Shinola najwyraźniej doszła do podobnego wniosku w przypadku modelu Duck. Sportowy zegarek inspirowany dawnymi skin diverami był dotąd dostępny przede wszystkim jako kwarcowa propozycja do codziennego noszenia. Teraz pojawił się Duck Automatic i producent przy okazji wykorzystał moment, żeby poprawić proporcje, tarczę, bransoletę i kilka innych elementów.
Koperta skurczyła się i bardzo dobrze jej to zrobiło
Jedną z ważniejszych zmian jest średnica. Kwarcowy Duck miał kopertę 40 mm, natomiast automat schodzi do 38 mm. Przy stylistyce inspirowanej sportowymi zegarkami z lat 60. i 70. taki rozmiar wydaje się znacznie bardziej naturalny.
Koperta ma 11,2 mm grubości i około 46,3 mm długości lug-to-lug, więc zegarek powinien dobrze układać się także na mniejszych nadgarstkach. Zachowano zakręcaną koronkę, szafirowe szkło oraz wodoodporność do 100 metrów.
Formalnie nie jest to więc ekstremalny diver przygotowany do nurkowania na kilkaset metrów. Tyle że większość takich zegarków i tak spędza życie znacznie bliżej ekspresu do kawy niż dna oceanu. Sto metrów wodoszczelności w codziennym sportowym zegarku zupełnie mi nie przeszkadza.
Obrotowy bezel nadal jest obecny, podobnie jak wyraźne indeksy i wskazówki z masą luminescencyjną.
Tarcza dostała dużo więcej charakteru
Na zdjęciach najmocniej rzucają się w oczy nowe tarcze. Shinola zrezygnowała z płaskiej, matowej powierzchni znanej z wersji kwarcowej. W automacie pojawiają się tłoczone wzory Plume oraz Hydro Sunray, rozchodzące się promieniście od środka.

Plume ma nawiązywać do warstwowego układu kaczych piór. Brzmi jak detal wymyślony przez dział marketingu, ale wizualnie rzeczywiście działa. Powierzchnia tarczy przestaje być jednolitym tłem i zaczyna zmieniać wygląd zależnie od kąta padania światła.
Jeszcze ważniejsze są kolory. Jedna wersja ma jasną tarczę z turkusowymi i żółtymi detalami, inna czarną z dodatkami różu, kremu i turkusu. Jest też odmiana z powłoką PVD w kolorze złota, czarną tarczą oraz pomarańczowymi i turkusowymi akcentami.
Całość mocno pachnie latami 70., ale bez próby wiernego kopiowania zegarka znalezionego w szufladzie dziadka. I właśnie to mi się podoba. Retro w zegarkach zrobiło się ostatnio tak popularne, że momentami każda premiera zaczyna wyglądać jak rekonstrukcja starego katalogu. Duck Automatic bierze proporcje i klimat z przeszłości, a potem trochę je rozluźnia.
W środku pracuje japońska Miyota
Najważniejsza zmiana znajduje się oczywiście pod tarczą. Podstawowe wersje otrzymały automatyczny mechanizm Miyota 9015. To konstrukcja z 24 kamieniami i rezerwą chodu wynoszącą około 42 godziny. Pracę mechanizmu można oglądać przez przeszklony dekiel, a Shinola zastosowała własny rotor.

Miyota należy do Citizen Group i jej mechanizmy trudno uznać za egzotyczny wybór. Model 9015 jest od lat chętnie wykorzystywany przez mniejsze marki jako solidna alternatywa dla szwajcarskich werków.
Dla Shinoli ma to jednak dodatkowe znaczenie. Marka projektuje i montuje swoje zegarki w Detroit, ale w tym przypadku korzysta z japońskiego serca. W świecie współczesnego zegarmistrzostwa nie ma w tym niczego szczególnie dziwnego. Globalny łańcuch dostaw jest tutaj normą, a znacznie ważniejsze wydaje mi się to, czy wybrany mechanizm ma sens w danym przedziale cenowym.
Jest też wersja z 80 godzinami rezerwy
Najciekawsza technicznie odmiana korzysta z mechanizmu Miyota 9085, oferującego około 80 godzin rezerwy chodu. To pierwszy zegarek Shinoli wyposażony w ten mechanizm. Limitowana edycja powstanie w liczbie 1000 sztuk i otrzyma dodatkowy szary gumowy pasek.
Osiemdziesiąt godzin robi sporą różnicę w codziennym użytkowaniu. Można zdjąć zegarek w piątek wieczorem, wrócić do niego w poniedziałek rano i nadal zastać go działającego. Przy 42 godzinach znacznie łatwiej o konieczność ponownego ustawiania czasu po weekendzie.
Szkoda tylko, że lepszy mechanizm trafia wyłącznie do limitowanej wersji. Gdyby Shinola zastosowała go szerzej, Duck Automatic znacznie mocniej wyróżniałby się na tle konkurencji.
Gumowy pasek ustąpił miejsca bransolecie
Automatyczny Duck otrzymał również nową stalową bransoletę typu H-link. Ma system szybkiego wypinania oraz zapięcie z mikroregulacją, więc zmianę dopasowania albo całej bransolety można przeprowadzić bez większej walki z narzędziami.

To pozornie niewielka rzecz, ale właśnie na takich detalach często wykładają się zegarki, które na zdjęciach wyglądają świetnie. Mikroregulacja pozwala szybko poluzować bransoletę w cieplejszy dzień, kiedy nadgarstek lekko puchnie. Po kilku godzinach noszenia potrafi być ważniejsza niż połowa efektownych haseł z karty produktu.
Bransoleta sprawia również, że Duck wygląda trochę poważniej niż wersja na gumie. Nadal można go zabrać nad wodę, ale równie dobrze pasuje do zwykłego codziennego stroju.
Cena pokazuje, gdzie Shinola chce być
Dwie podstawowe stalowe odmiany kosztują 895 dolarów, czyli około 3500 zł. Wersja ze złotą powłoką PVD oraz limitowany model z mechanizmem Miyota 9085 zostały wycenione na 1095 dolarów, czyli około 4280 zł. Sprzedaż rozpoczęła się 6 października.
To już poziom, na którym wybór automatycznych zegarków robi się naprawdę duży. Za podobne pieniądze można szukać modeli japońskich, szwajcarskich oraz coraz ciekawszych propozycji mniejszych marek. Shinola musi więc sprzedawać coś więcej niż sam fakt posiadania mechanicznego mechanizmu.
W przypadku Duck Automatic argumentem jest przede wszystkim design. 38-milimetrowa koperta, kolorowe detale, teksturowane tarcze i klimat sportowych zegarków sprzed pół wieku tworzą bardzo spójną całość.
