Wyobraź sobie, że znajdujesz się w dusznym i niskim pomieszczeniu. Wokół ciebie panuje półmrok, w którym zarysowują się postacie młodych mężczyzn zastygłych w jakimś niespokojnym oczekiwaniu. Ciężkie i zatęchłe powietrze, którym oddychasz, jest przesycone zapachem solonej wołowiny, fasoli i ludzkiego potu. Grobową ciszę zakłóca co chwila przenikliwe jęczenie drewnianej konstrukcji, nad którą znęca się wiatr i morskie fale. Niebawem odpalisz salwę burtową z wojennego okrętu. A jeszcze trzy miesiące temu prowadziłeś hulaszcze życie w portowych miastach południowej Anglii.

W szponach werbownika

Co jakiś czas zaciągałeś się na któryś z transportowców, by trochę zarobić, a potem wszystko przepijałeś w tawernach. Podczas jednej z takich nocnych hulanek spotkałeś bardzo miłego człowieka, który ochoczo stawiał ci kolejne piwa. Rozmawialiście sobie wesoło o życiu wilków morskich. Ale po jakimś czasie, gdy w twojej głowie alkohol zaczynał robić swoje, rozmowa z tym przyjaznym i szczodrym mężczyzną coraz bardziej zaczęła dryfować w stronę polityki. Po krótkim czasie połowa tawerny – łącznie z tobą – była owładnięta pijackim antyfrancuskim amokiem. Wszyscy wykrzykiwali wiwaty na cześć Royal Navy i złorzeczyli wschodzącej gwieździe francuskiej polityki: Napoleonowi. Dalej już nic nie pamiętasz.

Następnego dnia rano zbudził cię krzyk oficera pokładowego. Zaganiał ciebie i jeszcze kilku innych półprzytomnych nieszczęśników do pracy. Tych, którzy się ociągali, częstował solidnym batem przez plecy. Ponad waszymi głowami łopotały żagle rozpięte na trzech masztach, czyli byliście już na morzu. W oddali znikały budynki Portsmouth, a wraz z nimi całe twoje młodzieńcze życie. Próbując odzyskać przytomność po wczorajszej pijatyce, przechyliłeś się przez nadburcie. Potwierdzają się najgorsze twoje przypuszczenia: w pijackim zwidzie podpisałeś kontrakt na służbę w Królewskiej Marynarce! Pod twoimi stopami, wzdłuż całej burty, ciągnęły się trzy rzędy ambrazur – otworów strzelniczych, przez które w razie potrzeby wystawiano złowieszcze nosy dział pokładowych. Stałeś się członkiem załogi okrętu liniowego: wojennego potwora z przełomu XVIII i XIX w., który mógł wypluwać z każdej ze swoich burt dosłownie żelazny grad kul armatnich.

Najeżeni działami

Tak w 1798 r. mógł wyglądać początek służby w eskadrze admirała Horatio Nelsona, której zadaniem było pilnowanie francuskiej floty w Tulonie. Wywiad brytyjski donosił, że Napoleon coś szykuje. Nie było jednak pewności, jaki jest jego plan: inwazja na Wyspy Brytyjskie, rejs do angielskich posiadłości w Indiach czy może atak na Turcję? Okręty Nelsona czuwały. Nazwa „okręt liniowy” pochodzi od sposobu prowadzenia morskich bitew, który upowszechnił się wraz z końcem XVII w. Wcześniej podstawową metodą pokonania przeciwnika był abordaż, a więc przejęcie wrogiej jednostki w drodze bezpośredniego starcia. Z czasem, gdy metalurgia europejska zaczęła stać na coraz wyższym poziomie i powstawały pierwsze manufaktury, artyleryjskie uzbrojenie okrętów zaczęło pozwalać na „rozniesienie” przeciwnika przy pomocy samych dział. A gdzie na statku zmieści się najwięcej stanowisk działowych? Ani na wąskiej rufie, ani tym bardziej na dziobie. Takim miejscem są oczywiście burty, które w pierwszej połowie XVIII w. najeżyły się działami.

Na trzech pokładach największych statków liniowych znajdowało się od 78 do 120 dział. Najcięższe 36-funtówki były ustawiane na najniższym pokładzie działowym, tuż nad linią wody, co poprawiało stabilność okrętu. Jedno takie działo było obsługiwane przez 15 osób. Wyżej, na pokładzie środkowym, znajdowały się 24-funtówki i w końcu lekkie działa 16-funtowe na górnym pokładzie działowym. Zatem przeciętny okręt liniowy dysponował arsenałem od 30 do 50 dział na każdą burtę. Na wszystkich pokładach liniowca przebywało ok. 900 osób, w tym 150 żołnierzy piechoty morskiej. Najbardziej zatłoczony był dolny pokład działowy, na którym wspólnie spało i jadło ok. 450 osób. Poniżej linii wody znajdowały się ładownie oraz stanowisko chirurga. W czasie bitwy opatrywał on rannych marynarzy, a w razie potrzeby dokonywał amputacji kończyn, pokiereszowanych kulami lub odłamkami okrętu.

Huk, chłosta i choroby