Otoczona malowniczym ogrodem zabytkowa willa w centrum Rzymu ma w sobie coś z wehikułu czasu. Nowoczesny sprzęt rentgenowski, laboratoria chemiczne i pracownie biologów sąsiadują tu ze starymi prasami drukarskimi i warsztatami introligatorów i konserwatorów stosujących średniowieczne techniki. Z ich pomocą odtwarza się średniowieczne iluminacje oraz postarza pergamin i papier, wytwarzany na specjalne zamówienie w Japonii według tradycyjnych receptur. 

Willa przy Via Milano mieści Istituto Patologia del Libro, czyli Instytut Patologii Książki. Nawiązująca do szpitalnej terminologii nazwa dobrze oddaje charakter placówki, powołanej jeszcze pod koniec lat 30. XX wieku do ochrony niszczejących włoskich archiwów. Wtedy był to projekt pionierski, łączący doświadczenia archiwistów, konserwatorów zabytków, introligatorów, chemików i biologów. 

Kolejne pokolenia ekspertów do dziś dokonują cudów ze zniszczonymi starodrukami, które są pieczołowicie rozkładane na czynniki pierwsze. „Stare książki skrywają wiele tajemnic o swoich losach oraz wytwórcach i właścicielach. Pod wprawnym i wnikliwym okiem odsłaniają tajemnice, gdzie były wykonane, dokąd podróżowały lub nawet gdzie były ukrywane. Można to ustalić, analizując ptasi puch, zasuszone pomiędzy kartami rośliny, owady. Pod warstwą kurzu, pleśni, starych reperacji, łat i oklejek konserwatorzy wyszukują prawdziwą historię obiektu” – mówi Magdalena Wiercińska, kierownik oddziału konserwacji archiwaliów w Archiwum Akt Nowych w Warszawie, który stosuje metody podobne do tych wypracowanych w Rzymie. Istituto Patologia del Libro nie narzeka na brak zleceń, nie tylko z archiwów republiki czy z Watykanu, ale także zza granicy. 

Lista bezcennych książek, które wydarto grzybom, pleśni i robactwu, jest imponująca. Tu trafił znaleziony w Jemenie manuskrypt Koranu – jak się okazało – być może najstarszy z zachowanych na świecie. Po zrekonstruowaniu i konserwacji tekstu spisanego zaledwie 100 lat po Mahomecie okazało się, że jest to wersja znacznie różniąca się od uważanych za kanoniczny tekst objawiony późniejszych egzemplarzy. Naukowcy z rzymskiego instytutu byli jednymi z ostatnich, którzy mieli dostęp do tego rarytasu – jego odkrycie wywołało w świecie islamskim burzę – z powodów religijnych władze Jemenu wstrzymały badania nad unikatowym tekstem. 

W Instytucie Patologii Książki pracowano także nad słynnymi zwojami znad Morza Martwego. Po dokładnej analizie rzymscy eksperci ustalili, że do sporządzenia atramentu, którym je zapisano,  użyto ludzkiej krwi – prawdopodobnie po to, by zawarte w niej żelazo utrwaliło kolor. 

Dziś w willi przy Via Milano można znaleźć starodruki z dziurami wielkości pięści, wyżartymi przez termity, i podziurawione kulami w czasie bitwy o klasztor na Monte Cassino manuskrypty z benedyktyńskiej biblioteki.  

Instytut prowadzi też pilne prace interwencyjne. Gdy powódź dosięgnęła archiwów florenckich, eksperci polecili zamrozić zalane książki i dokumenty, by zapobiec niszczącemu działaniu wody. Potem wystarczyło odparować zamrożoną wodę, by uniknąć zniszczeń, wywoływanych zazwyczaj przez wilgoć. „Książki stanowią doskonałe pożywienie dla grzybów pleśniowych, których zarodniki są niewidoczne gołym okiem i potrafią długo trwać »w uśpieniu«, by w sprzyjających warunkach nagle zaatakować. W ciągu kilku dni następują z tego powodu nieodwracalne zmiany, po których obiekt może zostać utracony na zawsze” – mówi Magdalena Wiercińska. Eksperci tacy jak ona i jej koledzy z Rzymu dbają, by przypadków tego rodzaju było jak najmniej.