Sam, nie samotny

Żyjemy w erze paradoksu: wynosimy na piedestał niezależność, ale boimy się alienacji; zachwyciliśmy się mediami społecznościowymi z ich ekshibicjonistycznym modus operandi, ale skrycie znów marzymy o prywatności. Od końca lat 50. XX wieku światowa populacja zwiększyła się dwa razy, a McLuhanowska wizja „globalnej wioski” (o której kanadyjski teoretyk komunikacji pisał w 1962 r.) przerosła najśmielsze oczekiwania medioznawców, psychologów i pisarzy science fiction. Nigdy nie byliśmy powiązani tak szeroką siecią kontaktów jak dzisiaj – mamy telefony komórkowe, tablety, komputery. Myślące są już nawet domowe urządzenia: lodówka zamawia mleko, którego brakuje, a klimatyzacja automatycznie dopasowuje nam temperaturę pomieszczenia. Czy to źle? Niekoniecznie. Ale też oznacza, że właściwie rzadko bywamy dziś sami. A jeśli nawet nam się to zdarza, szybko tę samotność próbujemy zagłuszyć, dzwoniąc do przyjaciółki, czytając newsy na smartfonie czy nawet robiąc zdjęcia obiadu, które później wylądują na Instagramie i Facebooku.

„Dla naszego zdrowia psychicznego bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy dziś samotności” – pisała w 1993 r. w miesięczniku „Psychology Today” psycholożka Ester Bucholtz, robiąc jednocześnie rozróżnienie między samotnością pozytywną, bo wynikającą z wyboru, a negatywną, czyli np. izolacją. Jednym z najlepszych sposobów praktykowania pozytywnej samotności mają być właśnie podróże solo. „Tylko kiedy w nieznanym punkcie na świecie poczujemy się naprawdę dobrze sami ze sobą, będziemy w stanie stać się dobrymi towarzyszami dla innych” – podkreślała Bucholtz.

Dlaczego? Bo każdy człowiek potrzebuje w życiu komfortu odosobnienia. Im więcej w nas pokładów własnej niezależności, tym bardziej wyrozumiałymi, pełnymi szacunku partnerami staniemy się dla innych. Psychologicznych korzyści z wojaży solo jest więcej – uczymy się odpowiedzialności i samowystarczalności. Testujemy swoje możliwości, bo jesteśmy zdani tylko na siebie. Poznajemy lepiej swoje nowe fascynacje, bo nie ma z nami nikogo, kto może nam tę wiedzę zburzyć swoją podpowiedzią. Mierzymy się wreszcie z prawdziwymi i ukrytymi lękami, które musimy pokonać, bo przecież nie ma z nami nikogo, kto zabiłby za nas pająka, rozłupał kokos, napompował rower czy zmienił koło w samochodzie. Samotna podróż zwiększa zaufanie do własnej intuicji, którą w codziennym życiu zagłuszają rady rodziny, przyjaciół czy oceny i naciski społeczeństwa. Jesteśmy nadzy przed światem i po raz pierwszy spotykamy się z nim jak równy z równym.