I mam wrażenie, że to akurat rozsądna decyzja. Smartwatch nie jest dziś gadżetem, który ogląda się wyłącznie na premierowej scenie. On ląduje na ręce rano, idzie z nami do pracy, na spacer, na trening, do sklepu, czasem nawet do łóżka. Szybko ma przestać być nowością i zacząć być wygodnym elementem codzienności. W tej perspektywie wielka wizualna rewolucja nie zawsze jest zaletą.
Galaxy Watch 9 ma wyglądać tak, jakby Samsung nie chciał nikogo przestraszyć
Galaxy Watch 9, według obecnych informacji, pozostanie bardzo blisko stylistyki Galaxy Watch 8. Okrągły ekran, zgrabna koperta, dwa rozmiary – 40 i 44 mm – oraz warianty Bluetooth i LTE. To sprzęt dla osób, które wolą zegarek przypominający zegarek, a nie mały komputer przypięty do nadgarstka.

Samsung najwyraźniej dobrze rozumie, że klasyczna forma ma swoją przewagę. Okrągły wyświetlacz łatwiej zestawić z codziennym ubraniem, delikatniejszą biżuterią czy nawet formalniejszym strojem. Nie każdy chce mieć na ręce masywną konstrukcję, która wygląda, jakby właśnie miała prowadzić ekspedycję przez lodowiec albo kierować akcją ratunkową w Bieszczadach.
W przeciekach pojawiają się kremowe, grafitowe i srebrne warianty kolorystyczne. To nie są propozycje dla ludzi, którzy chcą za pomocą zegarka ogłosić światu, że kupili nową technologię. I dobrze. Coraz więcej osób traktuje smartwatch jak rzecz osobistą, a nie cyfrową wizytówkę. Ma pasować do życia, nie domagać się uwagi przy każdym podniesieniu ręki.
Jednocześnie Samsung ma szykować większe baterie. Mniejszy Galaxy Watch 9 może otrzymać ogniwo o pojemności około 390-400 mAh, podczas gdy Galaxy Watch 8 miał baterię 325 mAh. W praktyce to właśnie takie zmiany decydują, czy zegarek zostanie z nami także nocą, gdy monitoruje sen, czy jednak wyląduje na ładowarce w połowie dnia.

A przecież współczesny smartwatch chce wiedzieć o nas coraz więcej. Jak śpimy, kiedy odpoczywamy, czy puls jest spokojny, czy regeneracja wygląda dobrze, czy przypadkiem nie przesadziliśmy z aktywnością. Trudno wymagać od ludzi regularnego noszenia urządzenia przez całą dobę, jeśli trzeba je codziennie ratować przed rozładowaniem. Dłuższy czas pracy nie jest więc dodatkiem. To warunek, by wszystkie te ambitne funkcje zdrowotne miały w ogóle sens.
Galaxy Watch Ultra 2 dalej będzie wyglądał jak zegarek dla tych, którzy lubią mieć plan awaryjny
Znacznie mniej subtelny ma być Galaxy Watch Ultra 2. Samsung najwyraźniej zostaje przy charakterystycznym połączeniu okrągłego wyświetlacza i bardziej kanciastej, masywnej koperty. To projekt, który od premiery pierwszego Galaxy Watch Ultra budził emocje. Dla jednych był odważny i sportowy, dla innych zbyt bliski estetyce Apple Watch Ultra.
Trudno jednak udawać, że podobne skojarzenia nie istnieją. Rynek smartwatchy outdoorowych i sportowych od kilku lat ma własny język: większa koperta, wytrzymałe materiały, podkreślona odporność, wyrazisty przycisk do szybkiego uruchamiania treningu. Producenci wiedzą, że użytkownicy kupują tu nie tylko funkcje. Kupują też obietnicę gotowości na długi bieg, górski wyjazd, rowerową trasę lub weekend, podczas którego telefon może zostać w plecaku.
Galaxy Watch Ultra 2 ma zachować rozmiar 47 mm, szkło szafirowe, GPS oraz odporność do 10 ATM. Pojawia się też informacja o akumulatorze o pojemności około 790-800 mAh. To byłby ogromny krok względem pierwszego modelu Ultra z baterią 590 mAh.


Właśnie ten element wydaje mi się najciekawszy. Większy zegarek może sobie pozwolić na większe ambicje, ale użytkownik nie potrzebuje kolejnego urządzenia, które trzeba ładować codziennie i pamiętać o nim tak samo jak o telefonie. W segmencie Ultra czas działania jest częścią obietnicy. Zegarek ma przetrwać dzień w trasie, trening z GPS-em, rozmowy, płatności, muzykę i powiadomienia. Ma działać wtedy, gdy człowiek nie ma ochoty szukać gniazdka.
5G w zegarku niekoniecznie będzie nam potrzebne
Przecieki sugerują, że Galaxy Watch Ultra 2 może występować w wersjach Bluetooth, LTE i 5G. W Europie Samsung ma jednak prawdopodobnie postawić przede wszystkim na model LTE. To rozsądne, bo większość osób nie kupuje zegarka po to, by z dumą opowiadać o standardzie sieci komórkowej na nadgarstku.
Smartwatch z LTE ma sens wtedy, gdy można wyjść z domu bez telefonu, a nadal odebrać połączenie, zapłacić za kawę, słuchać muzyki i korzystać z podstawowych funkcji. To scenariusz bardzo praktyczny dla biegaczy, rowerzystów, osób ćwiczących na siłowni, ale też dla tych, którzy po prostu nie chcą brać smartfona na każdy spacer z psem.

5G w zegarku brzmi bardziej jak pozycja z listy technologicznych trofeów niż coś, czego przeciętny użytkownik naprawdę potrzebuje. Przy tak małym ekranie, ograniczonej baterii i zastosowaniach opartych głównie na krótkich komunikatach większe znaczenie ma stabilność działania, dobry zasięg i rozsądne zużycie energii. Zegarek nie musi ścigać się ze smartfonem. Ma go czasem wyręczyć.
Smartwatche dorastają do roli rzeczy codziennej
Samsung może pokazać nowe zegarki już 22 lipca 2026 roku, choć na razie wciąż mówimy o przeciekach, a nie oficjalnej prezentacji. Wiadomo jednak, że Galaxy Watch 9 ma być bardziej zachowawczy, a Galaxy Watch Ultra 2 jeszcze mocniej podkreślić swoją sportową, pancerną naturę. W serii 9 może też zabraknąć modelu Classic.
Wszystko wskazuje na to, że Samsung nie chce już co rok udowadniać, że smartwatch może wyglądać inaczej. Bardziej interesuje go, czy może działać dłużej, wygodniej i pewniej w zwyczajnym życiu.
