Naukowcy z University of Western Australia wzięli się ostro do pracy i zbudowali robota do strzyżenia owiec. Urządzenie powstało już w 1985 roku! Od tamtej pory do 1993 roku na uniwersytecie ostrzyżono czterysta owiec. Przy tym ledwie kilka zostało skaleczonych. O wiele mniej niż wtedy, gdy owce strzyże ręcznie człowiek. Zdaniem naukowców, to dlatego, że robot reaguje o wiele szybciej niż robią to ludzie. Owce strzyżone przez robota nie są poddawana działaniu żadnych środków uspokajających. Robota do strzyżenia owiec zbudował szef wydziału mechatroniki na Uniwersytecie Zachodniej Australii James Travelyan. Urządzenie świetnie spisuje się w roli fryzjera. - Owce nie denerwują się, a mechaniczny fryzjer nie przeraża ich. W naszych testach owce często zasypiały podczas strzyżenia - mówił o robocie James Travelyan. Niestety urządzenie pozostało w fazie testów i nigdy nie weszło do użytku przemysłowego w rolnictwie. Prawdopodobnie dlatego, że nie jest szybsze od człowieka. Prawdziwi postrzygacze pracują na akord, a płaci im się za każdą ostrzyżoną owcę. Są szybcy, dokładni, a do ostrzyżenia owcy nie wymagają długotrwałego umieszczania jej w uchwytach. Robot jest dużo wolniejszy na etapie łapania owcy. Jednak, gdy maszyna już uchwyci zwierzę, robi to tak, aby jego skóra pod wełna była bardzo dobrze naciągnięta. Dzięki temu golarka przesuwa się po dość równej powierzchni bez fałd. Zdaniem postrzygaczy robot strzyże szybko i skutecznie. Dlatego nieco obawiają się tej konkurencji. Gdyby robot wszedł do powszechnego użycia największą jego zaletą byłoby to, że nigdy się nie męczy i może strzyc owce przez całą dobę. Człowiek może strzyc owce kilka godzin, a potem musi odpocząć. Badania nad robotem sponsorował australijski rząd i zrzeszenie hodowców owiec. h.k.