Nowe badanie przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych pokazuje, że korzystanie z urządzeń elektronicznych podczas wspólnych posiłków stało się codziennością dla większości rodzin. Rodzice skrolują na smartfonie, a dzieci idą za ich przykładem, robiąc dokładnie to samo. A wokół panuje cisza, przerywana jedynie dźwiękami płynącymi z urządzeń.
Telefon przy stole? Rodzice robią to częściej niż dzieci
Wydawałoby się, że ciągłe korzystanie ze smartfona to domena dzieci, jednak tego typu nawyki nie biorą się znikąd. Naukowcy przeanalizowali odpowiedzi ponad 350 rodziców wychowujących dzieci w wieku od 4 do 10 lat. Uczestnicy zostali poproszeni o odtworzenie w pamięci ostatniego wspólnego posiłku i wskazanie, czy podczas niego korzystali z urządzeń elektronicznych. Wyniki były dość smutne, bo aż 77,6 proc. rodziców korzystało podczas posiłku z jakiegoś urządzenia elektronicznego. W przypadku dzieci odsetek wyniósł 68,7 proc. Dorośli sięgali po smartfony, a dzieci korzystały głównie z telewizorów oraz tabletów. Jeszcze bardziej wymowny jest inny wynik. W ponad dwóch trzecich badanych rodzin zarówno rodzic, jak i dziecko korzystali z urządzeń jednocześnie.
Dla niektórych może wydawać się to niewinnym elementem współczesności. Cóż, tak to już jest, prawda? Żyjemy w świecie powiadomień, komunikatorów i nieustannego dostępu do informacji. Problem polega jednak na tym, że rodzinne posiłki od dawna pełnią znacznie większą rolę niż tylko dostarczanie kalorii. Wspólne jedzenie jest jednym z najważniejszych rytuałów rodzinnych. To właśnie wtedy dzieci uczą się prowadzenia rozmów, rozwiązywania konfliktów, opowiadania o swoich emocjach i słuchania innych.

Kiedy dzieci regularnie jedzą posiłki z rodziną, częściej mają zdrowe nawyki żywieniowe, lepsze samopoczucie oraz rzadziej angażują się w ryzykowne zachowania w późniejszym wieku. Tak pokazują badania. Sama kojarzę rodzinne obiady właśnie z ciepłą, wesołą atmosferą, która towarzyszyła nam prawie każdego dnia. Jasne, nie było tak idealnie, jak w każdej rodzinie. Czasem się kłóciliśmy, czasem ktoś miał zły humor lub rozmowa schodziła na poważniejszy temat. Mimo wszystko był to zawsze czas ważnych dla mnie interakcji. Kiedy jednak uwagę przejmują ekrany, tych interakcji zaczyna być mniej.
Co też ciekawe, nie chodzi tu o zwyczajne naśladownictwo. Rodzic sięgający po telefon niekoniecznie prowokował dziecko do włączenia tabletu i odwrotnie. Zamiast tego zaobserwowano bardziej indywidualny wzorzec zachowań, gdzie każdy korzystał ze swojego urządzenia niezależnie od pozostałych domowników. Dlaczego to takie ciekawe? Zwykle mówimy raczej o dzieciach przed ekranami, tymczasem równie ważnym elementem układanki są nawyki dorosłych. W dodatku często to właśnie oni sięgali po elektronikę częściej.
Ekrany zabierają coś więcej niż uwagę
Tu pojawia się zjawisko określane mianem „technoference”. Pod tą nazwą kryje się sytuacja, w której technologia przerywa lub ogranicza bezpośrednie relacje między ludźmi. Wszyscy widzimy to każdego dnia w swoim otoczeniu. Rozmawiamy z kimś, w międzyczasie zerkając na telefon, a w tle gra telewizor. Niby to nic wielkiego, jednak takich sytuacji staje się coraz więcej.
W dzieciństwie, gdy wspólny posiłek jest często jednym wspólnym momentem w ciągu dnia, oznacza to mniej rozmów, mniej pytań o to, jak minął dzień i mniej okazji do budowania relacji. A właśnie te krótkie, codzienne wymiany zdań często pozwalają rodzicom zauważyć, że dziecko ma problem w szkole, martwi się czymś albo po prostu potrzebuje uwagi.
Nie chodzi mi o demonizowanie technologii. Smartfony, tablety czy telewizory są dziś naturalną częścią życia i trudno oczekiwać całkowitej rezygnacji z ich używania. Badanie pokazuje jednak, że coraz częściej wkraczają one także do przestrzeni, które jeszcze niedawno były zarezerwowane dla bezpośrednich kontaktów. Z tym powinniśmy walczyć, a najlepiej robić to nie zakazami, tylko wyznaczaniem granic.

Jakiś czas temu pisałam szerzej o wpływie powiadomień na nasze życie. Jednym ze skutecznych sposobów, na wyrwanie się z tego było wyznaczanie stref wolnych od technologii i dokładnie to samo można zastosować również w tym przypadku. Tylko jak zwykle powinno być to związane ze zrozumieniem, skąd taka decyzja, a przede wszystkim, respektowaniem ich z obu stron. Zarówno rodzice, jak i dzieci, powinni wiedzieć, jak różne urządzenia wpływają na rodzinne relacje i które formy korzystania z technologii są najbardziej problematyczne.
Bo nie chodzi tutaj o zwykłe rozproszenie podczas posiłku. Nie chodzi też o samą rozmowę lub jej brak. Czasem największą wartością wspólnego obiadu jest właśnie to, że przez kilkanaście minut nie dzieje się nic spektakularnego. Ktoś opowiada o pracy, ktoś narzeka na matematykę, ktoś prosi o podanie soli. Właśnie z takich pozornie zwyczajnych chwil budują się relacje, których żaden ekran nie jest w stanie zastąpić.
