Nareszcie wiadomo: generał Sikorski nie został ani uduszony, ani otruty, nikt nie zadźgał go ani nie zastrzelił w samolocie, ani na pasie startowym. Wódz naczelny zginął w wyniku wielonarządowych obrażeń powstałych, gdy samolot uderzył o taflę wody przy dużej prędkości. Stwierdzono również, że generał reagował na okoliczności lotu. Co to wszystko oznacza? Bo już pojawiły się głosy, że sekcja zwłok generała ostatecznie wykluczyła prawdopodobieństwo zamachu.

Biegli medycy nie wypowiedzieli się oczywiście w kwestii: czy wodowanie było wynikiem wypadku czy elementem zamachu. A przecież w przypadku naszego śledztwa to pytanie jest zasadnicze. To, co napisaliśmy w grudniowym „Focusie Historia”, nadal zatem należy brać pod uwagę. Wszystkie inne hipotezy dotyczące zamachu można już schować między bajki.

Przypomnijmy zatem wcześniejsze ustalenia. Dr Tadeusz A. Kisielewski napisał, że śmierć generała była wynikiem zamachu. Przeprowadził go wynajęty as alianckiego lotnictwa. Kanadyjczyk George Frederick „Świr” Beurling zastąpił za sterami maszyny innego pilota i uderzył samolotem o wodę. Sam przeżył wypadek, by zginąć w tajemniczych okolicznościach 5 lat później.

Nasza publikacja wywołała spory oddźwięk. Komentarze były na ogół złośliwe, ale ucichły, gdy pojawiły się przecieki z sekcji zwłok. Okazało się, że nasza hipoteza nie zaprzecza nowym informacjom.

Obok publikujemy ciąg dalszy śledztwa dr. Kisielewskiego. Tym razem jest to analiza jego rozmowy z Krystyną Machałą, wnuczką siostry adiutanta generała Sikorskiego – Leopolda Kurnika. Ten miał jej w 1966 r. opowiedzieć „prawdziwą” wersję śmierci swojego dowódcy. Relacja adiutanta brzmi sensacyjnie i potwierdza naszą wersję. Oto 4 lipca 1943 r. wieczorem, gdy generał żegna się ze współpracownikami i oficjelami, na płycie lotniska pojawiają się oficerowie prawdopodobnie brytyjskiego wywiadu i informują o podmianie pilotów i zamachu. Zmęczony generał bagatelizuje ostrzeżenie i wchodzi do maszyny. Wcześniej jednak informuje, że kto chce (czytaj: boi się), może nie lecieć. Na lotnisku zostaje kilka osób, w tym córka generała Zofia Leśniowska. Chwilę potem samolot spada do wody.

Kim byli oficerowie wywiadu? Dlaczego córka generała i jego adiutant nie wsiedli do samolotu? To pytania, na które nadal poszukujemy odpowiedzi. W dalszym ciągu nie wiemy też, kim był zleceniodawca rozkazu zamordowania Władysława Sikorskiego. Jeśli oczywiście taki rozkaz w ogóle się pojawił...

Oto relacja pani Krystyny Machały, zamieszkałej w Inowrocławiu, wysłuchana 12 grudnia 2008 r. w Krakowie. P. Krystyna Machała jest wnuczką (ze strony matki) p. Stefanii Dziury-Paluch, siostry chor. (od 1968 r. ppor.) Leopolda Kurnika, syna Jana i Karoliny. Nazywa L. Kurnika wujkiem. 3 grudnia 2008 r. wysłała do redakcji „Dziennika Polskiego” w Krakowie e-mail. Pytała w nim, komu mogłaby przekazać relację Leopolda Kurnika, i poprosiła o ewentualny kontakt ze mną. Redakcja przekazała mi ten e-mail, za co serdecznie dziękuję. Następnie skontaktowałem się z p. Machałą.

POWRÓT PO LATACH


Jak powiedziała pani Machała, Leopold Kurnik pierwszy i jedyny raz po wojnie odwiedził Polskę latem 1966 roku. Był to okres obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego i sądził on, że w takich okolicznościach władze polskie nie odważą się na zastosowanie wobec niego jakichkolwiek represji. Wcześniej, a także i później, podstawową przyczyną obaw pana Kurnika była jego służba w otoczeniu prezydenta Ignacego Mościckiego w latach 1926–1939, a zwłaszcza we wrześniu 1939 roku. I rzeczywiście, kiedy pan Kurnik – zgodnie z obowiązującym wówczas prawem – zgłosił swoje przybycie w komisariacie Milicji Obywatelskiej w Bochni, czekał tam już na niego funkcjonariusz (nie ulega dla mnie wątpliwości, że był to funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa). Zadał mu szereg pytań, związanych z jego służbą przed wojną. Szczególnie dopytywał się o losy „skarbu narodowego”. Przypuszczalnie chodziło mu albo o zasoby Banku Polskiego, ewakuowane przez Rumunię do Francji, albo o FON (Fundusz Obrony Narodowej). Ostatecznie skończyło się na jednorazowym przesłuchaniu.

Powodem przyjazdu p. Kurnika do Polski właśnie latem 1966 roku był ślub jego bratanka Romana Kurnika (syna Jana i Barbary) z Reginą Piasecką. Miał się on odbyć w sierpniu w Gołębiewku. Właśnie w tamtych dniach, podczas pobytu w Bochni w rodzinnym domu p. Krystyny Machały (wnuczki jego siostry Stefanii), p. Kurnik poprosił ją do ustronnego pokoju. Następnie zamknął drzwi i powiedział:


"A teraz powiem ci, jak zginął generał Władysław Sikorski"

Powierzył jej wówczas tajemnicę, z której nie zwierzył się nikomu innemu, w każdym razie nie w Polsce (być może z wyjątkiem jednej osoby, o której niżej). Trudno stwierdzić, dlaczego na swojego powiernika wybrał bardzo młodą dziewczynę. Być może chciał, aby pamięć o jego relacji pozostała w rodzinie jak najdłużej.

ADIUTANT GENERAŁA