Przez 80 lat wydawało się, że turbulencja rządzi się twardą zasadą. Właśnie pojawił się problem

Turbulencja zwykle kojarzy się z chaosem, ale w fizyce ten chaos od dawna miał swoje żelazne reguły. Jedna z najważniejszych mówiła, że kierunek przepływu energii zależy od wymiarowości układu: w trójwymiarowych przepływach energia schodzi z dużych wirów do coraz mniejszych, aż zostanie rozproszona, a w przepływach dwuwymiarowych dzieje się coś odwrotnego i energia wspina się ku większym strukturom. Ta intuicja, zakorzeniona w klasycznej teorii rozwijanej od lat 40., była traktowana niemal jak elementarz dynamiki płynów. Nowe wyniki pokazują jednak, że ten elementarz nie jest tak sztywny, jak długo sądzono.
fot. Ziyue Yu

fot. Ziyue Yu

Badacze opracowali ramę teoretyczną, a potem sprawdzili ją w eksperymentach i symulacjach numerycznych. Udało im się uzyskać w układzie dwuwymiarowym przepływ z tak zwanym forward energy flux, czyli z przepływem energii ku mniejszym skalom, choć klasyczny obraz kazałby oczekiwać ruchu w przeciwną stronę. To nie jest drobna korekta przy brzegu wykresu, tylko uderzenie w bardzo stare przekonanie, że sam wymiar przepływu z góry narzuca kierunek kaskady energii.

Turbulencja wciąż pozostaje posłuszna równaniom Naviera-Stokesa, ale okazuje się znacznie bardziej podatna na sterowanie geometrią oddziaływań, niż wydawało się przez dekady. To trochę tak, jakby ktoś odkrył, że ruch tłumu zależy nie tylko od liczby ludzi i szerokości ulicy, ale też od bardzo subtelnego ustawienia barierek, zakrętów i punktów nacisku. Nagle to, co wyglądało na dziką spontaniczność, zaczyna mieć zaskakująco projektowalny charakter.

Dokąd płynie energia?

W turbulencji najważniejsza nie jest pojedyncza fala czy jeden wir, lecz to, jak energia przechodzi między różnymi skalami ruchu. Duże struktury mogą rozpadać się na mniejsze albo, przeciwnie, drobniejsze zawirowania mogą łączyć się w większe układy. Ten ruch energii przez skale jest właściwie szkieletem całej opowieści o turbulencji. To dlatego fizycy tak długo trzymali się prostego rozróżnienia: trzy wymiary oznaczają kaskadę w dół, dwa wymiary kaskadę w górę.

Nowa praca pokazuje, że ten kierunek nie jest wyłącznie “wyrokiem wymiarowości”. Badacze powiązali przepływ energii z geometrią tensorów opisujących relację między przemieszczeniem i siłą w układzie. Brzmi technicznie, ale sens da się ująć prościej: ważne okazuje się nie tylko to, ile energii pompujemy do płynu, lecz także jak ustawione są wobec siebie deformacja ruchu i wymuszające go oddziaływania. Zmieniając tę wzajemną geometrię, można zmieniać sam znak przepływu energii.

Przez lata myślenie o turbulencji przypominało trochę opowieść o pogodzie: można obserwować, można statystycznie przewidywać, ale trudno naprawdę kierować samym mechanizmem. Tymczasem tutaj pojawia się sugestia, że przy odpowiednim zaprojektowaniu układu da się nie tylko patrzeć, jak energia płynie, ale wręcz wpływać na to, w którą stronę popłynie. W świecie płynów to bardzo duża zmiana tonu.

Laboratorium pokazało, że to nie jest tylko ładna teoria

Żeby nie skończyło się na eleganckiej matematyce, zespół sprawdził swoje podejście w cienkiej warstwie elektrolitu, w układzie napędzanym elektromagnetycznie. To był przepływ bliski dwuwymiarowemu, czyli właśnie taki, w którym klasyczna teoria każe spodziewać się odwrotnej kaskady energii. Badacze dołożyli jednak odpowiednio ustawioną strukturę prętów, która zaburzała przepływ w konkretny sposób, a ruch śledzili dzięki cząstkom znacznikowym w warstwie cieczy.

Efekt był czytelny: przy zmianie geometrii oddziaływań układ rzeczywiście potrafił przejść do reżimu, w którym energia biegła ku mniejszym skalom. To ważne, bo w takich historiach największe ryzyko zawsze polega na tym, że nowa koncepcja działa znakomicie na tablicy i w komputerze, ale rozmywa się przy pierwszym kontakcie z realnym płynem. Tutaj tego rozjazdu nie widać. Eksperyment i symulacje idą w jednym kierunku.

fot. Ziyue Yu

To odkrycie ma też swój urok czysto intelektualny. Turbulencja od dawna uchodzi za jedno z najbardziej opornych zjawisk w fizyce klasycznej. Nie bez powodu mówi się o niej z mieszaniną podziwu i frustracji. Każdy wynik, który nie tylko opisuje ją lepiej, ale jeszcze sugeruje możliwość kontrolowania jej podstawowego mechanizmu, od razu podnosi temperaturę dyskusji. I słusznie, bo tu naprawdę nie chodzi o kosmetykę.

Brzmi abstrakcyjnie, ale konsekwencje są bardzo przyziemne

Najbardziej oczywistym polem zastosowań są przepływy przybrzeżne i transport zanieczyszczeń. Autorzy sugerują, że dzięki niewielkim fizycznym barierom można byłoby zaburzać duże struktury transportowe w taki sposób, by wpływać na rozpraszanie ścieków czy innych substancji wzdłuż wybrzeża. Innymi słowy, nie trzeba od razu przebudowywać całego morza, by subtelnie zmienić sposób, w jaki energia organizuje ruch wody na większą skalę.

Drugi bardzo ciekawy trop prowadzi do mikroskali. W mikroukładach przepływowych, gdzie liczy się każda kropla i każdy kanał o szerokości ułamka milimetra, mieszanie cieczy jest zwykle trudne właśnie dlatego, że przepływ jest zbyt uporządkowany i lepkość tłumi zawirowania. Jeśli jednak da się generować coś w rodzaju słabej turbulencji o niskiej liczbie Reynoldsa przez odpowiednie ustawienie sił i przemieszczeń, otwiera się droga do sprawniejszego mieszania reagentów w mikrofluidyce. A tam od lepszego mieszania potrafi zależeć bardzo dużo, od diagnostyki po produkcję leków.

Do tego dochodzi klimat i oceanografia. Nie chodzi o prostą obietnicę, że jedno nowe równanie naprawi wszystkie modele klimatyczne, ale o coś skromniejszego i bardziej wiarygodnego: lepsze rozpoznanie, kiedy i dlaczego energia w atmosferze lub oceanie nie zachowuje się tak, jak przewiduje uproszczony obraz. A przy systemach tak czułych na transport pędu, ciepła i zanieczyszczeń nawet niewielka poprawa w rozumieniu mechanizmu potrafi mieć większe znaczenie.

Źródła: Sci Tech Daily; PubMed

Monika WojciechowskaM
Napisane przez

Monika Wojciechowska

Najbliższe są mi tematy związane z nauką, gadżetami i motoryzacją, a szczególne miejsce zajmują wśród nich astronomia i astrofizyka.