
Najbardziej bezpośrednim dowodem przemocy w dawnych społeczeństwach są ludzkie szczątki. Archeolodzy od dekad analizują kości pod kątem urazów, które nie mogły powstać przypadkiem. Pęknięcia czaszek od ciosów maczugą, ślady grotów strzał tkwiących w kręgach, złamania obronne przedramion – to wszystko dobrze rozpoznane markery agresji.
Czytaj też: Sielanka i brak przemocy? Pierwszym społecznościom daleko było od idylli
Jednym z klasycznych przykładów jest stanowisko Jebel Sahaba w Sudanie, datowane na około 13 tys. lat temu. Wśród pochowanych tam ludzi ponad 40 proc. miało rany od broni miotanej, a część nosiła ślady wielokrotnych urazów. To sugeruje nie pojedynczy incydent, lecz długotrwały konflikt między grupami łowców-zbieraczy. Wyniki tych analiz opublikowano m.in. w Scientific Reports, gdzie autorzy pisali wprost o “najstarszych dowodach zorganizowanej przemocy międzyludzkiej”.
Masowe groby i pierwsze rzezie
Jeszcze mocniej niż pojedyncze urazy działają na wyobraźnię masowe pochówki, bo pokazują przemoc w skali całych społeczności. W Europie jednym z najlepiej zbadanych przykładów jest stanowisko Talheim w południowych Niemczech, datowane na około 5000 r. p.n.e., związane z kulturą ceramiki wstęgowej rytej. W jednej jamie odkryto szczątki 34 osób – kobiet, mężczyzn i dzieci w różnym wieku. Analiza czaszek wykazała liczne urazy zadane tępym narzędziem, najczęściej od tyłu lub z góry. To ważny szczegół: ofiary prawdopodobnie uciekały albo były atakowane znienacka. Brak śladów leczenia urazów oraz chaotyczny sposób złożenia ciał wskazują, że zginęły niemal jednocześnie, a pochówek nie miał charakteru rytualnego. Archeolodzy mówią wprost o celowej egzekucji całej osady.

Podobny obraz wyłania się ze stanowiska Schletz-Asparn w Dolnej Austrii. Tam w obrębie osady znaleziono szczątki co najmniej kilkudziesięciu osób wrzuconych do rowu obronnego. Wiele kości nosi ślady brutalnych urazów, a część szkieletów jest niekompletna, co sugeruje, że ciała były pozostawione na pastwę zwierząt lub rozczłonkowane przed ostatecznym zasypaniem. Co istotne, wśród ofiar dominują dzieci i osoby starsze, a brakuje młodych kobiet. To doprowadziło badaczy do hipotezy, że napastnicy mogli je uprowadzić, co nadaje temu wydarzeniu jeszcze bardziej zorganizowany i celowy charakter.

Jeszcze bardziej zagadkowe jest Herxheim w Niemczech. Choć również mamy tam do czynienia z masowymi depozytami ludzkich szczątków z wczesnego neolitu, to kości są celowo łamane, a czaszki i długie kości noszą ślady obróbki. Część badaczy interpretuje to jako efekt skrajnej przemocy połączonej z rytuałami, inni nie wykluczają elementów kanibalizmu. Niezależnie od interpretacji, skala zniszczeń i liczba ofiar wskazują, że przemoc nie była epizodem, lecz powtarzalnym elementem życia tych społeczności.
Archeolodzy łączą te odkrycia z głębokimi zmianami, jakie przyniósł wczesny neolit. Przejście na rolnictwo oznaczało osiadły tryb życia, wzrost liczby ludności i pojawienie się nadwyżek żywności. Ziemia, plony i zapasy stawały się zasobem, który można było stracić albo zdobyć siłą. W takich warunkach konflikt przestaje być osobistą bójką, a zaczyna dotyczyć całych grup. Masowe groby z Talheim, Schletz-Asparn czy Herxheim są materialnym dowodem, że już kilka tysięcy lat przed powstaniem państw ludzie potrafili planować i realizować rzezie na dużą skalę.
Wojna zanim powstało państwo
Przez długi czas w archeologii i antropologii dominował pogląd, że “prawdziwa wojna” jest produktem złożonych społeczeństw, administracji i stałych armii. W tym ujęciu wcześniejsze konflikty miały być chaotyczne, krótkotrwałe i ograniczone do drobnych potyczek. Coraz bogatszy materiał archeologiczny pokazuje jednak, że to uproszczenie. Już w późnym neolicie i epoce brązu ludzie inwestowali ogromne nakłady pracy w obronę swoich osad. Palisady, wały ziemne i systemy rowów obronnych pojawiają się w wielu regionach Europy, co trudno tłumaczyć wyłącznie strachem przed dzikimi zwierzętami. To były konstrukcje projektowane z myślą o zagrożeniu ze strony innych ludzi.
Czytaj też: Rysunki dla bogów i pilotów. 10 konstrukcji widocznych dopiero z powietrza
Jednym z najmocniejszych dowodów na istnienie zorganizowanej wojny sprzed epoki państw jest bitwa nad rzeką Tollense w północnych Niemczech, datowana na ok. 1250 r. p.n.e. To największe znane pole bitwy z europejskiej epoki brązu. Z koryta rzeki, jej brzegów i okolicznych mokradeł wydobyto szczątki co najmniej 150 osób, choć badacze podkreślają, że faktyczna liczba poległych mogła sięgać kilkuset. Wiele kości nosi ślady ciężkich urazów zadanych strzałami, maczugami i bronią drzewcową. Część grotów utkwiła w kręgach, żebrach i kościach ramion, co pozwala dokładnie odtworzyć przebieg walk.

Szczególnie istotne są wyniki analiz izotopowych strontu i tlenu, które pokazały, że część wojowników nie pochodziła z regionu doliny Tollense. Ich sygnatury izotopowe wskazują na odległe obszary Europy Środkowej, a nawet południowej. To oznacza, że w konflikcie brały udział grupy zmobilizowane z różnych terenów, co wymagało koordynacji, logistyki i wspólnego celu. Innymi słowy, nie była to spontaniczna bójka sąsiadów, lecz zaplanowane starcie dużych sił.
Dodatkowych argumentów dostarczają znaleziska uzbrojenia. Obok prymitywnych maczug pojawiają się elementy brązowych mieczy i grotów wysokiej jakości, co sugeruje istnienie wyspecjalizowanych wojowników. W niektórych przypadkach urazy na kościach świadczą o wcześniejszych, zagojonych ranach, a więc o tym, że ci ludzie walczyli już wcześniej i przeżyli inne starcia. Wojna była dla nich powtarzalnym doświadczeniem, a nie jednorazowym epizodem.
Przemoc codzienna, nie tylko wojny
Archeologia pokazuje, że przemoc w dawnych społeczeństwach nie ograniczała się do bitew i masakr. Znacznie częściej miała charakter codzienny, ale właśnie dlatego była wszechobecna. W wielu populacjach prehistorycznych i wczesnohistorycznych widoczne są liczne urazy zagojone: pęknięcia kości czaszki, złamania nosa, uszkodzenia żeber czy charakterystyczne złamania przedramion, interpretowane jako urazy obronne. To ślady bójek, napaści i konfliktów, które nie kończyły się śmiercią, ale powtarzały się przez całe życie.
Takie obrażenia występują u mężczyzn i kobiet, a także – co szczególnie wymowne – u osób młodych i w średnim wieku. W wielu przypadkach urazy są wielokrotne i nawarstwione, co sugeruje, że przemoc nie była jednorazowym zdarzeniem, lecz elementem codziennych relacji społecznych. Badania populacji neolitycznych z Europy Środkowej pokazują, że nawet kilkanaście procent dorosłych miało przynajmniej jeden zagojony uraz głowy. To odsetek trudny do wytłumaczenia przypadkowymi wypadkami.

Szczególnie ważne są dane dotyczące kobiet. Analizy szkieletów z prehistorycznej Ameryki Północnej, Andów czy neolitycznej Europy pokazują, że urazy czaszki i twarzy u kobiet pojawiają się niemal tak często jak u mężczyzn, choć zwykle mają inny charakter. Częściej są to pojedyncze, powtarzalne uderzenia w przednią część czaszki, rzadziej rany od broni. Taki wzorzec coraz częściej interpretuje się jako efekt przemocy domowej lub kar społecznych, a nie udziału w walkach międzygrupowych. To wyraźnie podważa narrację, w której przemoc w przeszłości była domeną wyłącznie “męskich wojen”.
Archeolodzy zwracają też uwagę na związek przemocy z hierarchią i statusem. W niektórych społecznościach osoby o niższym statusie społecznym wykazują więcej urazów niż elity, co sugeruje istnienie przemocy strukturalnej: kar, przymusu i fizycznego egzekwowania norm. Z drugiej strony, u niektórych wysoko postawionych mężczyzn widać ślady licznych zagojonych ran, które mogły być efektem rywalizacji o prestiż i władzę. Przemoc była więc narzędziem regulowania relacji społecznych, a nie tylko reakcją na zewnętrzne zagrożenie.
Ten “cichy” wymiar agresji rzadko przebija się do popularnych wyobrażeń o przeszłości, zdominowanych przez bitwy i wojowników. Tymczasem to właśnie codzienna przemoc – bójki, kary, przymus w rodzinie i wspólnocie – kształtowała doświadczenie życia większości ludzi. Kości nie mówią, kto był sprawcą, a kto ofiarą, ale pokazują jasno, że dla wielu osób przemoc była stałym elementem codzienności, a nie wyjątkiem zarezerwowanym dla czasu wojny.
Czy przemoc była normą?
Jedno z najczęstszych pytań brzmi: czy dawne społeczeństwa były bardziej brutalne niż współczesne? Archeologia nie daje prostej odpowiedzi. W niektórych populacjach odsetek osób z urazami śmiertelnymi był bardzo wysoki. W innych – zaskakująco niski przez setki lat.
Czytaj też: 10 cywilizacji, które zniknęły nagle. Bez wojen, bez śladów
Badania porównawcze sugerują, że częstość zgonów w wyniku przemocy w małych społeczeństwach bezpaństwowych mogła sięgać kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu procent. Dla porównania, nawet XX w. – mimo dwóch wojen światowych – wypada pod tym względem “łagodniej” w skali globalnej. To nie znaczy, że dawni ludzie byli z natury brutalniejsi. Raczej żyli w warunkach, w których brak instytucji łagodzących konflikty zwiększał ryzyko śmierci.