Prokuratura próbuje obecnie udowodnić przed sądem okręgowym w Poznaniu, że dawni milicjanci Mirosław R. ”Ryba” oraz Dariusz L. ”Lala” uprowadzili, pozbawili wolności i pomagali w zabójstwie dziennikarza. Oskarża się ich, że w 1992 roku. w przebraniu policjantów i poruszając się radiowozem uprowadzili Ziętarę, po czym przekazali go innym osobom, które 24-latka zabiły a szczątki ukryły. Obaj nie przyznają się do winy.

Według Zdzisława K., z którym rozmowę opublikował ”Głos Wielkopolski”, Ziętara kilka dni po porwaniu został pobity, zamordowany a jego zwłoki rozpuszczono w żrącej substancji. Miałoby to tłumaczyć niemożność odkrycia jakichkolwiek śladów po zabójstwie. W 1999 roku uznano go za zmarłego, na pustym grobie umieszczając napis: ”zginął, bo był dziennikarzem”.

- Jarosław Ziętara interesował się przekrętami Elektromisu, a konkretnie sprawą papierosów nabytych na spółkę Strefa Wolnocłowa. Byłem w nią zaangażowany, a Ziętara przychodził do mnie i wypytywał, stał też pod Elektromisem i domem Mariusza Ś. Coraz bardziej wgryzał się w temat i deptał nam po piętach. W końcu zniknął. Po czasie usłyszałem, że został porwany przez ochroniarzy Elektromisu przebranych za policjantów. Po kilku dniach go zamordowano, ciało rozpuszczono w kwasie – poznańska gazeta cytuje słowa Zdzisława K.

Nie jest to przypadkowa osoba, a bardzo dobry znajomy szefa Elektromisu, Mariusza Ś. Mężczyźni wychowywali się wspólnie w domu dziecka, potem siedzieli w jednym więzieniu, by ostatecznie zacząć współpracować w Elektromisie. Jak Zdzisław K. opowiada po latach, to jego pomoc i wzięcie na siebie kierowania spółką Strefa Wolnocłowa pozwoliło zrobić olbrzymi przekręt podatkowy szacowany na 22 mln złotych (zysk z niepłacenia podatku na zakupie hurtowym papierosów).

Teraz Zdzisław K. chce o wszystkim opowiedzieć przed sądem. Zaczął jednak od rozmowy z gazetą. Wspomniał w niej o Marku Z., uważanym za współpracownika Mariusza Ś. Kluczowa dla sprawy zaginięcia dziennikarza była wizyta na posesji Z. w Chybach, koło jeziora we wrześniu 1992 roku.

- Będąc u niego w domu, w takim pomieszczeniu gospodarczym, zauważyłem zachlapaną podłogę, ślady wyschniętej krwi. Sporo tego było. Marek powiedział wtedy tylko, że ktoś dostał po ryju. Ja sam nie dochodziłem, co się stało z Ziętarą. Sądziłem, że skoro zniknął, to pewnie go przekupili i gdzieś wyjechał – powiedział ”Głosowi Wielkopolskiemu”. Ponoć Marek Z. później, już po pijanemu, zdradził szczegóły dotyczące porwania Ziętary.

24-letni dziennikarz miał zostać porwany i sprowadzony do domu w Chybach. Spędzić tam miał kilka dni podczas których był torturowany, w końcu zabity.

- Ruscy też przy tym byli. Został zabity po przewiezieniu do magazynu Elektromisu, przy czym sprawy troszkę się tam wymknęły spod kontroli. Ziętara według planów, miał dostać bardzo solidny łomot, co miałoby go skutecznie zniechęcić do pisania o firmie, ale ktoś chciał się popisać i go zabił. Potem jego ciało rozpuszczono w żrącej substancji i zostały po nim tylko kawałeczki. Gdy powiedziałem Markowi, że ktoś może znaleźć dziennikarza, on stwierdził, że nic nie znajdą – Zdzisław K. opowiedział w gazecie o wydarzeniach sprzed lat.