magazynuje energię i oddaje ją w formie prądu. Wyniki opisano w Light: Science & Applications w pracy Superextensive electrical power from a quantum battery.
W pełni optyczna kwantowa antena radiowa – szklana komórka z rubidem zasilana laserami /Fot. Michał Parniak, Uniwersytet Warszawski

W pełni optyczna kwantowa antena radiowa – szklana komórka z rubidem zasilana laserami /Fot. Michał Parniak, Uniwersytet Warszawski

To wciąż nie jest bateria do telefonu, samochodu ani nawet do sensownego domowego gadżetu. Obecny prototyp przechowuje bardzo mało energii, ładuje się w skali femtosekund i utrzymuje ładunek przez nanosekundy, więc od praktycznego zastosowania dzieli go jeszcze długa droga. Kwantowa bateria nie obiecuje po prostu “lepszego akumulatora”. Ona działa według logiki, która z punktu widzenia zwykłych baterii brzmi niemal bezczelnie. W klasycznej elektronice większy układ zwykle oznacza więcej kompromisów. Tutaj badacze pokazują efekt odwrotny: im większy taki system, tym szybciej może się ładować, bo poszczególne elementy nie zachowują się jak samotne komórki, lecz jak zbiorowo zsynchronizowany układ.

Sedno nie tkwi w chemii, lecz w zbiorowym zachowaniu światła i materii

W zwykłej baterii energia trafia do układu dzięki reakcjom chemicznym. W kwantowej baterii rzecz dzieje się inaczej. Zespół wykorzystał wielowarstwową organiczną mikrownękę optyczną, ładowaną bezprzewodowo laserem. To właśnie w niej pojawia się silne sprzężenie światła z materią, czyli warunki, w których układ zaczyna działać bardziej jak jeden wspólny organizm niż zbiór niezależnych części.

Autorzy pracy opisują tu zjawisko superabsorpcji. W uproszczeniu chodzi o to, że energia świetlna nie jest “podawana” kolejnym elementom osobno, jakby ktoś napełniał rząd kubków jeden po drugim. Zamiast tego układ potrafi pochłaniać energię zbiorowo, w jednym dużym kwantowym wydarzeniu. Dlatego właśnie ładowanie może zachodzić szybciej, niż podpowiada intuicja wyniesiona z klasycznych urządzeń.

To trochę jak różnica między tłumem ludzi próbujących osobno przepchnąć ciężkie drzwi a dobrze zgraną grupą, która naciska dokładnie w tym samym momencie. Siła nie musi być większa atom po atomie. Wystarczy, że układ działa razem. W fizyce kwantowej właśnie taka kolektywność bywa źródłem efektów, które z zewnątrz wyglądają jak oszustwo wobec zdrowego rozsądku.

Grafika wygenerowana z użyciem SI na potrzeby wizualizacji

Wcześniej kwantowe baterie były głównie polem teoretycznych rozważań albo fragmentarycznych demonstracji. Tu po raz pierwszy pokazano pełny operacyjny obieg: superabsorpcję światła, metastabilizację zgromadzonej energii i jej wydobycie jako prądu elektrycznego. To nie jest drobiazg. W badaniach nad nowymi technologiami bardzo wiele pomysłów potrafi błyszczeć w jednym punkcie, a potem rozsypać się przy próbie spięcia wszystkiego w działający proces.

Autorzy opisują także coś jeszcze ciekawszego: moc oddawana przez układ rośnie superliniowo wraz z jego rozmiarem. W artykule pojawia się wręcz eksperymentalna demonstracja superekstensywnej mocy rozładowania w stanie ustalonym przy słabym, niekoherentnym oświetleniu. Brzmi to hermetycznie, ale znaczenie jest konkretne. Taki układ nie tylko potrafi działać szybko, lecz pokazuje, że kwantowy “bonus” nie znika natychmiast po zetknięciu z bardziej realistycznymi warunkami.

To ważny moment, bo wiele pięknych efektów kwantowych świetnie wygląda na tablicy lub w ekstremalnie sterylnym eksperymencie, a potem przegrywa z rzeczywistością. Tutaj urządzenie działało w temperaturze pokojowej i w warunkach otoczenia, co od razu czyni wynik bardziej interesującym technologicznie, nawet jeśli nadal jest to dopiero etap prototypu.

Od telefonu ładującego się w sekundę do praktyki jest jeszcze bardzo daleko

Sami badacze przyznają, że największym problemem pozostaje czas przechowywania energii. Obecny prototyp utrzymuje ją przez zaledwie nanosekundy, choć to i tak oznacza poprawę o sześć rzędów wielkości względem czasu ładowania. To oznacza, że mówimy raczej o pierwszym działającym szkicu przyszłej technologii niż o urządzeniu gotowym do miniaturyzacji i komercjalizacji. Sama pojemność prototypu jest dziś znikoma. Nie zasili samochodu, nie naładuje smartfona i nie sprawi, że stacje ładowania zaczną jutro przypominać pit stop Formuły 1.

A jednak trudno ten wynik zlekceważyć. Historia nowoczesnej technologii pełna jest rzeczy, które zaczynały jako śmiesznie małe, niewygodne i kompletnie niepraktyczne demonstratory. Pierwsze tranzystory też nie wyglądały jak początek epoki urządzeń kieszonkowych. Najważniejsze było nie to, że od razu nadawały się do użycia, lecz że pokazały nową zasadę działania. Z kwantową baterią może być podobnie.

Źródła: Science Alert; Nature

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.