Osiem nowych modeli Roomba zapowiedzianych na 2026 rok wygląda jak próba szybkiego nadrobienia dystansu i uporządkowania oferty po bardzo trudnym okresie dla firmy. Po restrukturyzacji i przejęciu przez Picea marka wysyła prosty sygnał – nie zamierza żyć wyłącznie siłą własnej legendy. Chce znowu być realnym graczem w domowej robotyce, a nie wspomnieniem pionierskich czasów.
Więcej porządku w ofercie
Nowa gama jest szeroka, ale jej logika wydaje się dość czytelna. Na dole pojawia się Roomba 115 Combo, najtańszy z premierowych modeli, oraz kompaktowa Roomba Mini. Środek oferty tworzą roboty z rodziny Plus: 415, 515, 575, 615 i 675 Combo. Na szczycie stoją dwa modele Max: 715 Vac oraz 775 Combo. Łącznie daje to osiem urządzeń przygotowanych pod różne mieszkania, różne potrzeby i, co ważne, różne budżety.

Rynek robotów sprzątających zrobił się gęsty, a dla przeciętnej osoby różnica między pięcioma bardzo podobnie brzmiącymi modelami bywa trudniejsza do zrozumienia niż instrukcja składania taniej szafki. iRobot próbuje więc odpowiedzieć na prostsze pytania: ktoś ma małe mieszkanie i chce podstawowej automatyzacji, ktoś potrzebuje porządnego mycia podłóg, a ktoś inny chce, by robot w dużym domu przejął możliwie dużo obowiązków.
Nowe Roomba mają być również do 25% smuklejsze od wcześniejszych konstrukcji, dzięki czemu łatwiej zmieszczą się pod meblami i w ciaśniejszych fragmentach mieszkania. Część modeli ma radzić sobie z przestrzenią o prześwicie od około 9 cm. To brzmi niepozornie, ale każdy, kto widział robota zatrzymującego się przed niską komodą albo omijającego całą strefę pod kanapą, wie, że w codziennym użytkowaniu te centymetry mają znaczenie.
iRobot wyraźnie podnosi moc
W nowych modelach moc ssania ma sięgać 30 000 Pa, a w tańszych konstrukcjach zaczynać od 15 000 Pa. To mocny skok w porównaniu z wieloma wcześniejszymi Roombami i jasny ukłon w stronę obecnych oczekiwań rynku. Dziś nikt nie chce robota, który ładnie jeździ po pokoju, ale po spacerze psa i rozsypanych płatkach śniadaniowych zostawia za sobą pracę dla klasycznego odkurzacza.
Modele z wyższej półki dostają także rozbudowaną nawigację łączącą LiDAR i analizę obrazu wspieraną przez AI. To ma poprawiać omijanie przeszkód i planowanie sprzątania, szczególnie w bardziej „żywych” domach, gdzie podłoga rzadko wygląda jak folder dewelopera. Kable, legowisko psa, zabawki, ładowarka, kapcie przy łóżku – właśnie tam robot pokazuje, czy jest rzeczywiście inteligentny, czy tylko ambitnie zderza się z codziennością.
Wyżej pozycjonowane konstrukcje mają być też lepiej przygotowane do sierści. W modelach Max pojawiają się rozwiązania mające ograniczać plątanie włosów i poprawiać zbieranie zabrudzeń typowych dla domów ze zwierzętami. To akurat rozumiem bardzo dobrze, bo w segmencie robotów sprzątających „pet friendly” nie jest ozdobnym dopiskiem na pudełku. To jedna z najważniejszych realnych różnic między sprzętem, który pomaga, a takim, którego trzeba stale ratować od kłębów włosów na szczotce.

Mopowanie przestaje być dodatkiem
Najmocniej zmienia się jednak podejście do mycia podłóg. W modelach Roomba Plus 615 Combo, Plus 675 Combo i Max 775 Combo pojawia się mopowanie z użyciem podgrzanej wody, a w topowej wersji także ciśnieniowy gorący natrysk wstępny oraz funkcja Hotspot Mopping, czyli dokładniejsze zajmowanie się bardziej uporczywymi zabrudzeniami.
Roboty mopujące przez lata miały opinię sprzętu do szybkiego odświeżenia podłogi, a nie do faktycznego mycia. Przeciągnięcie lekko wilgotnej ściereczki po panelach potrafiło wyglądać dobrze w reklamie, ale w kuchni po gotowaniu albo przy wejściu po deszczu szybko kończył się entuzjazm.
W Roombie Max 775 Combo dochodzi do tego mopowanie wałkiem z technologią PerfectEdge, zaprojektowane z myślą o lepszym doczyszczaniu przy ścianach i w narożnikach. Stacja AutoWash ma natomiast opróżniać pojemnik na kurz, myć wałek gorącą wodą i suszyć go gorącym powietrzem. Brzmi znajomo dla osób obserwujących ostatnie premiery w tej kategorii, ale właśnie o to chodzi: iRobot nie może już pozwalać sobie na pozostawanie krok z tyłu w funkcjach, które stają się oczekiwanym wyposażeniem klasy premium.

Na razie ceny znamy z rynków zagranicznych i mogą się różnić w zależności od kraju. We Włoszech gama ma startować od 249 euro, czyli około 1060 zł. W Wielkiej Brytanii podawany jest zakres od 229 funtów, czyli około 1120 zł, do 799 funtów, czyli około 3915 zł za topową wersję. Dostępność zapowiadana jest od połowy 2026 roku, stopniowo na kolejnych rynkach.
Czy to wystarczy, by Roomba znów była pierwszym wyborem?
Tego jeszcze nie wiadomo. Same parametry nie sprzątają mieszkań, a liczby z konferencji potrafią wyglądać znacznie lepiej niż codzienna praca urządzenia pod stołem, obok dywanu i między krzesłami. Ale kierunek tej premiery jest rozsądny. iRobot nie udaje, że rynek nadal wygląda jak dekadę temu. Nowe Roomba są mniejsze, mocniejsze, bardziej świadome tego, że mopowanie stało się pełnoprawną funkcją, a nie dodatkiem do ulotki.
Robot sprzątający ma być cichym współlokatorem, który naprawdę przejmuje część obowiązków, a nie gadżetem, którego obecność zauważamy głównie wtedy, gdy domaga się interwencji. Jeśli nowe Roomba spełnią tę obietnicę w praktyce, iRobot może wrócić do gry.
