Rybi kształt tych zwierząt zwrócił uwagę już badaczy pionierów – pierwszy gatunek, który został rozpoznany prawidłowo jako morski gad, otrzymał nazwę Ichthyosaurus communis, czyli „rybojaszczur pospolity”. Jego szkielet znalazła w 1811 r. nastoletnia wówczas kolekcjonerka skamieniałości Mary Anning. Miało to miejsce w zatoce Lyme Regis w południowej Anglii. Tamtejsze klify do dziś dostarczają licznych szczątków mieszkańców wczesnojurajskiego morza (np. na plaży można znaleźć kręgi tych gadów, wypreparowane ze skał i wygładzone przez morskie fale). Sama nazwa „ichtiozaur” weszła do użycia w 1821 r. – a więc dwie dekady wcześniej niż słowo dinozaur.

Te morskie gady występowały w całej gamie rozmiarów. Ciała najmniejszych miały zaledwie kilkadziesiąt centymetrów długości, największych – nawet ponad 15 metrów. Rekordzistą jest zapewne Shonisaurus popularis z późnego triasu. Najbardziej okazałe osobniki dorastały do 18 metrów, z czego na czaszkę przypadały trzy metry. Waga – około 40 ton!

NAGŁA ŚMIERĆ PRZY PORODZIE


Ichtiozaury panowały w morzach i oceanach świata od triasu po środkową kredę, czyli od 245 do 90 mln lat temu. Ich skamieniałości znajdujemy dziś na całym świecie.

Prawdopodobnie intensywnie migrowały na skalę globalną, tak jak wiele gatunków współczesnych waleni. I podobnie jak one, z powodu wymuszonych przez ewolucję zmian w budowie ciała nie umiały już wychodzić na ląd – cały ich cykl życiowy odbywał się w wodzie.

Ichtiozaury znad Wisły


W Polsce nie ma złóż mezozoicznych morskich kręgowców takich jak w Niemczech. Zwykle znajdowano tylko pojedyncze kręgi o charakterystycznym przekroju oraz zęby i fragmenty szczęk. W 2009 r. pewna licealistka znalazła szczękę niewielkiego triasowego ichtiozaura pod Tarnowskimi Górami. Szczęki i zęby znane są też z późnojurajskich wapieni jury polskiej (okolice Częstochowy i Wielunia). Podobne skamieniałości odkryto również w złożach fosforytowych koło Annopola nad Wisłą (Instytut Paleobiologii Polskiej Akademii Nauk oraz Wydział Biologii i Nauk o Ziemi Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej prowadzą tam obecnie prace poszukiwawcze). W czasach ichtiozaurów nasze tereny pokrywały płytkie morza – gady te rzadko się tu pojawiały, a nawet jeśli któryś zginął, jego zwłokami gorliwie zajmowali się padlinożercy. Dlatego znaleziska np. z Annopola są tak fragmentaryczne – szkielety ichtiozaurów najpierw rozwłóczyli amatorzy padliny, a potem prądy morskie.


Dotyczyło to także kluczowej kwestii, czyli rozmnażania. Ichtiozaury z pewnością były żyworodne, a może nawet jajożyworodne. Na tę opcję wskazują znaleziska z czarnych łupków bitumicznych w okolicach Holzmaden w południowych Niemczech. Odkryto tam doskonale zachowane szczątki ichtiozaurów, które po śmierci opadły w pozbawiony tlenu muł na morskim dnie. Dzięki temu były chronione przed padlinożercami i bakteriami. Niektóre osobniki zginęły nagłą śmiercią – np. samica w trakcie porodu, z której ciała wystaje do połowy ichtiozaurzy noworodek.

OKO NA KAŁAMARNICE


W niemieckim „morskim parku jurajskim” znalazły się też okazy tych drapieżnych gadów z dobrze zakonserwowaną treścią żołądkową. Uczeni zidentyfikowali w niej m.in. haczyki z ramion ówczesnych głowonogów (kałamarnic i belemnitów). Podobnie jak dzisiejsze kaszaloty, które zmagają się w głębinach oceanicznych z megakałamarnicami, ichtiozaury zapewne też głęboko nurkowały w poszukiwaniu takiego pokarmu. Świadczą o tym charakterystyczne cechy ich budowy – lekkie kości oraz ogromne oczy, doskonale przystosowane do widzenia w ciemnościach głębin.

Rekordzistami pod tym względem byli przedstawiciele rodzaju Opthalmosaurus. Mieli największe w świecie zwierzęcym oczy, jeśli weźmiemy pod uwagę ich proporcje do wielkości ciała. Wiemy to dzięki zachowanym w stanie kopalnym pierścieniom kostnym, które otaczały rogówkę oka zwierzęcia. Pomagały one utrzymać kształt gałki ocznej w warunkach dużego ciśnienia, jakie panuje w morskich głębinach. Korzyści były ewidentne – im większe oko, tym więcej światła może „przechwycić” i tym wyraźniejszy obraz powstaje w siatkówce.

Pośmiertna podróż

Największe triasowe ichtiozaury z rodzaju Shonisaurus żyły na środku Prapacyfiku. Jednak ich szczątki – około 40 szkieletów – znaleziono nieopodal opuszczonego amerykańskiego miasteczka górniczego Berlin, w górach Shoshone w stanie Nevada, kilkaset kilometrów od dzisiejszych wybrzeży Pacyfiku. Ichtiozaury przywędrowały tam – niczym na pogrzebowej tratwie – na pacyficznej mikropłycie tektonicznej, która pod koniec okresu jurajskiego została wbudowana, wraz z dziesiątkami podobnych płyt, w obszar północnoamerykańskich Kordylierów. Gdyby nie ta pośmiertna podróż, nigdy nie dowiedzielibyśmy się o istnieniu triasowych gigantów świata rybojaszczurów. Shonisaurus jest dziś oficjalną skamieniałością stanu Nevada, a dla ochrony jego szkieletów utworzono Berlin Ichthyosaur State Park.

OD WĘGORZA DO TUŃCZYKA