"Pierwszego maja 1513 r. zostało sprowadzone do Lizbony dla potężnego króla Portugalii, Manuela I, żywe stworzenie zwane nosorożcem. Niniejsze przedstawienie jest wiernym jego wizerunkiem”. Tymi słowami rozpoczyna się inskrypcja widniejąca na jednej z najsławniejszych prac Albrechta Dürera. W rzeczywistości indyjski nosorożec przybył do Europy 20 maja 1515 roku. Przedstawiający go drzeworyt był wielokrotnie kopiowany i ilustrował dzieła przyrodnicze aż do 1749 r. (!), kiedy to francuski artysta Jean-Baptiste Oudry namalował Clarę, samicę nosorożca sprowadzoną wówczas do Europy.

Przez ponad 200 lat artyści i graficy powielali pewne nieścisłości z dzieła Dürera. Przede wszystkim umieszczali dodatkowy krótki róg na grzbiecie nosorożca, do złudzenia przypominający poroże mitycznego jednorożca! Być może właśnie dlatego drzeworyt zainspirował  Salvadora Dalego do stworzenia rzeźby Rinoceronte vestido con puntillas z 1956 roku.  

Kilkutonowy podarek

Pierwsze wiadomości o zwierzęciu pochodzą z 1514 r. – wicekról Indii Afonso Albuquerque prowadził wówczas negocjacje wojskowe z Muzafarem II, sułtanem Gudżaratu, zwanego ówcześnie Kambajem (północno-zachodnie terytorium obecnych Indii). Portugalczycy, którzy dopiero od niespełna kilkunastu lat umacniali swoje pozycje w Indiach, starali się uzyskać zgodę na budowę fortu na wyspie Diu, sąsiadującej z ziemiami władcy. W tym celu wysłali posłów obładowanych podarkami. Muzafar przyjął Europejczyków uprzejmie, jednak nie przychylił się do ich propozycji. Mimo to wymieniono tradycyjne przy takich okazjach podarunki. Sułtan Gudżaratu przekazał dyplomatom m.in. nosorożca indyjskiego.

Egzotyczne stworzenia cieszyły się wtedy sporą popularnością w Europie. Władcy tworzyli bogate menażerie, które stale uzupełniali nowymi nabytkami z innych kontynentów. Manuel I nie był wyjątkiem, posiadał już kolekcję zwierząt w pałacu Ribeira w Lizbonie. Tam też trafił nosorożec z Indii.

Mieszkańcy ogrodu zoologicznego byli traktowani jak inne bogactwa – służyli przede wszystkim do demonstrowania potęgi monarchy. Nosorożec wraz z innymi zwierzętami brał udział w monarszych pochodach. „Gdy [król] jechał konno przez miasto, albo szedł piechotą, słonie szły przed nim poprzedzone przez nosorożca, ale idącego tak daleko, że zwierzęta się nie widziały – pisał kronikarz Damião Góis. – Za słoniami i przed królem kroczył perski koń okryty kropierzem, na zadzie którego perski łowczy trzymał jaguara do polowania, którego ofiarował mu król Ormuzu. (…) Z taką pompą, przy dźwiękach cymbałów i trąbek często jeździł konno przez miasto”.

Rysuje i fantazjuje

Widok ten musiał wywierać piorunujące wrażenie na gapiach, którzy tłumnie gromadzili się przy takich okazjach, by zobaczyć na własne oczy przeróżne cuda i dziwy przywiezione z krańców świata. Jednym z obserwatorów tych królewskich pochodów był morawski grafik Valentim Fernandes, który osiadł w Portugalii w końcu XV w. Blisko związany z dworem wykorzystywał swe kontakty do zbierania informacji na temat Indii. Zdobyte wiadomości kompilował, a następnie wysyłał do Niemiec. Nie inaczej było z nosorożcem. Opisał dokładnie azjatyckiego ssaka w liście wysłanym do Norymbergi. Wkrótce nieznany autor – prawdopodobnie Antonió de Holanda – wysłał kolejny list, do którego dołączył szkic zwierzęcia. Do tej korespondencji dotarł pewien norymberczyk, stworzył na jej podstawie dwa szkice, a następnie drzeworyt. Był nim Albrecht Dürer, jeden z gigantów renesansu.

Wielki artysta przeżywał wówczas fascynację rodzącą się nowożytną nauką, która opierała się na nowo zdobytej przez podróżników wiedzy, weryfikującej niepodważalne od czasów starożytnych tezy. Tak wyjątkowe stworzenie jak nosorożec nie mogło umknąć jego uwadze. Dürer nigdy nie widział zwierzęcia na własne oczy, jednak dbałość o szczegół  wskazuje, że zbierał na jego temat dokładne wiadomości. Nosorożec bowiem na pierwszy rzut oka wygląda jak żywy. Przy bliższym przyjrzeniu się dziełu zauważalne są jednak pewne nieścisłości – szczegóły, które mogą kryć głębszą tajemnicę. Na przykład charakterystyczna dla azjatyckich nosorożców pofałdowana skóra jest tutaj przedstawiona jako ochronny pancerz. Dürer zwraca na to uwagę w załączonym opisie: „Jest niemalże cały pokryty grubym pancerzem koloru plamistego szylkretu [żółto-brązowy]. Ma rozmiar słonia, lecz z krótszymi nogami i prawie niemożliwe jest by go zranić”.

Barwa i rodzaj tkanki to wytwór fantazji, choć rzeczywiście skóra nosorożców jest gruba i pełni funkcję ochronną. Dürer ani nosorożca nie widział, ani tym bardziej nie mógł go dotknąć. Nic dziwnego więc, że rysując, posłużył się wyobraźnią. Wydaje się jednak, że przy kolejnym szczególe za bardzo popuścił wodze fantazji. Na grzbiecie bowiem, tuż za szyją, widnieje dodatkowy mały, spiralny i ostro zakończony róg, do złudzenia przypominający… róg jednorożca! Skąd artyście przyszedł do głowy pomysł, aby dodać element pochodzący z legend i mitów, skoro starał się przedstawić zwierzę jak najbardziej realistycznie? Co łączyło olbrzymiego, przysadzistego i wzbudzającego trwogę nosorożca ze zgrabnym i pełnym gracji jednorożcem?

Dziewice nie chwytają jednorożców

Odpowiedzi należy szukać wśród marynarzy, kapitanów i inicjatorów dalekomorskich wypraw, które rozbudzały wyobraźnię wszystkich, zarówno biorących w nich udział, jak i biernych obserwatorów. Na długo przed zamorskimi podróżami powtarzano wiele legend, podań i mitów o tym, co znajduje się na krańcach świata. Europejczycy, którzy w XV wieku wyruszyli odkrywać świat, zakładać kolonie i nawiązywać kontakty handlowe, oczekiwali, że w trakcie wypraw dotrą do mitycznych krain. Zobaczą cuda, o których mówiły średniowieczne bestiariusze czy zmyślone relacje z dalekich podróży, oparte na starożytnych traktatach geograficznych.

 

Jednym z tych cudów miał być legendarny jednorożec, którego śladów doszukiwano się w Afryce i Azji. Jeszcze na długo przed wielkimi odkryciami pojawiły się doniesienia o odnalezieniu tego stworzenia. W trakcie wyprawy Kubilaj-chana na Jawę w 1292 r., w której wziął udział Marco Polo, Wenecjanin miał zobaczyć – jak sam twierdził – dziką odmianę legendarnego monstrum: „Żyją tam [na Jawie] dzikie słonie i liczne jednorożce, niewiele co mniejsze od słoni. Sierść mają podobną do bawolej a nogi jak słonie. Mają róg jeden na czole bardzo wielki i czarny. Lecz mówię wam, że nie atakują rogiem tym, lecz językiem: gdyż na języku mają kły bardzo długie i rażą nie rogiem, lecz owymi kłami. Gdy chcą kogoś napaść, powalają go na ziemię, tratują ofiarę kolanami i rozrywają kłami. Głowę mają na kształt odyńca i zawsze noszą ją pochyloną ku ziemi; przebywają chętnie w błocie i mule. Szkaradny jest widok tego zwierzęcia. I całkiem nie są takie, jak my to w naszych krajach mówimy i opowiadamy, twierdząc, że dają się schwytać dziewicom”.

Opis, choć najeżony fantastycznymi elementami, nie przypomina znanego z bestiariuszy wizerunku jednorożca. Marco Polo zobaczył jawajską odmianę azjatyckiego nosorożca, którego natychmiast uznał za mityczne zwierzę. Skrytykował jednocześnie tradycyjne mity związane z tą bestią. Przedstawił ją jako szkaradną i zupełnie niepodobną do tych ze średniowiecznych ilustracji. Podważył także możliwość zwabienia zwierzęcia przez dziewicę. Jeden tylko element – pojedynczy róg na środku czaszki – pozwolił weneckiemu podróżnikowi uznać realne stworzenie za jednorożca...

Róg na potencję

W kolejnych stuleciach wielokrotnie mylono te zwierzęta. Portugalski kronikarz Damião Góis wspominał o prezencie cesarzowej Etiopii dla króla Manuela: zawierał fragment rogu, „który ma te same zalety co róg jednorożca”. Chodziło prawdopodobnie o zastosowanie go w medycynie jako świetne antidotum na wszelkie trucizny oraz jako afrodyzjak. Do dziś kłusownicy zabijają afrykańskie i azjatyckie nosorożce właśnie w celu pozyskania ich poroża. W Chinach rogi są cennym składnikiem medykamentów... Podobne przesądy funkcjonowały wciąż w epoce oświecenia – okresie szybkiego rozwoju nauk przyrodniczych. Przykładowo w 1753 r., po śmierci słynnego angielskiego przyrodnika sir Hansa Sloana, znaleziono w jego gabinecie opiłki rogu nosorożca. Według opisu sporządzonego przez naukowca miały przeciwdziałać truciznom.

Nosorożec jednorożcem

Przypisywanie podobnych cech rogom nosorożców i jednorożców wywołało żywą dyskusję wśród uczonych. Jedni twierdzili, że nosorożce są w rzeczywistości legendarnymi jednorożcami, inni – jak Ulisses Aldrovandi czy Konrad Gesner – że są to gatunki blisko spokrewnione. Mało kto podważał istnienie jednorożców w ogóle! Nawet w XIX wieku, gdy w Anglii wystawiono czaszkę nowo odkrytego nosorożca białego, naukowcy zastanawiali się, czy gatunek ten nie jest odmianą jednorożca! Łacińska nazwa indyjskiego nosorożca (Rhinoceros unicornis) zawiera słowo unicornis. W języku starożytnych Rzymian oznaczało właśnie jednorożca...

Dodając specyficzny róg, Dürer – świadomie lub nie – włączył się w tę dyskusję. Być może wierzył, że przywieziony przez Portugalczyków stwór jest mitycznym jednorożcem. Niewykluczone, że spiralny róg miał jedynie sygnalizować medyczne właściwości poroża zwierzęcia. Specyficzny kształt rogu na grzbiecie to oryginalny pomysł Dürera – nie występował w żadnym wcześniejszym opisie czy grafice (np. Giovanniego Giacomo Penniego z 1515 roku). Wierząc w bliskie pokrewieństwo stworzeń, czy wręcz widząc w nosorożcu prawdziwego jednorożca, artysta nie byłby wśród ludzi mu współczesnych odosobniony...

Epilog na dnie

Los nie okazał się szczęśliwy dla bohatera drzeworytu. Jeszcze w 1515 roku Manuel I wysłał nosorożca, słonia oraz jaguara jako prezent dla papieża Leona X. Już wcześniej monarcha uzupełniał bogatą menażerię biskupa Rzymu. W tym czasie portugalski król chciał wypromować w Europie swoje podboje i sukcesy na innych kontynentach. Egzotyczne zwierzęta miały mu w tym pomóc.

W drodze do Italii statek z nosorożcem zatrzymał się w marsylskim porcie. Tam na życzenie francuskiego dworu oglądał go król Franciszek I, który specjalnie przybył do miasta. Z Marsylii statek wyruszył do Rzymu. Niestety, w lutym 1516 roku podczas niespodziewanego sztormu rozbił się u wybrzeży Ligurii. Zamknięty w ładowni nosorożec utonął. Portugalczykom udało się wyłowić jego ciało, które odesłano do Lizbony. Według niektórych podań odarto je ze skóry, którą oprawiono i wypchano, by następnie wysłać do Rzymu. Martwy eksponat nie wywołał już takiego wrażenia w Italii, jak żywy w Lizbonie. Jego historia przetrwała dzięki drzeworytowi Dürera. Choć w jednorożce dziś już nikt nie wierzy, wciąż są wdzięcznym tematem dla popkultury.