Belgijski Ridley postanowił jednak podejść do tematu kompleksowo. Jego nowy Falcn RS 2.0 ma ramę ważącą zaledwie 705 g, a najlżejsza kompletna konfiguracja zatrzymuje wagę na poziomie 6,2 kg. Co ciekawe, zanim rower doczekał się oficjalnej premiery, został już sprawdzony podczas Tour de France 2026. Korzystali z niego zawodnicy Uno-X Mobility, w tym Torstein Træen, który jeździł na nowej konstrukcji podczas etapów górskich, mając na sobie żółtą koszulkę lidera.
Rama waży 705 gramów. Ridley odchudził właściwie wszystko
Falcn RS 2.0 jest następcą dobrze znanego modelu wyścigowego, ale zmiany wykraczają daleko poza kosmetyczne poprawki. Belgijscy inżynierowie przeprojektowali ramę, widelec i sztycę podsiodłową, zmniejszając łączną masę tych elementów o 12% w porównaniu z poprzednią generacją.
Sama karbonowa rama w rozmiarze M waży jedynie 705 g. Taki rezultat udało się osiągnąć między innymi poprzez zmianę układu warstw włókna węglowego i usunięcie nadmiaru materiału z miejsc, w których nie był konieczny do zachowania odpowiedniej wytrzymałości. Zoptymalizowano nawet mocowania tylnego hamulca.


Ważne jest jednak coś jeszcze. Ridley deklaruje, że pomimo redukcji masy zachowano sztywność boczną odpowiadającą aerodynamicznym rowerom wyścigowym. To istotne podczas intensywnego przyspieszania i jazdy na stojąco, kiedy konstrukcja musi skutecznie przenosić siłę generowaną przez kolarza.
W najlżejszej konfiguracji kompletny Falcn RS 2.0 waży zaledwie 6,2 kg w rozmiarze M, bez pedałów. To wynik niższy od regulaminowego minimum 6,8 kg obowiązującego w profesjonalnych wyścigach UCI.
Oczywiście zawodnicy muszą dostosować masę roweru do przepisów. Mimo wszystko robi to wrażenie, szczególnie jeśli przypomnimy sobie, że wiele współczesnych rowerów szosowych z hamulcami tarczowymi waży wyraźnie więcej.
Lekkość to dopiero część projektu. Falcn RS 2.0 ma być szybki również na płaskim
Ridley wykorzystuje w nowym modelu filozofię Aero-to-Weight, czyli połączenie niskiej masy z efektywnością aerodynamiczną. Projektanci uznali, że współczesny rower wyścigowy powinien sprawdzać się zarówno podczas długich podjazdów, jak i na szybkich odcinkach płaskich.
Dlatego rama otrzymała aerodynamicznie ukształtowane profile, a przewody całkowicie ukryto wewnątrz konstrukcji. Zastosowano także zintegrowany kokpit Forza Nimbus Pro, który ma ograniczać opór powietrza i ułatwiać przyjmowanie efektywnej pozycji podczas jazdy.
Ciekawym elementem jest również nowa sztyca podsiodłowa ważąca zaledwie 100 g. Inżynierowie przenieśli akumulator elektronicznego napędu Shimano Di2 ze sztycy do dolnej rury ramy, dzięki czemu mogli stworzyć lżejszą konstrukcję o bardziej aerodynamicznym kształcie.

Zmodyfikowano także geometrię. Kąt rury podsiodłowej wynosi teraz 76 stopni niezależnie od rozmiaru ramy, a dłuższy reach i wyższy stack mają zapewniać bardziej efektywną pozycję, przy jednoczesnym ograniczeniu nadmiernego zamknięcia bioder podczas pedałowania.
Karbonowe koła Mavic i elektroniczne Shimano Ultegra. Polska cena jest już znana
Ridley przygotował kilka konfiguracji nowego modelu. Wersja ze SRAM Force AXS waży według producenta 6,65 kg, natomiast odmiana z Shimano Ultegra Di2 osiąga 6,8 kg. Najlżejsza konstrukcja wymaga zastosowania jeszcze bardziej zaawansowanych i kosztownych komponentów.
W polskiej ofercie pojawił się Falcn RS 2.0 z elektronicznym napędem Shimano Ultegra Di2 2×12. Rower ma karbonowe koła Mavic Comete 50 z ceramicznymi łożyskami, opony Vittoria Corsa Pro Speed o szerokości 30 mm i siodełko Selle Italia SLR Racing Replica z karbonowymi prętami.
Producent przewidział możliwość montażu opon o szerokości do 35 mm, co pozwala lepiej dostosować rower do mniej idealnych nawierzchni i zwiększyć komfort podczas długich tras. Nie oznacza to oczywiście, że Falcn RS 2.0 staje się gravelem. Nadal jest konstrukcją szosową, której największą zaletą pozostaje szybkość.


Za wersję z Shimano Ultegra Di2 trzeba w Polsce zapłacić 34 399 zł. To kwota, przy której zakup roweru zaczyna wymagać podobnego namysłu jak wybór samochodu.
Czy taki rower ma sens poza profesjonalnym peletonem?
Ridley Falcn RS 2.0 pokazuje, jak bardzo zmieniło się współczesne kolarstwo szosowe. Jeszcze niedawno producenci wyraźnie oddzielali rowery przeznaczone do wspinaczki od aerodynamicznych konstrukcji na szybkie trasy. Dziś coraz częściej starają się połączyć obie charakterystyki w jednej maszynie.
Belgijski producent zrobił to wyjątkowo ambitnie, wykorzystując doświadczenia zawodników startujących na najwyższym poziomie. Z perspektywy entuzjasty kolarstwa taki rower może być spełnieniem marzeń, szczególnie jeśli liczy się każda sekunda na podjeździe.

Nie mam jednak złudzeń, że przeciętny rowerzysta w pełni wykorzysta możliwości tej konstrukcji. Przy rekreacyjnej jeździe większe znaczenie mogą mieć kondycja, wygoda i prawidłowe dopasowanie roweru niż kilkaset gramów różnicy w masie.
Mimo wszystko lubię obserwować podobne premiery. Pokazują, ile pracy można włożyć w dopracowanie pozornie prostej konstrukcji złożonej z dwóch kół, ramy i napędu.
A fakt, że Falcn RS 2.0 trafił najpierw na trasy Tour de France, a dopiero później do katalogu, dodaje mu charakteru. Chociaż za możliwość posiadania roweru podobnego do tego, na którym ścigają się zawodowcy, trzeba zapłacić naprawdę sporo.
