Kłopot zaczyna się podczas zakupów. Rama ma określoną średnicę rury podsiodłowej, wewnątrz może ograniczać nas jej konstrukcja, dochodzi wzrost rowerzysty, wysokość siodła i potrzebny skok sztycy. Czasem wymarzony model okazuje się po prostu o kilka centymetrów za długi. Crankbrothers postanowił zaatakować właśnie ten problem i przygotował nową generację Highline w aż 33 konfiguracjach. Zamiast wymagać od rowerzysty dopasowania się do części, daje mu wyjątkowo dużo możliwości dobrania części do roweru.
33 wersje brzmią jak przesada. W tym przypadku mają jednak sens
Nowy Highline występuje w czterech średnicach: 27,2, 30,9, 31,6 oraz 34,9 mm. W zależności od wariantu dostępny skok rozciąga się od 60 aż do 230 mm. Dzięki temu jedna rodzina produktów może trafić zarówno do bardziej klasycznych konstrukcji z węższą rurą podsiodłową, jak i nowoczesnych rowerów trailowych czy enduro, w których długi dropper jest już właściwie standardem.

Mam wrażenie, że właśnie takie podejście jest dziś bardziej użyteczne niż dokładanie kolejnego efektownego mechanizmu, którego większość właścicieli nigdy nie wykorzysta. Przy sztycy regulowanej kilka milimetrów potrafi zdecydować, czy uda się wykorzystać pełny skok. Szczególnie w mniejszych ramach miejsca wewnątrz rury podsiodłowej często brakuje szybciej, niż sugerowałby katalog.
Crankbrothers zmniejszył więc głębokość potrzebną do wsunięcia Highline w ramę. Pomógł w tym nowy, znacznie mniejszy dolny mechanizm uruchamiający. Sam element jest mniej więcej o połowę mniejszy od stosowanego wcześniej, a wysokość konstrukcji nad obejmą została ograniczona do 45 mm. Kilka milimetrów tutaj i kilka centymetrów głębiej w ramie może ostatecznie oznaczać możliwość zastosowania sztycy o większym skoku.

Skok można jeszcze dopasować po zakupie
Producent zostawił dodatkowy margines na sytuację, w której matematyka podczas zakupów okaże się trochę zbyt optymistyczna. W modelach o średnicy 30,9, 31,6 i 34,9 mm skok można wewnętrznie zmniejszyć nawet o 20 mm, w krokach co 5 mm. Regulacja nie wymaga całkowitego wyjmowania sztycy z roweru i ma być możliwa przy użyciu niewielkiej liczby narzędzi.

Wyjątkiem są warianty 27,2 mm, a także najkrótsze wersje 60 i 80 mm. Węższy Highline wykorzystuje inną konstrukcję hydrauliczną i nie oferuje regulowanego skoku.
To rozwiązanie doceniłabym szczególnie przy zmianie ramy albo siodła. Rowerowe ustawienia lubią ewoluować. Człowiek przesuwa siodło, zmienia pedały, po sezonie odkrywa wygodniejszą pozycję i nagle część, która wcześniej pasowała idealnie, wymaga drobnej korekty. Możliwość skrócenia skoku o 5 czy 10 mm daje trochę przestrzeni na takie eksperymenty bez kupowania kolejnej sztycy.

Mniej komplikacji w środku
Nowa konstrukcja korzysta z uszczelnionego kartridża emulsyjnego, w którym pracuje mieszanina gazu i oleju. Crankbrothers zdecydował się na stałą, szybszą prędkość powrotu. Firma deklaruje również lżejszą pracę manetki oraz szybszą reakcję mechanizmu. Wersja 27,2 mm korzysta ze wspomnianego wcześniej hydraulicznego kartridża IFP.
Sama sztyca wykonana jest z aluminium 7075-T6. Przewód poprowadzono wewnątrz ramy, a w zestawie znajduje się linka i pancerz Jagwire. Zmieniono też dwupunktowe mocowanie siodła, zachowując rozwiązanie z odchylanym tylnym elementem, które upraszcza montaż i regulację.

Producent daje pięć lat gwarancji. I ten parametr interesuje mnie w dropperze bardziej niż obietnica urwania kolejnych kilkunastu gramów. Regulowana sztyca pracuje w błocie, kurzu i wodzie, wielokrotnie wykonując ten sam ruch podczas jednej jazdy. Jeżeli producent chce przekonać klientów, że przebudowana konstrukcja jest trwalsza, długi okres gwarancyjny stanowi całkiem konkretny argument.
Około 1080 zł i jeszcze trzeba doliczyć manetkę
Wszystkie warianty nowego Highline wyceniono jednakowo na 249,99 euro, czyli około 1 080 zł. Manetka sterująca jest sprzedawana osobno.

Nie będzie więc trudno znaleźć tańsze sztyce regulowane, a konkurencja w tej kategorii jest dziś wyjątkowo mocna. Crankbrothers ma jednak argument, którego nie da się łatwo pokazać na efektownym zdjęciu produktu: możliwość bardzo precyzyjnego dopasowania. Przy 33 kombinacjach średnicy i skoku oraz dodatkowej regulacji części wariantów szansa na trafienie w odpowiednie wymiary jest po prostu duża.
Kolejne rowerowe komponenty coraz częściej walczą o uwagę egzotycznymi materiałami i minimalnymi oszczędnościami masy. Tutaj więcej pracy włożono w coś znacznie bardziej praktycznego – żeby sztyca rzeczywiście zmieściła się w rowerze i pozwoliła wykorzystać możliwie duży skok.
