Clearaudio, Niemiecka firma pokazała nowe gramofony, które wyglądają tak, jakby ktoś postanowił przeciąć świat audiofilów na pół: po jednej stronie fani Beatlesów, po drugiej ci, którzy wolą Rammstein, industrialny mrok i czerwone światło LED. A gdzieś obok jeszcze gracze, bo przecież winylowe soundtracki z gier też coraz mocniej wchodzą do domowych kolekcji.
Nowości zaprezentowano podczas High End Vienna 2026. Wśród nich znalazł się Innovation Revolver Special Edition, limitowany gramofon przygotowany z okazji 60-lecia albumu Revolver The Beatles, a także Rammstein Turntable Artist Series No. 1, czyli pierwszy model z nowej serii tworzonej we współpracy z artystami.
Do tego dochodzi GT Compass dla graczy oraz bardziej klasyczna seria Elevation. Rozpiętość cen jest tu dość bezczelna: od 1499 funtów, czyli około 7600 zł za GT Compass, po 10 500 funtów, czyli około 53 000 zł za edycję Beatlesów. Pasujący stand kosztuje dodatkowe 7500 funtów, czyli około 38 000 zł.
Beatlesi dla tych, którzy mają już wszystko. Albo prawie wszystko
Innovation Revolver Special Edition jest dokładnie takim sprzętem, który trudno oceniać wyłącznie przez pryzmat dźwięku. Oczywiście, technicznie to poważna konstrukcja. Ma plintę z aluminium i kompozytowego kamienia, ramię Tracer Black Carbon, wkładkę Concept MC Signature, zasilacz Professional Power 24V i clamp Innovation.
W zestawie znajduje się też specjalne wydanie Revolver na 180-gramowym winylu, z nowym miksem stereo i odtworzoną oprawą graficzną Klausa Voormanna. Premiera tej edycji planowana jest na późne lato 2026 roku.

Tylko że przy tej cenie kupuje się coś więcej niż gramofon. Kupuje się przedmiot do ustawienia w przestrzeni, która zapewne ma już swoje kolumny, wzmacniacz, wygłuszenie i półkę z wydaniami, których nie dotyka się tłustymi palcami po chipsach. I trudno się temu dziwić. Beatlesi są dziś nie tylko zespołem, ale też jedną z najlepiej zakonserwowanych marek popkultury. Każda rocznica, każdy remaster, każde wydanie specjalne jest kolejnym rozdziałem tej samej opowieści: muzyka sprzed dekad nadal potrafi generować emocje, ale też bardzo konkretne rachunki.
Mam jednak wrażenie, że Clearaudio akurat nie poszło najkrótszą drogą. Ten gramofon nie wygląda jak szybka naklejka na gotowym sprzęcie. Estetyka nawiązuje do Revolver, ale nie wpada w pamiątkarski banał. To ważne, bo fani Beatlesów przez lata widzieli już chyba wszystkie możliwe formy sentymentalnej monetyzacji. Kubki, koszulki, boksy, figurki, kolekcjonerskie wydania, kolejne miksowanie historii na nowo. Jeśli ktoś ma zapłacić około 53 000 zł za gramofon, musi dostać coś więcej niż ładną nazwę i wspomnienie młodości rodziców.
Rammstein w wersji domowej, czyli industrial na półce
Druga propozycja jest znacznie tańsza, choć słowo tania byłoby tu dość odważne. Rammstein Turntable Artist Series No. 1 kosztuje 1990 funtów, czyli około 10 000 zł. Powstanie w liczbie 1000 egzemplarzy, a sprzedaż ma ruszyć w październiku 2026 roku. Gramofon bazuje na sprawdzonej platformie Concept, ale otrzymał osobny projekt wzorniczy przygotowany we współpracy z zespołem. Ma obudowę MDF z metalicznym lakierem, zintegrowane przyciemniane oświetlenie LED w kolorze czerwonym lub białym, ramię T1 i specjalną wkładkę MM. Każdy egzemplarz ma być pakowany w ręcznie wykonaną drewnianą skrzynię z Bawarii.
Tu łatwiej o uśmiech, bo Rammstein i domowy gramofon to połączenie niemal komiczne, ale w dobrym sensie. Zespół kojarzy się z ogniem, stalą, monumentalną sceną i energią, która zwykle nie mieści się w salonie między kanapą a regałem. Clearaudio zamyka tę estetykę w obiekcie, który można postawić w mieszkaniu i podświetlić na czerwono. Trochę jakby fragment koncertowej machiny został zmniejszony do rozmiaru luksusowego sprzętu audio.
Ten model pokazuje też, jak bardzo zmieniło się myślenie o gramofonach. Jeszcze niedawno wiele firm próbowało przekonywać, że analogowy sprzęt jest poważny, ascetyczny i najlepiej prezentuje się w czerni, srebrze albo drewnie. Teraz coraz mocniej wchodzi język lifestyle’u. Gramofon ma grać, ale ma też wyglądać. Ma pasować do gustu, zespołu, pokoju, zdjęcia na Instagramie, nastroju. Można się z tego śmiać, ale przecież cała kultura słuchania muzyki zawsze miała w sobie element autoprezentacji. Kiedyś robiły to plakaty i koszulki, dziś robi to także sprzęt.

Winyl dla graczy brzmi już mniej dziwnie niż kiedyś
Obok edycji muzycznych pojawił się GT Compass, gramofon zaprojektowany z myślą o graczach. Ma kolorową, pikselową stylistykę i przyciemniany pasek LED, a jego cena wynosi 1499 funtów, czyli około 7600 zł. Brzmi jak nisza w niszy, ale wcale nie jest tak absurdalne, jak mogłoby się wydawać. Soundtracki z gier od dawna funkcjonują jak pełnoprawne albumy kolekcjonerskie, często wydawane na kolorowych winylach, z rozbudowaną oprawą graficzną i limitowanymi nakładami.
W tym sensie GT Compass jest logicznym ruchem. Pokolenie graczy dorosło, ma własne mieszkania, swoje kolekcje, coraz częściej również budżet na droższe gadżety. Dla jednych winyl z muzyką z gry będzie dziwactwem, dla innych czymś równie naturalnym jak płyta z ulubionym albumem rockowym. Zresztą muzyka z gier dawno przestała być tylko tłem do strzelania, skakania i jeżdżenia po mapie. Bywa nośnikiem nostalgii równie mocnym jak pierwsze płyty słuchane w nastoletnim pokoju.

Luksus, sentyment i trochę sprytnego marketingu
Cała nowa linia Clearaudio mówi sporo o tym, gdzie znalazł się dziś rynek audio. Z jednej strony firma nadal rozwija poważniejsze konstrukcje, jak seria Elevation z napędem paskowym, optyczną kontrolą prędkości i modułową budową. Z drugiej strony bardzo świadomie wychodzi poza klasyczny świat audiofilów, w którym rozmowa często zaczyna się od rezonansów, ramion i wkładek, a kończy na cichym przekonaniu, że reszta społeczeństwa po prostu nie dorosła do tematu.
I właśnie dlatego te gramofony są interesujące. Nie tylko jako sprzęt, ale jako znak czasu. Winyl stał się miejscem spotkania kilku potrzeb: chęci posiadania rzeczy fizycznej, zmęczenia streamingową bezkształtnością, nostalgii za albumem jako całością i zwykłej przyjemności obcowania z ładnym przedmiotem. Można oczywiście powiedzieć, że gramofon za około 53 000 zł to fanaberia. Będzie to prawda. Ale luksus bardzo często polega na tym, że praktyczność przestaje być głównym argumentem.
Bardziej przekonuje mnie tu jednak Rammstein niż Beatlesi. Nie dlatego, że jest tańszy, choć różnica jest ogromna, ale dlatego, że ten projekt wydaje się mniej muzealny. Ma w sobie energię współczesnego gadżetu, który wie, że część użytkowników kupuje oczami. Beatlesowski Revolver jest jak starannie oprawione wspomnienie. Rammstein wygląda jak sprzęt dla kogoś, kto nadal chce puścić płytę głośniej, zgasić światło i przez chwilę udawać, że salon nie jest salonem, tylko małą prywatną sceną.
Na końcu zostaje pytanie, czy takie edycje pomagają muzyce, czy raczej zamieniają ją w kolekcjonerskie trofeum. Pewnie jedno i drugie. Trochę mnie bawi, że analogowy nośnik, kiedyś zwykły i codzienny, dziś potrafi wracać w drewnianej skrzyni, z LED-ami i ceną dobrego używanego auta. Ale rozumiem tę potrzebę. W czasach, gdy prawie każda piosenka jest dostępna w sekundę, ludzie znów chcą przedmiotów, które stawiają opór. Trzeba je wyjąć, położyć, odwrócić, wyczyścić, odłożyć. To ma swój urok. Nawet jeśli czasem kosztuje absurdalnie dużo.
