
Przeprowadzone w Queensland testy udowodniły, że rój robotów napędzanych sztuczną inteligencją potrafi samodzielnie organizować się, omijać przeszkody i gasić pożary bez jakiejkolwiek ingerencji człowieka. To realna szansa na wyeliminowanie ryzyka, na jakie codziennie narażeni są strażacy w kopalniach czy zakładach przemysłowych.
Trzystopniowa szkoła przetrwania. Jak uczy się robot-strażak?
Kluczem do sukcesu australijskiego zespołu było zastosowanie techniki znanej jako Multi-Agent Reinforcement Learning (MARL). W dużym uproszczeniu polega to na tym, że wiele inteligentnych jednostek uczy się poprzez metodę prób i błędów, wchodząc w interakcje ze sobą oraz z otoczeniem. Aby jednak maszyny nie pogubiły się w skomplikowanym świecie, naukowcy opracowali dla nich specjalny, trzystopniowy „program nauczania”.
Najpierw pojedynczy robot opanowywał podstawy nawigacji. W drugim etapie grupa maszyn uczyła się wspólnego poruszania między przeszkodami, by w finale przejść do najtrudniejszego zadania: koordynacji działań przy gaszeniu kilku pożarów jednocześnie w labiryncie barier. Efekt? System osiągnął oszałamiającą skuteczność na poziomie 99,67%.
Wykazaliśmy, że wiele realnych i symulowanych pojazdów UGV, szkolonych poprzez ustrukturyzowany, trzystopniowy program nauczania AI, może nauczyć się wykonywania zarówno nawigacji niskopoziomowej, jak i wysokopoziomowych zadań zespołowych – wyjaśnia dr Zhe Hou, główny badacz z Griffith University.
Czytaj też: Od szkicu do fabryki w 10 miesięcy. Brytyjski Humanoid buduje roboty w rekordowym tempie
Najbardziej fascynującym aspektem testów była zdolność robotów do samoorganizacji. Maszyny potrafiły samodzielnie podzielić się na zespoły, aby równocześnie atakować różne ogniska pożaru. Taki podział ról dzieje się automatycznie, co zdejmuje ogromny ciężar decyzyjny z barków ludzkich operatorów, którzy w sytuacjach kryzysowych często działają pod presją czasu i stresu.
Szybsze niż ludzki wzrok
Obecnie Cyborg Dynamics Engineering wdraża już zdalnie sterowane pojazdy gaśnicze (UGV) w australijskich kopalniach. Działają one trochę jak duże samochody RC, którymi steruje człowiek siedzący w bezpiecznym miejscu przed monitorem. Jednak, jak zauważa Ryan Marple, dyrektor generalny firmy, manualne sterowanie ma swoje granice. Człowiek patrzący w ekran nigdy nie będzie miał tak pełnej świadomości sytuacyjnej jak system analizujący dane z dziesiątek czujników jednocześnie. Automatyzacja kontroli i zachowania rojowe to kolejny krok, który pozwoli na reakcje niemożliwe do osiągnięcia przez ludzi.
Wykorzystując dane z szerokiej gamy czujników, systemy te mogą podejmować decyzje błyskawicznie, co po prostu nie jest możliwe przy bardzo ograniczonej świadomości sytuacyjnej człowieka patrzącego na ekran – dodaje Marple.
Inżynierowie pracują teraz nad udoskonaleniem metod przenoszenia umiejętności z symulacji do świata rzeczywistego, aby to, czego AI nauczyło się w bezpiecznym, wirtualnym środowisku, działało bezbłędnie w dymie, kurzu i wysokiej temperaturze. Co ciekawe, ten sam schemat działania ma zostać wkrótce przetestowany w dronach latających oraz robotach podwodnych, tworząc mieszane zespoły ratunkowe działające na lądzie, w wodzie i w powietrzu.
Czytaj też: Pierwszy na świecie humanoid open-source rzuca wyzwanie gigantom. Oto Roboto Origin
Skuteczność rzędu 99,67% pokazuje, że technologia ta jest niemal gotowa do wyjścia z laboratoriów prosto na linię ognia. Choć roboty nie zastąpią całkowicie ludzkiej intuicji i empatii strażaków, z pewnością przejmą na siebie te najbardziej ryzykowne zadania, zamieniając walkę z ogniem w precyzyjną i mniej niebezpieczną operację.