Trudne emocje w procesie wychowawczym to w moim odczuciu jedno z najbardziej wymagających zadań, z którymi musimy się zmierzyć jako rodzice. Gdy w naszym domu pojawia się dziecko, nagle musimy sobie poradzić z ogromem własnych intensywnych emocji, powodowanych zmęczeniem i wielką ilością zmian oraz nowych wyzwań, ale też dodatkowo – mierzymy się z reakcjami nowego członka rodziny, który przez pierwsze lata życia jest jedną wielką ekspansywną emocją. Jeśli stając się rodzicem, nie mamy opanowanej umiejętności dobrego zarządzania własnymi emocjami, to tym trudniej będzie nam poradzić sobie z emocjami dziecka, a tym bardziej – jego tej umiejętności nauczyć. Wtedy proces wychowawczy staje się doświadczeniem pełnym stresu i konfliktów, wywiera piętno na całym dalszym życiu dziecka i na naszych relacjach z nim.

Poprzeczkę podnosi niepisana norma społeczna, że zadaniem rodzica jest tak wychować dziecko, by przede wszystkim było grzeczne, ciche, uśmiechnięte i niekłopotliwe dla otoczenia. Stąd mile widziane są tylko takie emocje dziecka jak radość, zadowolenie, spokojna wesołość, a wszelkie emocje tzw. negatywne staramy się jak najskuteczniej okiełznać, a czasem wręcz – całkiem wykorzenić. W końcu nas też rodzice uczyli, by nie okazywać złości, smutku i lęku – tak je w sobie tłumić, aby w jak najmniejszym stopniu manifestowały się na zewnątrz. Niestety, efekt takiej strategii radzenia sobie z emocjami jest wyjątkowo przewrotny – im bardziej staramy się te trudne emocje tłumić, tym bardziej tracimy nad nimi kontrolę. Im bardziej tracimy kontrolę – tym mocniej utrudniają nam życie i tym bardziej się ich boimy. A im bardziej się ich boimy – tym bardziej czujemy się przerażeni, gdy nasze dziecko zaczyna na całe gardło wyrażać złość, całym sobą płacze ze smutku lub czegoś panicznie się boi.

Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu doświadczył w dzieciństwie zakazów czy ograniczeń związanych z wyrażaniem w pełni swoich emocji. W związku z tym jako rodzice często stajemy przed trudnym zadaniem: jak sobie radzić z intensywnymi emocjami dziecka, by nie powtarzać błędnych wzorców, których doświadczyliśmy w dzieciństwie? Jedynym sposobem jest uświadomienie sobie, jak działa mechanizm tłumienia emocji, którego dorośli najczęściej uczą dzieci. Kolejnym krokiem jest świadoma zmiana tego procesu.

Jak to się nakręca

Mechanizm tłumienia emocji przebiega mniej więcej tak: w momencie narodzin mamy stuprocentowy kontakt z własnymi potrzebami i dbamy o nie, kompletnie nie przejmując się tym, jak na to zareaguje otoczenie. Emocje są komunikatem, że jakaś potrzeba jest niezaspokojona. Początkowo rodzice akceptują taki stan rzeczy, jednak z postępującym rozwojem dziecka i rosnącą liczbą potrzeb (oraz coraz bardziej stanowczo wyrażanym niezadowoleniem w przypadku braku ich zaspokojenia) starają się wpłynąć na dziecko, by choć część z tych potrzeb (i komunikowanych intensywnych emocji) zagłuszyć i stłumić. Zaczyna się proces socjalizacji.

Punkt zwrotny następuje mniej więcej w wieku dwóch lat, kiedy dziecko chce bardzo aktywnie poznawać świat, a jednocześnie zaczyna się kontaktować ze swoją wewnętrzną siłą i uczy się mówić „nie”. Wszelkie próby dorosłych, by tę jego aktywność ograniczyć, napotykają na stanowczy bunt i opór. Od tego, jak w tym momencie zareagują rodzice, zależy w dużej mierze, czy dziecko w dorosłym życiu zachowa kontakt z wewnętrzną siłą i będzie umiało dobrze sobie radzić z uczuciem złości.

Najczęściej rodzice na „nie” dziecka reagują zdenerwowaniem i lękiem. Obawiają się tej gwałtownej siły, która nagle się budzi w ich potomku – dotąd raczej grzecznym i łatwym do uciszenia. Chcą jak najszybciej okiełznać jego złość i bunt, więc sięgają po rozwiązania pozornie najbardziej skutecznie i najszybciej działające: krzyk, kary i groźby. Dziecko na każde swoje bardziej śmiałe zachowanie słyszy „nie”, a gdy stawia opór temu „nie” – zaczyna słyszeć, że jest niegrzeczne, niedobre i na poziomie podświadomym otrzymuje mocny i brutalny przekaz: „Nie będziemy cię akceptować, jeśli będziesz się złościć. Jeśli będziesz okazywać złość, przestaniesz być kochane”. Podobnie gdy płacze, słyszy: „Ale z ciebie mazgaj!”, a gdy się boi: „Nie bądź takim tchórzem!” – czyli w podtekście: „Takiego ciebie nie lubię i nie akceptuję”.

Dla dwulatka utrata miłości i akceptacji rodziców to największy dramat, jaki może się wydarzyć – bo są one dla niego fundamentem przetrwania. Dlatego zawsze, gdy dziecko ma do wyboru dbanie o swoje potrzeby lub zachowanie akceptacji rodzica, wybierze to drugie i w końcu zrezygnuje z buntowania się, wyrażania złości, a w konsekwencji z zaspokajania swoich potrzeb. Uczy się tłumić niewygodne dla otoczenia emocje, a rodzice z ulgą i zadowoleniem oddychają, myśląc, że udało im się nauczyć dziecko ważnej umiejętności społecznej.