
Naukowcy z Bauhaus-Universität Weimar w Turyngii postanowili to zmienić. Właśnie wystartował projekt „Rzemiosło Przyszłości”, którego celem nie jest stworzenie armii samodzielnych robotów. Naukowcy mają zupełnie inną wizję, a na jej realizację Europejski Fundusz Społeczny przeznaczył około 1,2 miliona dolarów, co daje równowartość blisko 5 milionów złotych (około 1 miliona euro). Efekty prac mają być gotowe do 2028 roku.
Projekt stawia człowieka na pierwszym miejscu. Technologia pełni rolę wspomagającą
Kluczowe założenie niemieckich badaczy jest proste i w pewnym sensie odwrotne do obecnych trendów. Twierdzą oni, że budownictwo nie może funkcjonować bez człowieka. W pełni zautomatyzowane procesy sprawdzają się głównie w fabrykach i przy wznoszeniu nowych budynków od zera, według ściśle określonych projektów. Gdy jednak mowa o remontach, modernizacjach czy renowacjach, robotyka często zawodzi. Każdy stary budynek to zupełnie inna historia, pełna niespodzianek ukrytych w ścianach.
Dlatego zespół z Weimaru pracuje nad koncepcją „wspomagającej cyfryzacji”. Chodzi o to, by nowe narzędzia w naturalny sposób wkomponowały się w obecny sposób pracy, odciążając ludzi w najbardziej uciążliwych zadaniach. W praktyce oznacza to, że maszyny mogłyby przejąć żmudne pomiary, skanowanie obiektów i precyzyjne zaznaczanie miejsc do wiercenia czy cięcia. To właśnie takie powtarzalne czynności, wymagające jednocześnie skupienia i siły, są źródłem zmęczenia i potencjalnych błędów.
Czytaj też: https://www.focus.pl/artykul/chinczycy-stworzyli-mozg-dla-robotow-ktory-pozwala-im-na-pelna-autonomieChińczycy stworzyli „mózg” dla robotów, który pozwala im na pełną autonomię
Nieprzypadkowo to właśnie prace renowacyjne wybrano jako główne pole testów. To środowisko, gdzie każdy projekt jest wyjątkowy. Niespodziewane odkrycia w konstrukcji, nietypowe materiały, skomplikowane instalacje – to codzienność. Standardowe, sztywne algorytmy nie radzą sobie z taką zmiennością. Projekt ma dostarczyć małym i średnim firmom realne rozwiązania, które będą w stanie sprostać tym wyzwaniom.
Mowa tu na przykład o przenośnych, cyfrowych urządzeniach pomiarowych, systemach planowania opartych na chmurze czy lekkich, współpracujących robotach. Naukowcy zdają sobie sprawę, że ich odbiorcami nie są wielkie koncerny z nieograniczonym budżetem, lecz lokalne zakłady rzemieślnicze. Stąd nacisk na praktyczność i rozsądne koszty.
Główną przeszkodą nie jest technologia, ale ludzie i brak standardów
Patrząc na tę inicjatywę, trudno nie zauważyć, że największą barierą dla podobnych projektów bywa samo budownictwo. Brakuje ujednoliconych standardów wymiany danych, a wiele firm po prostu nie wie, od czego zacząć przygodę z cyfryzacją. Inwestycja w nieznane technologie wydaje się ryzykowna, zwłaszcza gdy klient czeka pod domem. Niemiecki projekt ma pokazać konkretne korzyści, które przekonają nawet najbardziej sceptycznych majstrów.
Czytaj też: Nowy robot od LG może położyć kres żmudnym domowym obowiązkom
Potencjalne plusy są całkiem wymierne. Oczywiście, zmniejszenie fizycznego obciążenia to pierwsza zaleta, która przychodzi do głowy. Jednak równie ważne jest podniesienie bezpieczeństwa na placu budowy, możliwość realizacji większych zleceń przez mniejsze ekipy oraz – co kluczowe dla budżetu – ograniczenie kosztownych pomyłek i poprawek dzięki perfekcyjnemu planowaniu. W czasach drożejących materiałów, ich oszczędniejsze wykorzystanie to nie tylko kwestia ekologii, ale po prostu zdrowego rozsądku.
Czytaj też: Miękka skóra i ludzki krok. MATRIX-3 rzuca wyzwanie dotychczasowym humanoidom
Pomysł, by robot był narzędziem w rękach murarza czy cieśli, a nie jego następcą, wydaje się rozsądny i ludzki. Niemieckie podejście to raczej próba „uzbrojenia” rzemieślników w narzędzia, które pozwolą im pracować mądrzej i zdrowiej. Jeśli do 2028 roku uda się wypracować solidne standardy i intuicyjne systemy, widok robota pomagającego przy wyburzaniu ścian czy trasowaniu instalacji na budowie w Berlinie, a pewnie i w Warszawie, przestanie kogokolwiek dziwić. To szansa na to, by zawód budowlańca stał się bardziej nowoczesny i mniej obciążający dla organizmu, co może przyciągnąć do tej branży nowe pokolenie pracowników.