powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Parenting

Rodzice chcą cofnąć dzieciństwo o kilka dekad. Trudno mi się temu dziwić

Telefon przykręcony do ściany, budzik stojący na szafce, list wyjęty ze skrzynki i dziecko wracające do domu dopiero wtedy, gdy na podwórku zaczynają zapalać się latarnie. Jeszcze niedawno taki zestaw wyglądał jak początek sentymentalnej opowieści o latach 80. lub 90. Dzisiaj coraz częściej przypomina listę rzeczy, które rodzice chcieliby odzyskać.

M
Monika Wojciechowska
1h temu·4 minuty·
Rodzice chcą cofnąć dzieciństwo o kilka dekad. Trudno mi się temu dziwić

fot. Unsplash

Chcesz czytać więcej treści jak „Rodzice chcą cofnąć dzieciństwo o kilka dekad. Trudno mi się temu dziwić"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Nie sądzę, by chodziło wyłącznie o tęsknotę za własnym dzieciństwem. Każde pokolenie ma skłonność do wygładzania wspomnień i zapominania, że dawniej również bywało nudno, niewygodnie i zwyczajnie źle. Obecny zwrot ku starym zwyczajom ma jednak bardzo współczesną przyczynę. Rodziny są zmęczone życiem, w którym niemal każda czynność prowadzi przez ekran, aplikację albo powiadomienie.

Dlatego do domów wracają telefony stacjonarne, tradycyjne budziki i wieczory z planszówkami. Rodzice chcą też częstszych wspólnych kolacji, zabawy na dworze, pisania listów, czytania dzieciom i spotkań, podczas których nikt nie zerka co chwilę na telefon. Popularność tych pomysłów sporo mówi o cenie, jaką płacimy za wygodę cyfrowego życia.

Telefon przy ścianie stał się symbolem wolności od telefonu

Powrót domowego telefonu brzmi początkowo jak pomysł osoby, która bardzo źle zniosła zamknięcie ostatniej wypożyczalni kaset wideo. Po chwili zaczyna jednak układać się w całkiem rozsądny plan.

Dziecko może zadzwonić do rodzica, dziadków lub koleżanki, ale nie zabiera później urządzenia do łóżka, łazienki i szkoły. Nie prowadzi rozmowy, jednocześnie przewijając krótkie filmy. Nie budzi się rano od serii powiadomień. Telefon ma swoje miejsce w domu, a korzystanie z niego ma wyraźny początek i koniec.

Smartfon tych granic właściwie nie zna. Towarzyszy człowiekowi od otwarcia oczu do ostatniego spojrzenia przed snem. Rodzice długo słyszeli, że jest niezbędny dla bezpieczeństwa dziecka. Później odkrywali, że wraz z możliwością wykonania telefonu kupili także całodobowy dostęp do mediów społecznościowych, gier, reklam i treści, których nie da się nadzorować jednym ustawieniem kontroli rodzicielskiej.

W tym kontekście stacjonarna słuchawka przestaje wyglądać jak relikt. Jest próbą rozdzielenia komunikacji od całego cyfrowego zaplecza, które podłączyło się do niej przy okazji.

Rodzinie nie brakuje kolejnej aplikacji

Technologia miała oszczędzać czas, lecz najwyraźniej nie do końca ustaliła, co później z tym czasem zrobimy. Rodzinny kalendarz mieści się w telefonie, zakupy można zamówić w kilka minut, a dziadkowie zobaczyć wnuka na ekranie z drugiego końca kraju. Mimo to wiele osób ma poczucie, że wspólnego czasu jest coraz mniej.

Problemem rzadko bywa całkowity brak obecności. Częściej chodzi o obecność rozdrobnioną. Rodzina siedzi przy jednym stole, ale każdy co kilka minut przenosi uwagę gdzie indziej. Rozmowę przerywa wiadomość, posiłek zamienia się w tło dla filmu, a zwykła nuda zostaje natychmiast zalepiona ekranem.

Dlatego rodzice wymieniają dziś wspólne kolacje, rodzinne gry, spacery, jazdę na rowerze czy czytanie przed snem jako zwyczaje warte przywrócenia. Pojawia się także potrzeba odtworzenia lokalnych więzi – poznawania rodziców kolegów dzieci, pukania do drzwi zamiast wysyłania wiadomości z samochodu i pozwalania młodym ludziom spędzać czas razem bez planu zajęć rozpisanego co do kwadransa.

Mam wrażenie, że rodziny zaczynają dostrzegać prostą zależność: bliskość rzadko powstaje przy okazji. Potrzebuje powtarzalności, uwagi i odrobiny pustego czasu.

Nuda została niesłusznie uznana za awarię

Wśród zwyczajów, za którymi tęsknią rodzice, często pojawia się swobodna zabawa. Dzieci mają wychodzić na dwór, wymyślać własne zajęcia, budować coś z przypadkowych przedmiotów i czasem nie wiedzieć, co ze sobą zrobić.

Dziś nuda uruchamia rodzinny alarm. Trzeba szybko znaleźć atrakcję, zajęcia dodatkowe albo przynajmniej bajkę. Tymczasem chwila bez gotowego bodźca zmusza dziecko do wykonania wysiłku, którego żadna aplikacja nie zrobi za nie – do wymyślenia sobie zajęcia.

Nie idealizowałabym dawnych podwórek. Brak nadzoru bywał niebezpieczny, a dzieciństwo sprzed internetu nie było automatycznie szczęśliwsze. Rozumiem jednak rodziców, którzy próbują odzyskać dla dzieci przestrzeń wolną od ciągłego prowadzenia za rękę. Samodzielność trudno ćwiczyć, gdy każda minuta jest monitorowana, oceniana i udostępniana w rodzinnym komunikatorze.

Zwyczajne umiejętności nagle wyglądają jak kompetencje przyszłości

Czytanie godziny ze wskazówek, liczenie gotówki, pisanie listu, prowadzenie dłuższej rozmowy telefonicznej czy podziękowanie gospodarzom po wizycie brzmią jak drobiazgi. Dopiero ich zanik pokazuje, że były częścią większego zestawu umiejętności społecznych.

Wiadomość tekstową można poprawiać, skracać i wysłać wtedy, gdy mamy ochotę. Rozmowa wymaga natychmiastowej reakcji, słuchania i znoszenia chwil ciszy. List uczy porządkowania myśli. Zakupy za gotówkę pozwalają zobaczyć, że pieniądze rzeczywiście znikają. Wspólny posiłek ćwiczy sztukę pozostawania przy jednym temacie dłużej niż kilkanaście sekund.

fot. Unsplash

Rodzice nie próbują więc urządzić dzieciom rekonstrukcji historycznej. Szukają sposobów, by młodzi ludzie nadal rozwijali umiejętności, które wcześniej pojawiały się naturalnie, a dziś trzeba dla nich świadomie robić miejsce.

Nie wszystko z przeszłości zasługuje na powrót

W modzie na dawne zwyczaje łatwo przesadzić. Świat bez smartfonów nie był automatycznie bardziej serdeczny, a wspólna kolacja potrafiła być równie milcząca jak współczesna. List pisany odręcznie nie ma szczególnej wartości, gdy wysyła się go pod przymusem, a planszówka nie zjednoczy rodziny, która przez całą rozgrywkę się kłóci.

Bardziej przekonuje mnie wybieranie z przeszłości pojedynczych rozwiązań, które odpowiadają na konkretne problemy. Budzik może pomóc wynieść telefon z sypialni. Domowy aparat pozwala opóźnić zakup smartfona. Stała pora kolacji tworzy moment, w którym domownicy naprawdę mają szansę się spotkać. Żadne z tych rozwiązań nie wymaga wyrzucenia routera przez okno.

Technologia nie musi zniknąć. Powinna jednak przestać organizować każdą minutę rodzinnego życia. I chyba właśnie dlatego urządzenia oraz zwyczaje uznane niedawno za przestarzałe odzyskują sens. Oferują ograniczenia, a te po latach cyfrowego nadmiaru zaczynają przypominać ulgę.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Rodzice chcą cofnąć dzieciństwo o kilka dekad. Trudno mi się temu dziwić"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX