Tenways AGO Performance dobrze wpisuje się w te potrzeby. Marka, kojarzona dotąd przede wszystkim z ładnymi i rozsądnie wycenionymi e-bike’ami miejskimi, tym razem wchodzi na teren zajęty przez bardziej uznanych graczy. I robi to w sposób, który trudno zlekceważyć, bo sercem nowego modelu jest system Boscha, a nie autorskie rozwiązanie rozwijane gdzieś na uboczu rynku.
Bosch w środku oznacza mniej nerwów
W AGO Performance zastosowano centralny silnik Bosch Performance Line o momencie obrotowym 75 Nm oraz akumulator Bosch PowerTube 540 Wh. Producent deklaruje zasięg do 120 km, choć oczywiście taki wynik warto czytać z normalnym rowerowym sceptycyzmem. Temperatura, masa rowerzysty, wiatr, opony, tryb wspomagania i liczba podjazdów potrafią szybko sprowadzić katalogowe obietnice na ziemię. Nadal jednak 540 Wh w rowerze trekkingowo-miejskim daje przestrzeń na znacznie więcej niż tylko dojazd do biura i powrót do domu.
Ważny jest też cały ekosystem. AGO Performance korzysta z wyświetlacza Bosch Kiox 300 z pilotem LED Remote i jest zgodny z aplikacją Bosch eBike Flow. To oznacza dostęp do funkcji związanych z jazdą, danymi, personalizacją i łącznością, a w praktyce także większe poczucie, że rower nie zostanie po dwóch latach osierocony przez własną elektronikę. Bosch opisuje aplikację eBike Flow jako centrum swojego smart systemu, obejmujące m.in. planowanie tras, personalizację trybów jazdy, aktualizacje i śledzenie aktywności.
W segmencie e-bike’ów nie chodzi już wyłącznie o to, kto da większy akumulator albo mocniejszy silnik. Coraz częściej liczy się serwis, kompatybilność, dostępność części i zaufanie do systemu. Rower elektryczny za kilkanaście tysięcy złotych kupuje się inaczej niż lampkę na USB z promocji. Tu awaria elektroniki nie jest drobną irytacją, tylko problemem z codziennym transportem.
Pasek, Enviolo i mniej brudnych palców
Drugi mocny punkt AGO Performance to napęd. Tenways połączył pasek Gates CDX Carbon z bezstopniową piastą Enviolo CVT. W języku codziennego użytkownika oznacza to mniej smaru, mniej regulacji, cichszą pracę i możliwość płynnej zmiany przełożenia. To rozwiązanie szczególnie dobrze pasuje do roweru, który ma służyć nie tylko do weekendowych przejażdżek, ale też do jazdy przez miasto, podjazdów, ruszania spod świateł i wożenia rzeczy.

Można się zżymać, że rower robi się coraz bardziej złożonym urządzeniem, ale akurat w tym przypadku technika ma bardzo proste zadanie: zdjąć z użytkownika kilka nudnych obowiązków. Łańcuch w miejskim rowerze jest jak ekspres do kawy w biurze – wszyscy z niego korzystają, ale prawie nikt nie chce go czyścić. Pasek nie rozwiązuje wszystkich problemów świata, ale przy codziennym dojeżdżaniu jego sens widać bardzo szybko.
Na wyposażeniu znalazły się też hydrauliczne hamulce tarczowe Shimano, amortyzowany widelec, aluminiowa rama 6061, 29-calowe koła i opony odporne na przebicia. Maksymalna prędkość wspomagania wynosi 25 km/h, czyli zgodnie z europejskimi przepisami. Sam rower nie należy do piórkowych – masa netto to 26,95 kg, a z akcesoriami 29,5 kg. Winda, schody i ciasna piwnica od razu stają się więc częścią decyzji zakupowej.
Ten rower chce być codziennym narzędziem
AGO Performance ma ramę typu step-through, wewnętrzne prowadzenie przewodów i zintegrowane oświetlenie. Standardowy bagażnik MIK HD może przewieźć do 27 kg, a cały rower dopuszcza masę do 145 kg. To są te dane, które w opisach produktów często giną za słowami o stylu, a w życiu okazują się kluczowe. Bo jeśli e-bike ma naprawdę zastąpić część jazdy samochodem, musi poradzić sobie z torbą z laptopem, zakupami, sakwą, fotelikiem albo nagłą myślą, że po pracy można jeszcze podjechać kawałek dalej.
Podoba mi się w tym modelu to, że nie idzie w stronę sportowej pozycji i udawanej agresji. To raczej rower dla kogoś, kto chce jechać wygodnie, stabilnie i z poczuciem, że sprzęt nie wymaga ciągłej uwagi. Duże 29-calowe koła mają pomagać w stabilności i toczeniu na dłuższych trasach, a pozycja wygląda na bardziej wyprostowaną niż wyścigową. W świecie, w którym nawet miejski plecak potrafi dostać opis jak sprzęt ekspedycyjny, taka zwyczajna użyteczność zaczyna brzmieć całkiem odświeżająco.
Cena nie jest niska, ale konfiguracja zmienia rozmowę
Tenways AGO Performance kosztuje w Europie 3299 euro, czyli około 14 200 zł. W brytyjskiej sprzedaży model został wyceniony na 2999 funtów, a przy starcie pojawiła się informacja o rabacie 200 funtów. Na stronie producenta cena europejska obejmuje VAT i wysyłkę, a rower jest oferowany w kolorach Walnut Brown i Mineral Blue.

Czy to dużo? Oczywiście. Za taką kwotę można kupić bardzo porządny klasyczny rower, skuter albo sporo biletów miesięcznych. Ale e-bike’i z Boschem, paskiem Gatesa, piastą Enviolo i sensownym wyposażeniem zwykle nie są zabawkami z dolnej półki. Tenways próbuje tu wejść między marki postrzegane jako bardziej premium a tańsze rowery, które kuszą ceną, lecz czasem zostawiają użytkownika z pytaniem, kto właściwie zajmie się serwisem.
Tenways nie chce już być wyłącznie marką od ładnych, miejskich elektryków w rozsądnej cenie. Chce usiąść przy stole z producentami, którzy od lat budują zaufanie w segmencie trekkingowych e-bike’ów. I jeśli ten rower faktycznie zachowa obiecywaną wygodę, ciszę oraz prostotę obsługi, może być jedną z tych premier, które mówią o kierunku całego rynku.
Bo przyszłość roweru elektrycznego raczej nie będzie polegała na tym, że każdy model dostanie jeszcze większy ekran i kolejne tryby jazdy. Bardziej przekonuje mnie scenariusz, w którym e-bike staje się spokojnym, dopracowanym narzędziem do codzienności.
