Pełna nazwa dnia tygodnia nad godziną 12, powiększona data, elegancka stalowa koperta – skojarzenie z Day-Date pojawia się właściwie natychmiast. Tyle że im dłużej patrzę na ten zegarek, tym mniej mam ochotę wrzucać go do szuflady z kolejnymi tańszymi imitacjami Rolexa. Jack Mason wykonał bowiem kilka ruchów, które pokazują, że marka chce już grać we własną grę. Problem w tym, że wraz z ambicjami urosła również cena.
Prezydencki klimat jest tu całkiem oczywisty
Rolex Day-Date stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych zegarków świata między innymi dzięki charakterystycznemu okienku z pełną nazwą dnia tygodnia. Jack Mason wykorzystuje dokładnie ten sam pomysł kompozycyjny. Dzień znajduje się nad godziną 12, natomiast datę przeniesiono na godzinę 6.

Producent dodał też soczewkę powiększającą datę, lecz rozwiązał ją nieco ciekawiej. Jest okrągła i znajduje się pod szafirowym szkłem. Dzięki temu górna powierzchnia szkła pozostaje gładka, a lupa nie wystaje ponad jego powierzchnię. To detal, ale właśnie takie detale pozwalają Cantonowi Day-Date wyjść poza prostą zabawę w znajdź pięć różnic.
Sama koperta ma 41 mm średnicy, 48 mm długości lug-to-lug i 12 mm grubości. Wykonano ją ze stali nierdzewnej 316L pokrytej powłoką zwiększającą odporność na zarysowania. Zakręcana koronka i wodoodporność do 150 metrów sprawiają przy tym, że mamy do czynienia z czymś znacznie bardziej uniwersalnym niż typowy elegancki zegarek wyciągany z pudełka kilka razy w roku.
Tarcza pokazuje, że ktoś naprawdę się tutaj postarał
Zdecydowanie mocniejszym argumentem Cantona jest tarcza. Jack Mason zastosował wzór guilloché wykonywany poprzez precyzyjne frezowanie. Linie są obrabiane mechanicznie zamiast zwyczajnie odciskane na powierzchni. Efekt daje tarczy głębię i pozwala jej wyraźnie zmieniać charakter zależnie od padającego światła.

Na początek przygotowano trzy warianty kolorystyczne. Slate jest jasnoniebieski, Lagoon wpada w głęboki turkus, a Chocolate łączy brązową tarczę ze złotymi akcentami. I chyba właśnie brązowa wersja najlepiej pokazuje problem tego modelu – wygląda zdecydowanie drożej, niż sugerowałoby logo marki, która jeszcze kilka lat temu kojarzyła się przede wszystkim z przystępnymi cenowo zegarkami modowymi.
Coraz częściej widzę podobny kierunek wśród mniejszych producentów. Zamiast próbować wygrać niską ceną, dokładają lepsze mechanizmy, wykończenie i drobiazgi doceniane przez ludzi, którzy potrafią spędzić kwadrans na oglądaniu zapięcia bransolety. Jack Mason podąża właśnie tą drogą.
W środku też nie ma zegarkowej drobnicy
Za wskazaniami odpowiada automatyczna Sellita SW240-1 w wersji Top Grade. Mechanizm pracuje z częstotliwością 28 800 wahnięć na godzinę, wykorzystuje 26 kamieni i oferuje około 40 godzin rezerwy chodu. Jack Mason reguluje go w USA do deklarowanej dokładności +/-5 sekund na dobę.

Mechanizm można oglądać przez szafirowy dekiel. Producent zastosował również własny rotor w złotym kolorze inspirowany rogami longhorna oraz symbolem Lone Star, podkreślając teksańskie pochodzenie marki. Finalny montaż, testowanie i regulacja zegarków odbywają się w Stanach Zjednoczonych.
Bransoleta zwęża się z 20 do 16 mm i ma system mikroregulacji pozwalający zmieniać jej długość bez używania narzędzi. Można wybrać konstrukcję trzy- lub siedmiorzędową. I dobrze, bo przy zegarku mającym pełnić rolę codziennego towarzysza możliwość szybkiej regulacji jest dla mnie znacznie bardziej wartościowa niż kolejny ozdobny detal na deklu.
Tani Rolex? Przy tej cenie określenie tani trochę uwiera
Jack Mason Canton Day-Date kosztuje 1849 dolarów, czyli około 6 930 zł. To oczywiście niewielka część kwoty potrzebnej na zakup Rolexa Day-Date, lecz prawie 7 000 zł przestaje być terytorium spontanicznych zakupów.

Za podobne pieniądze można już przebierać w zegarkach uznanych szwajcarskich i japońskich producentów. Klient nie będzie więc wybaczał niedociągnięć wyłącznie dlatego, że Jack Mason jest mniejszą, ciekawą marką z Teksasu.
Z drugiej strony trudno zarzucić producentowi, że podniósł cenę i zostawił produkt niemal bez zmian. Dostajemy mechanizm Sellity w wysokiej klasie, regulację do +/-5 sekund na dobę, 150 metrów wodoodporności, szafirowe szkło i dekiel, zabezpieczoną stal, rozbudowaną bransoletę oraz naprawdę efektowną tarczę. Canton Day-Date ma więc czym bronić swojego rachunku.

Mam tylko wrażenie, że nazywanie go budżetowym odpowiednikiem Rolexa trochę mu szkodzi. Przyciąga uwagę, ale jednocześnie sprowadza ciekawy zegarek do roli zamiennika czegoś znacznie droższego. Jack Mason jest już na etapie, na którym powinien coraz rzadziej potrzebować takiego porównania. Canton Day-Date pokazuje, że producent jest blisko tego momentu.
