powrót
Focus na życie w dobrym stylu
  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie

Focus na życie w dobrym stylu. Lifestyle'owy magazyn o zdrowiu, domu, podróżach, kulturze i relacjach - codziennie o tym, co realnie wpływa na jakość życia.

FacebookPlatforma XYoutubeInstagram

Nasze tematy

  • Najnowsze
  • Aktywność
  • Dom i ogród
  • Moda i uroda
  • Zdrowie
  • Parenting
  • Podróże
  • Kultura
  • Promocje
  • Styl życia
  • Pupile
  • Nauka

Redakcja

  • Polityka prywatności
  • Redakcja
  • Kontakt

© 2026 focus.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.

theprotocol.it
Zdrowie

Samo mówienie o traumie nie zawsze pomaga. I może wreszcie przestaniemy udawać, że to takie proste

Przez lata nauczyliśmy się mówić o terapii trochę tak, jakby była rozmową, która w końcu musi przynieść ulgę. Wystarczy trafić na odpowiednie pytanie, nazwać winę, rozbroić wstyd, opowiedzieć wszystko jeszcze raz – i coś powinno puścić. Mam wrażenie, że w tym myśleniu jest sporo dobrej woli, ale też pewna przemoc optymizmu. Bo dla części osób po traumie samo zrozumienie, że nie ponoszą winy, nie wystarcza.

M
Monika Wojciechowska
1h temu·4 minuty·
Samo mówienie o traumie nie zawsze pomaga. I może wreszcie przestaniemy udawać, że to takie proste

Mężczyzna z depresją – zdjęcie poglądowe /Fot. Freepik

Chcesz czytać więcej treści jak „Samo mówienie o traumie nie zawsze pomaga. I może wreszcie przestaniemy udawać, że to takie proste"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google

Głowa może przyjąć argument, a ciało i emocje nadal zostają w miejscu, w którym wydarzyło się coś nie do uniesienia. Nowe badanie nad PTSD pokazuje, dlaczego tak może być. Nie chodzi o brak starań pacjenta, opór wobec leczenia ani o to nieszczęsne, protekcjonalne trzeba bardziej się otworzyć. U części osób z zespołem stresu pourazowego problem może leżeć głębiej – w sposobie, w jaki mózg próbuje aktualizować przekonania o sobie po traumie.

Trauma potrafi przykleić winę do człowieka

PTSD kojarzy się najczęściej z koszmarami, flashbackami, napięciem, nagłym przyspieszeniem serca albo trudnością z oddychaniem, gdy coś przypomni o traumatycznym wydarzeniu. To jednak tylko część obrazu. Bardzo często pojawiają się też przekonania, które są dla człowieka niemal jak wewnętrzny wyrok: zasłużyłam na to, mogłam temu zapobiec, coś jest ze mną nie tak, świat jest niebezpieczny, ludziom nie można ufać.

W terapii poznawczej pracuje się właśnie z takimi myślami. Terapeuta pomaga je podważać, sprawdzać, szukać innych interpretacji. W przypadku napaści pytanie może brzmieć: kto faktycznie podjął decyzję o przemocy? Przy poczuciu winy: czy odpowiedzialność naprawdę leży po stronie osoby skrzywdzonej? To podejście ma solidne podstawy i wielu osobom realnie pomaga. Problem w tym, że nie wszystkim.

Kobieta z depresją – zdjęcie poglądowe /Fot. Unsplash

Badania kliniczne pokazują, że po terapiach poznawczych ukierunkowanych na PTSD około jedna trzecia osób nadal spełnia kryteria rozpoznania. To nie znaczy, że terapia jest nieskuteczna. Znaczy raczej, że nasza ulubiona społeczna formułka idź na terapię bywa zbyt płaska. Terapia nie jest jednym narzędziem do każdej rany.

Mózg może słyszeć argumenty, ale nie zawsze umie je przyjąć

W badaniu wzięło udział 136 osób: 70 z PTSD oraz 66 osób, które doświadczyły traumy, ale nie rozwinęły zespołu stresu pourazowego. Uczestnicy podczas badania rezonansem magnetycznym mieli wykonywać zadanie związane z restrukturyzacją poznawczą, czyli podważaniem negatywnych przekonań o sobie.

Wyniki kierują uwagę na połączenie między korą przedczołową a wzgórzem, szczególnie jego częścią przyśrodkowo-grzbietową. Kora przedczołowa często kojarzona jest z kontrolą, oceną i regulacją, a wzgórze działa jak ważny węzeł komunikacyjny w mózgu. W dużym uproszczeniu: te obszary pomagają przetwarzać informacje, aktualizować przekonania i łączyć nowe rozumienie z reakcją emocjonalną.

U osób z PTSD ta regulacja była słabsza. Im silniejsze były negatywne przekonania po traumie, tym słabsza okazywała się łączność w tym układzie. I to jest szczególnie ważne, bo tłumaczy sytuację, którą wiele osób zna z własnego życia albo z bliskich relacji: ktoś rozumie logicznie, że nie jest winny, ale nie odczuwa ulgi. Zdanie zostało przyjęte przez rozum, ale nie dotarło tam, gdzie wciąż siedzi wstyd.

Nie każdemu pomaga ta sama kolejność leczenia

To badanie nie unieważnia terapii rozmową. Wręcz przeciwnie, pozwala traktować ją poważniej. Bo jeśli wiemy, że część osób może mieć trudność z samym neurobiologicznym mechanizmem aktualizowania przekonań, łatwiej zrozumieć, dlaczego powtarzanie racjonalnych argumentów nie zawsze wystarcza.

Bardziej przekonuje mnie myślenie o terapii jako o procesie, który czasem wymaga przygotowania gruntu. U części pacjentów potrzebne mogą być najpierw techniki regulacji emocji, praca z pobudzeniem, nauka tolerowania napięcia i rozpoznawania reakcji ciała. Dopiero potem rozmowa o winie, krzywdzie i odpowiedzialności ma szansę nie odbić się od wewnętrznej ściany.

Depresja – zdjęcie poglądowe /Fot. Freepik

W praktyce oznacza to mniej moralizowania, a więcej dopasowania. Osoba po traumie nie jest gorszym pacjentem, jeśli po kilku miesiącach terapii nadal czuje to samo. Nie jest uparta, niewdzięczna ani zamknięta. Być może potrzebuje innej ścieżki, innej kolejności albo połączenia metod. W badaniach pojawiają się też terapie wspierane substancjami takimi jak MDMA czy ketamina, ale tu trzeba zachować ostrożność. To obszar intensywnie badany, nie gotowa obietnica dla każdego i na pewno nie argument za eksperymentowaniem poza kontrolą specjalistów.

Najgorsze, co możemy zrobić, to zamienić terapię w test z postawy

W rozmowach o zdrowiu psychicznym lubimy proste komunikaty, bo dają poczucie porządku. Powiedz o tym. Przepracuj to. Zamknij temat. Idź dalej. Tyle że trauma rzadko zachowuje się jak dokument w folderze, który można przenieść do archiwum. Czasem działa jak system alarmowy zacięty w jednej pozycji. Człowiek może siedzieć w bezpiecznym pokoju, słyszeć spokojny głos terapeuty i nadal czuć, że zaraz wydarzy się coś strasznego.

Dlatego takie badania są potrzebne nie po to, by sprowadzać cierpienie do skanu mózgu, ale by odebrać mu część stygmy. Pokazują, że brak poprawy po standardowej terapii nie musi być porażką. Może być informacją diagnostyczną. Sygnałem, że trzeba szukać innego wejścia do tego samego problemu.

I myślę, że to jest ważna korekta w naszym języku. Mówienie o traumie może pomagać. Czasem bardzo. Ale samo mówienie nie jest magicznym rozpuszczalnikiem bólu. Dla niektórych osób pierwszym krokiem nie będzie opowiedzenie wszystkiego jeszcze raz, lecz odzyskanie takiej regulacji, która pozwoli w ogóle poczuć, że nowe przekonanie może być prawdziwe. Dopiero wtedy zdanie „to nie była twoja wina” przestaje być cudzą opinią, a zaczyna mieć szansę stać się częścią człowieka.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Daj znać autorowi — kliknij wielokrotnie.

Chcesz czytać więcej treści jak „Samo mówienie o traumie nie zawsze pomaga. I może wreszcie przestaniemy udawać, że to takie proste"?Dodaj Focus.pl do preferowanych źródeł w Google
Udostępnij
FacebookX