Wiecie, co to jest kenopsia? „Niesamowitość miejsca, które jest na ogół pełne ludzi, a teraz jest ciche i puste. Szkolny korytarz wieczorem, opustoszałe biuro w weekend, pusty plac po wyjeździewesołego miasteczka. Emocjonalny powidok tłumu, który sprawia, że to miejsce nie jest po prostu puste, ale ultrapuste, jakby nie było tam zwykłe zero, ale ujemna liczba ludzi. Ich nieobecność, która  rzuca się w oczy, świeci jaskrawo, jak neon” – pisze Piotr Stankiewicz na blogu „Myślnik Stankiewicza”.

Kenopsia to jeden z neologizmów stworzonych przez Johna Koeniga, autora „The Dictionary of Obscure Sorrows” (i przetłumaczonych przez Piotra Stankiewicza). Obaj autorzy wymyślają słowa, które nie istnieją, choć powinny, na opisanie wzruszeń, których nikt wcześniej nie nazwał.

Kiedy myślę o tym, po co powstają takie magazyny jak ten, to przychodzi mi do głowy przede wszystkim jedno: znaleźć słowa na opisanie rozmaitych ludzkich doświadczeń, choćby po to, byśmy mogli zauważyć, czego doświadczamy, byśmy się na chwilę przy tym zatrzymali, podzielili z innymi.

Bardzo się cieszę, że mogłam się tym zajmować przez ostatnich siedem lat. Patrzę teraz na opustoszałą i cichą redakcję, i czuję leciutkie ukłucie smutku, ale jest też we mnie zadowolenie i ekscytacja tym, co się ma wydarzyć. Ruszam w drogę.

Nowej redaktorki naczelnej pisma nie muszę Państwu przedstawiać – znacie świetnie Anitę Szarlik z tekstów publikowanych na tych łamach od początku istnienia magazynu. Jestem pewna, że będzie się Wam razem dobrze szukało słów na opisanie stanów i wzruszeń, których nikt wcześniej nie opisał.

KATARZYNA SROCZYŃSKA
redaktorka naczelna