Margarethe Meerstein była prostą kobietą. Jej ojciec Anton zarabiał jako domokrążca i muzyk. Matka Josephina zajmowała się dziećmi. Twierdziła, że Margarethe urodziła 12 października 1899 r. w szczerym polu gdzieś koło Honzrath. Ponieważ była burza, poród odbył się pod rozłożystym bukiem. Bez komplikacji, jakkolwiek fakt ten miał pewien wpływ na dalsze życie dziecka. Z czasem, gdy w Niemczech zrobiło się o niej głośno, Margarethe postanowiła wybrać sobie pseudonim. Powstał właśnie od owego buku. W języku niemieckim buk to „Buche” – stąd Madame Buchela.

WOJNA ZAMIAST RODZINY

Nie kończyła żadnych szkół. Czytać i pisać nauczyła się podczas pobytu w sierocińcu. Trafiła tam po śmierci swego brata Antona, który postrzelił się, gdy czyścił broń ojca. Ponoć Margarethe przepowiedziała matce jego śmierć. Miała wtedy 8 lat i wyróżniała się zdolnościami wróżbiarskimi. Już wówczas z tyłu wędrownego wozu cygańskiego wróżyła innym dzieciom. Jednak z tamtych czasów nie zostały jej najlepsze wspomnienia. Życie w cygańskim taborze tylko z pozoru wydaje się wesołe. „Byłam dzieckiem Cyganów, bez żadnego mienia i majątku – wspominała po latach. – Moja przyszłość była z góry ustalona. W życiu nic innego mnie nie czekało, jak tylko wędrówka od wsi do wsi, z miasta do miasta, skąd z reguły przeganiali nas albo podejrzliwi mieszczanie, albo też nieufni chłopi”. Nawet proboszcz sądził, że Cyganie „chcieli mu kościół obrabować”.

Śmierć Antona rozdzieliła rodzinę. Nakazem sądowym Margarethe umieszczona została w sierocińcu sióstr Boromeuszek w St. Wendel, gdzie ponoć straciła na pewien czas zdolności jasnowidzenia. Pomimo surowych zasad, którymi się tam kierowano, pobyt w zakładzie wspominała dobrze. Przede wszystkim dlatego, że każdego traktowano jednakowo, niezależnie od pochodzenia i koloru skóry. „Po raz pierwszy od lat śmiałam się tu prawdziwie i głośno” – wspominała Buchela po latach.

Dar jasnowidzenia odzyskała wkrótce po opuszczeniu sierocińca. Podjęła wtedy pracę w Lebach jako służąca, ale nie trwało to długo. Niebawem przeniosła się do Kolonii, do swojej matki, i wspólnie zarabiały na życie drobnym handlem. Chodziły po domach i sprzedawały koronki. Jednak Bucheli bardzo szybko zbrzydło takie życie. Chciała wyjść za mąż i mieć dzieci. Tylko że matka się temu sprzeciwiała. Bała się uszczuplenia dochodów rodziny. W końcu jednak Margarethe dopięła swego. Poślubiła Adama Goussanthiera i razem z nim przeniosła się do Stotzheim.

Niebawem do władzy doszli naziści i pozbawili ją niemal wszystkiego. W obozach koncentracyjnych zginęła matka Bucheli i wielu jej krewnych. Mąż dostał powołanie do wojska i wyruszył na front. Ona sama zaś żyła w biedzie. Znowu utrzymywała się z pokątnego handlu i wróżenia zaufanym klientom. Wiedziała, jakie grozi jej niebezpieczeństwo. Na krótko zatrzymano ją nawet w obozie, została jednak z niego zwolniona wraz z trójką spokrewnionych z nią dzieci. Ostatecznie doczekała końca wojny. Do domu wrócił też Adam Goussanthier, jednak zmarł już w lipcu 1945 r. na zapalenie płuc, którego nabawił się w okopach. Margarethe została sama.

Koronowana głowa, nie koronki

Wróciła więc do Kolonii, do swych koronek. Sprzedawała je, chodząc od domu do domu, a gdy ktoś sobie tego życzył, stawiała karty. Ponieważ po wojnie ubodzy ludzie koronek nie kupowali, pukała do drzwi bogatszych domów. Tym sposobem trafiła do willi księżnej Evy Esfandiary Bachtiari i jej córki Sorai. Gdy w 1948 r. tej ostatniej przepowiedziała męża w cesarskiej koronie, zapewne nawet nie przypuszczała, że już niebawem przepowiadanie przyszłości stanie się jej głównym źródłem utrzymania.

Soraya była córką księcia Chalila Esfandiary Bachtiariego, irańskiego ambasadora w RFN, pochodziła z jednego z najświetniejszych rodów Persji. Zanim wyszła za Rezę Pahlawiego, szacha Iranu, uczyła się w Szwajcarii. W 1948 r. zaczęła studia w Londynie i to wtedy właśnie jeden z krewnych zrobił jej zdjęcie. Gdy fotografię pokazano dopiero co rozwiedzionemu szachowi, zafascynowała go uroda młodej dziewczyny. W 1951 r. odbył się ślub, który swą oprawą przyćmił wszystkie inne. Dość powiedzieć, że na ceremonię zaproszono 1600 gości, a panna młoda miała na sobie suknię od Diora, ozdobioną 20 tys. ptasich piór i 6 tys. brylantów. Od tej chwili Sorayę tytułowano cesarzową Persji. A zatem przepowiednia się spełniła...

KANCLERZ CYGANKI

Spełniła się też wróżba Bucheli, dotycząca Konrada Adenauera. Zapowiadała, że zostanie kanclerzem Niemiec – i tak też się stało. Po raz pierwszy powierzono mu ten urząd w 1949 r. i odtąd sprawował go nieprzerwanie aż do 1963 r. Przepowiednia dla Adenauera, który zaliczał się do jej stałych klientów, przyniosła wróżbitce niemałą sławę.