Wheels Manufacturing pokazało Hootin Hauler Starter Kit, czyli modułową platformę montowaną pod koszykiem na bidon. W podstawowym zestawie znajduje się baza oraz Trail Scraper, narzędzie do usuwania błota i brudu z miejsc, w które palce wchodzą niechętnie, a patyk z pobocza bywa zbyt gruby, zbyt kruchy albo po prostu nie istnieje. Cena wynosi 15 dolarów, czyli około 55 zł.
Mała rzecz na wielkie lepienie
Hootin Hauler nie jest narzędziem, które będzie potrzebne na każdej przejażdżce. W słoneczny dzień, na suchej szutrówce i z kawą po drodze można o nim zapomnieć. Jego sens ujawnia się wtedy, gdy rower zaczyna zbierać teren jak ciasto na wałek. Błoto wchodzi w kółka przerzutki, hamulce, okolice korby, opony i kasetę. Najpierw tylko szura. Potem zaczyna spowalniać. Na końcu jazda zmienia się w marsz z rowerem, który nagle waży więcej niż powinien.
Trail Scraper powstał właśnie na takie sytuacje. To skrobak do czyszczenia zaklejonych elementów napędu i hamulców, szczególnie tam, gdzie zwykłe przeciągnięcie ręką nic nie da. Każda osoba, która choć raz próbowała wydłubywać lepką ziemię z przerzutki przypadkowym patykiem, rozumie, że to wcale nie jest fanaberia dla maniaków gadżetów.

Pod bidonem kryje się mały warsztat
Najsprytniejszy w Hootin Haulerze wydaje mi się nawet nie sam skrobak, lecz baza. Montuje się ją pod większością koszyków na bidon albo w wolnych otworach montażowych ramy. Z zewnątrz to niewielki element, ale pomysł jest szerszy: ma być punktem zaczepienia dla różnych akcesoriów, które można dopasować do własnego stylu jazdy.
Wheels Manufacturing udostępnia darmowe pliki do druku 3D. Wśród gotowych projektów są między innymi uchwyty na łyżki do opon, mocowania na naboje CO2, tuby na drobiazgi i rozwiązania pod narzędzia do naprawy opon bezdętkowych. Sama baza ma dwa boczne punkty montażowe oraz środkowe mocowanie na pasek o szerokości 1 cala, choć pasek nie jest częścią zestawu.
To akurat ciekawy zwrot w rowerowych akcesoriach. Przez lata wiele dodatków działało według zasady: kup gotowy element, dopasuj się do niego i miej nadzieję, że producent przewidział twoje potrzeby. Tu więcej miejsca zostawiono użytkownikowi. Kto ma drukarkę 3D, dostęp do makerspace’u albo ochotę zamówić wydruk, może zbudować sobie własny mały organizer na trasę. Kto lubi majsterkować, dostaje pretekst, by wymyślić uchwyt pod swój konkretny zestaw awaryjny.

Open source w rowerze, czyli kontrolowana samowola
W rowerach coraz częściej widzę dwa równoległe trendy. Z jednej strony wszystko staje się bardziej zamknięte, zintegrowane i dopasowane do jednego standardu. Linki chowają się w sterach, kokpity są jednoczęściowe, części bywają piękne, ale mniej wdzięczne w serwisie. Z drugiej strony rośnie grupa osób, które chcą mieć wpływ na własny sprzęt. Nie tylko wybrać kolor owijki, ale naprawdę zmienić sposób, w jaki rower działa w terenie.
Hootin Hauler wpisuje się w tę drugą potrzebę. Jest trochę jak rowerowy odpowiednik pustej szufladki, do której każdy wkłada coś innego. Jedna osoba zabierze CO2 i narzędzie do kołkowania opon. Inna dołoży małą tubę na zapasowe ogniwo, łatki albo rękawiczki. Ktoś jeszcze wydrukuje coś dziwnego, brzydkiego i genialnego, bo dokładnie tego brakowało mu na ostatniej trasie.
Oczywiście, w tym pomyśle jest też odrobina rowerowego szaleństwa. Nie każdy chce projektować uchwyty, dobierać o-ringi i zastanawiać się, czy wydruk przetrwa wibracje. Dla wielu osób zwykła podsiodłówka nadal będzie prostsza. Tyle że gravel i bikepacking od dawna karmią się taką drobną zaradnością. Tu każdy centymetr ramy może stać się miejscem na coś, co kiedyś uratuje nas z kłopotów.

Hootin Hauler to nie kolejny element, który obiecuje zmienić jazdę. To raczej niedrogie zaproszenie do lepszego uporządkowania rzeczy, które i tak wielu rowerzystów wozi po kieszeniach, torbach i gumowych paskach na ramie.
Najwięcej sensu widzę tu dla osób jeżdżących po mokrych szutrach, dłuższych trasach poza miastem, gravelowych maratonach i bikepackingowych wyjazdach. W miejskim rowerze do kawiarni będzie to raczej ciekawostka. W rowerze, który regularnie spotyka błoto, piach i awarie z dala od sklepu rowerowego, może stać się jednym z tych dodatków, o których nie myśli się codziennie, ale bardzo się je docenia w najgorszym momencie.
