I od razu pojawia się pytanie, którego trudno nie zadać: czy szosie naprawdę potrzebne jest aż tyle mocy? Nowy Megamo Upon ma być pierwszym elektrycznym rowerem szosowym z silnikiem Avinox M2S, zdolnym do osiągania 1500 W mocy szczytowej i 150 Nm momentu obrotowego. Formalnie rower pozostaje zgodny z przepisami dla e-bike’ów, bo ciągła moc wspomagania wynosi 250 W, a wsparcie kończy się przy 25 km/h. Ta różnica między papierową legalnością a odczuwalną siłą jest tu jednak bardzo istotna. 1500 W nie oznacza jazdy jak skuterem po ścieżce rowerowej, ale może oznaczać bardzo szybkie dojście do limitu wspomagania, zwłaszcza na stromym podjeździe.
Szosa lubi lekkość, a tu wjeżdża potężny silnik
W świecie rowerów szosowych każdy gram potrafi urastać do rangi problemu egzystencjalnego. Bidon jest za ciężki, owijkę można zmienić na lżejszą, a dyskusje o kołach bywają dłuższe niż sama jazda. Dlatego zestawienie karbonowej szosy z napędem, który ma rodowód z mocnych e-MTB, brzmi trochę jak spotkanie dwóch odmiennych temperamentów.

Megamo próbuje to pogodzić karbonową ramą Super Light, szosową geometrią, zintegrowanym kokpitem i baterią 600 Wh ukrytą w ramie. Deklarowany zasięg wynosi od 70 do 120 km, a docelowa masa kompletnych wersji ma zaczynać się poniżej 14 kg. Jak na rower z tak mocnym układem wspomagania, to nadal wynik, który wielu osobom wyda się zaskakująco rozsądny. Sam silnik M2S waży według danych 2,6 kg, czyli więcej niż lżejsze układy często spotykane w elektrycznych szosach, ale w zamian oferuje zupełnie inny poziom wsparcia.
Mam jednak wrażenie, że właśnie tu zaczyna się prawdziwy spór o charakter takiego sprzętu. Klasyczna elektryczna szosa miała przez lata maskować swoją elektryczność. Miała wyglądać niemal zwyczajnie, pomagać płynnie i zostawiać kolarzowi poczucie, że to nadal on wykonał większość pracy. Upon przesuwa akcent w stronę roweru, który nie wstydzi się zapasu mocy. Nawet jeśli jest on przycięty regulacjami, sama świadomość takiego potencjału zmienia odbiór maszyny.
Moc na podjazdach, czyli argument, który trudno zbyć
Megamo tłumaczy, że silnik został zestrojony pod jazdę po asfalcie. Chodzi o uniknięcie gwałtownego uderzenia momentu obrotowego przy niskiej kadencji i o bardziej długotrwałe, równe wsparcie na podjazdach. To brzmi rozsądnie, bo szosa nie potrzebuje reakcji typowej dla technicznej ścieżki w górach, gdzie chwilowy strzał mocy pomaga przeskoczyć kamień albo korzeń. Na asfalcie ważniejsza jest przewidywalność.
Rower ma też dłuższy reach, niżej osadzony suport i miejsce na opony do 42 mm. Fabrycznie pojawiają się tu szerokie Vittoria Corsa Pro Control 42c, co dobrze pokazuje, że projektanci myśleli nie tylko o samej watomanii, ale też o kontroli. Przy takim momencie obrotowym wąska, nerwowa szosa mogłaby dawać więcej emocji, niż większość użytkowników chciałaby mieć na mokrym zakręcie.

Rozumiem ten kierunek, zwłaszcza z perspektywy osób, które kochają długie trasy, ale coraz częściej wybierają krótszy wariant, bo przewyższenia zaczęły odbierać radość. Elektryczna szosa z mocnym wsparciem może przedłużyć kolarskie życie w bardzo praktycznym wymiarze. Może też sprawić, że grupa znajomych o różnej kondycji nadal będzie jeździć razem. To nie jest błahy argument. Sport amatorski rzadko kończy się przez brak ambicji. Częściej przez kolano, pracę, wiek, regenerację i zwykłe zmęczenie codziennością.
Trzy wersje i ceny, które studzą zapał
Megamo Upon pojawi się w trzech wariantach. Najtańszy Upon 20 korzysta z silnika Avinox M2 o mocy szczytowej 1100 W i momencie 125 Nm, a do tego ma mechaniczny napęd Shimano 105 1x. Cena wynosi 3999 euro, czyli około 17 000 zł. Wyżej stoją wersje z mocniejszym Avinox M2S: Upon 15 CW z Shimano 105 Di2 za 5999 euro, czyli około 25 600 zł, oraz Upon 05 z Shimano Ultegra Di2 za 6499 euro, czyli około 27 700 zł.

Za takie pieniądze kupuje się już bardzo dobry rower szosowy bez wspomagania, solidny gravel z osprzętem z wyższej półki albo e-bike’a, który nie próbuje udawać sportowej maszyny. Upon trafia więc w dość konkretną grupę: ludzi, którzy wiedzą, czego chcą od jazdy szosowej, ale nie chcą już udawać, że każda górka musi być sprawdzianem.
Elektryczna szosa dorasta, ale może też przesadzić
Megamo Upon jest ciekawym znakiem czasu. Pokazuje, że elektryfikacja szosy przestaje być wyłącznie dyskretnym dodatkiem dla tych, którzy chcą lekko podciągnąć swoje możliwości. Coraz częściej będzie to osobna kategoria sprzętu, z własną filozofią jazdy, geometrią, oponami, bateriami i sposobem korzystania z mocy.

Jednocześnie trudno mi pozbyć się lekkiego sceptycyzmu. W kolarstwie bardzo łatwo zamienić pomoc w kolejny wyścig na parametry. Więcej watów, więcej niutonometrów, większa bateria, większy zasięg. Po chwili można zapomnieć, że szosa miała w sobie coś prostego: rytm, oddech, drogę i własne tempo. Upon nie musi tego odbierać, ale wymaga rozsądku. Moc, nawet ograniczona przepisami, nadal zmienia zachowanie roweru i oczekiwania wobec jazdy.
Dlatego widzę w Megamo Upon sprzęt fascynujący, ale nie dla każdego. Dla jednych będzie przesadą zapakowaną w karbon. Dla innych – sposobem, by nie rezygnować z długich tras, gór i jazdy z mocniejszymi znajomymi.
