W naszej wyobraźni i pamięci historycznej trudno o dwa elementy bardziej od siebie odległe niż „I Rzeczpospolita” i „kolonializm”. Gdy mówimy o koloniach, automatycznie na myśl przychodzą nam zamorskie posiadłości Hiszpanii, Portugalii czy Anglii. Jesteśmy natomiast przekonani, że Polska kolonii nie miała i mieć nie chciała. To złudzenie wynikające z faktu, że mocarstwa zachodnie koncentrowały się na ekspansji morskiej, tymczasem Polska z uwagi na położenie budowała swe imperium drogą ekspansji lądowej, w czym przypominała Rosję (co znamienne, nazwanie Rosji imperium kolonialnym nie budzi już szczególnego sprzeciwu). Polska również miała kolonie i dzisiaj nazywa się je Kresami.

Unia lubelska z 1569 roku jest aktem kolonialnym w mocnym i dosłownym tego słowa znaczeniu. W jej ramach nie tylko połączono Koronę Polską i Księstwo Litewskie w jeden organizm państwowy, ale również oderwano od Litwy 4 województwa – wołyńskie, kijowskie, bracławskie i podolskie – przyłączając je do Polski. Do roku 1648, kiedy to powstanie Chmielnickiego przetrąca kręgosłup polskiego projektu kolonialnego, na Ukrainę napływają intensywnie polscy osadnicy. W czasie tych kilku dekad wzrost elementu etnicznie polskiego na tych terenach waha się od kilkudziesięciu do kilkuset procent. Proces ten w szczegółach opisał historyk Henryk Litwin.

W tym samym okresie w polskim piśmiennictwie społeczno- politycznym pojawiają się dyskusje na temat możliwego wykorzystania nowych posiadłości na Kresach. Termin „kolonie” oraz porównania do zamorskich posiadłości zachodnich potęg są tam otwarcie obecne. Tak na przykład Piotr Grabowski, proboszcz parnawski i pisarz polityczny z przełomu XVI i XVII wieku, pisał w dziele „Polska Niżna (bo tak autor nazywał Ukrainę – J.S.) Albo Osada Polska”: „Owa zgoła ta Polska Niżna nic inszego nie będzie, iedno nowe Coloniae Polskie, iako też czytamy inne państwa przed laty Coloniae swe miewały, gdzie przyjemnożeni synowi koronni przyrodzonym rzemiosłem swym rycerskim majętności sobie z nieprzyjaciół Ojczyzny swey nabywać będą (podkreślenie – J.S.)”. Grabowski nie był w swych dywagacjach osamotniony. Wtórowali mu m.in. Stanisław Orzechowski, Szymon Starowolski czy Jan Wielopolski. Uznanie polskiego panowania nad Kresami za przedsięwzięcie kolonialne nie jest więc sformułowaną dzisiaj interpretacją, ale raczej rekonstrukcją sposobu myślenia ówczesnych pisarzy i polityków polskich.

Polskie elity czerpały wymierne korzyści materialne z panowania nad Ukrainą porównywalne do zysków państw zachodnich z handlu z zamorskimi koloniami. Świadczą o tym gigantyczne – największe w Rzeczypospolitej – fortuny kresowych magnatów. Relacje z rdzenną ludnością ruską, zniewoloną przez pańszczyznę, do złudzenia przypominają relacje np. południowoamerykańskich latyfundystów z ich niewolnikami. Doskonale zrekonstruował to i przedstawił w książce „Trójkąt ukraiński” francuski historyk Daniel Beauvois.

 

Co ciekawe, można powiedzieć, że mieliśmy nawet naszych Murzynów (Czarnych), bo przecież rdzenną ludność Ukrainy (ruskie chłopstwo) nazywano od XVII w. „czernią”. To wszystko układa się w wyraźny obraz kolonialnej natury polskiego panowania nad Ukrainą. Historia Polski jest specyficzna, ponieważ dwa wieki później ona sama staje się ofiarą kolonizacji. Konflikt między Polską a Rosją, tlący się z bardziej intensywnymi epizodami od pierwszej połowy XVII wieku aż do rozbiorów, to nic innego jak zderzenie dwóch kolonialnych potęg, aspirujących do kontroli nad tym samym obszarem wschodnich rubieży Europy Środkowo-Wschodniej. Rosja tę konkurencję wygrywa, podporządkowując sobie ostatecznie nie tylko sporne terytoria, ale również swoją konkurentkę – Polskę.

W naszej zbiorowej świadomości historycznej mocno obecne jest poczucie krzywdy, wyrządzonej nam przez zaborców, połączone z wyparciem krzywd, które my sami wyrządziliśmy na Kresach. Ukraińcy odbierają to oczywiście inaczej, stąd powracające konflikty wokół postaci historycznych (Chmielnicki, Bandera), kluczowych wydarzeń (powstania chłopskie na Ukrainie, obrona Lwowa w 1920 roku, relacje polsko-ukraińskie w czasie drugiej wojny światowej) oraz miejsc pamięci (cmentarz Łyczakowski, pomniki upamiętniające działania UPA oraz akcję Wisła, polskie zabytki itp.). Brak rozliczenia z polskim kolonializmem kresowym to jedna z ważniejszych luk w naszej zbiorowej pamięci oraz polityce historycznej.