Około 73 r. p.n.e. wódz Gnejusz Pompejusz z rodu senatorskiego zaprzyjaźnił się serdecznie z Markiem Licyniuszem Krassusem. Obydwaj byli majętnymi, ambitnymi patrycjuszami, żądnymi triumfów i władzy. Panowie ci wspólnie zwalczali powstanie niewolników pod wodzą Spartakusa i sprawowali urzędy konsulów w 70 r. p.n.e. Niebawem Pompejusz wykazał się ogromnymi talentami militarnymi i politycznymi, podbijając i włączając do imperium ogromne połacie Bliskiego Wschodu i Azji Mniejszej.

TRZEJ PRZYJACIELE Z SENATU


W tym czasie wyrastał mu jednak poważny konkurent – Gajusz Juliusz Cezar. Był równie ambitny i umiał zyskać ogromną popularność wyrachowanym, choć szaleńczym z pozoru rozdawnictwem. Cezar także wykazywał się wielkimi talentami militarnymi. W 60 r. p.n.e. trzej panowie – Pompejusz, Krassus i Cezar – zawarli koleżeński triumwirat jako władcy republiki rzymskiej.

Szczególną rolę w tym sojuszu odgrywały matrymonialne związki, które dodatkowo cementowały ich przyjaźń. Cezar wiedział, że Pompejusz ma gorący romans z jego ukochaną konkubiną, lecz mimo to dla utrzymania „przyjaźni” wydał swą córkę Julię za Pompejusza. Wyrachowana przyjaźń Cezara zaszła tak daleko, że jako konsul „od chwili zawarcia tego nowego związku krwi zaczął na posiedzeniach senatu udzielać najpierw głosu Pompejuszowi, chociaż dotychczas udzielał go zwykle Krassusowi” – zauważał rzymski historyk Swetoniusz.

Jednakże Pompejusz wiedział, że „przyjaźń Cezara” jest jedynie sposobem na to, aby łatwiej osiągnąć pierwszą pozycję w imperium. Po śmierci Krassusa zerwał więc z Cezarem. Gdy zaś zmarła Julia, poślubił wdowę po Krassusie. Przyjaźń zmieniła się w nienawiść: Cezar był wściekły na dawnego przyjaciela nie tylko za jego roszady matrymonialne, ale także za wprowadzoną przez niego ustawę, zabraniającą nieobecnym podczas obrad senatorom starać się o urzędy. Wykluczało go to z walki o władzę, gdyż akurat podbijał Galię... Kolejne niewygodne zarządzenie nakazywało, by Cezar rozpuścił dowodzone przez siebie legiony. Juliusz rzecz jasna potraktował to jako wyzwanie do walki.

W 49 r. p.n.e. Cezar wtargnął przez graniczny Rubikon do Italii. Doszło do wojny domowej. Wprawdzie Cezar oszczędzał przeciwników, Pompejusz jednak nie zamierzał wstrzymywać fali mordów stronników i żołnierzy Cezara. Po bitwie pod Dyrrachium w Grecji w lipcu 48 r. p.n.e., zwycięskiej dla Pompejusza, nie oponował, gdy stracono wszystkich żołnierzy Cezara.

Juliusz zemścił się miesiąc później pod Farsalos w sierpniu 48 r. p.n.e. Wtedy to dwukrotnie słabsza armia Cezara pobiła wojska Pompejusza. Wódz zbiegł do Egiptu, gdzie został zamordowany na rozkaz 13-letniego Ptolemeusza XIII. Głowę rzymskiego wodza faraon odesłał Cezarowi. Wedle relacji Plutarcha Cezar wykazał się jednak wielkodusznością: odwrócił się na widok głowy, a gdy pokazano mu sygnet dawnego przyjaciela – zapłakał. Inne legendarne przekazy mówią o pocałunku złożonym na głowie Pompejusza.

ŻONY NIEZGODY


Także na dworach chrześcijańskiej Europy dawni przyjaciele potrafili zmieniać się w „bestie” przepełnione głęboką wzajemną nienawiścią. W Polsce Piastów znane stało się powiedzenie, że „książęta nie powinni mieć krewnych ani przyjaciół”, gdyż w ten sposób mogą wyhodować sobie naturalnych konkurentów do władzy.

Po 1138 r. strażnikiem „testamentu” Bolesława Krzywoustego, dzielącego państwo Piastów pomiędzy jego synów, został Piotr Włostowic, szwagier wielkiego księcia kijowskiego i wuj księcia Władysława II, zwanego Wygnańcem. Żoną Władysława była Agnieszka Babenberska, siostra cesarza Konrada II. Początkowo książę i Włostowic żyli w przyjaźni. Polowali razem i rządzili zgodnie państwem. Wszystko zmieniło się podczas polowania koło Wrocławia. Według „Kroniki o Piotrze Właście” przy ognisku doszło do żartobliwego dialogu na temat żon, który miał się okazać brzemienny w skutkach: „Pewnie twoja żona, Piotrze, lepiej teraz ucztuje z twoim opatem”, zażartował książę Władysław. Włostowic odparował: „Moja żona z moim opatem, tak jak twoja, w twojej nieobecności, ze swoim kochankiem, rycerzem niemieckim”.

Ponoć książę zaśmiał się beztrosko, ale był to fałszywy śmiech, pełen niepokoju. Zaczął rzecz jasna podejrzewać żonę: trop prowadził do rycerza niemieckiego Dobescha. Sprytna Agnieszka przekonała jednak męża, że palatyn Piotr Włostowic wymyślił bajkę o romansie, a więc nie jest przyjacielem księcia, lecz zdrajcą. Władysław II uwierzył i zapłonął nienawiścią. Palatyn wuj stał się dlań śmiertelnym wrogiem. Dobesch (Dobiesz, Dobek) oskarżony o romanse schwytał Włostowica we Wrocławiu. Rychło wuja osądzono – został skazany na śmierć. Przed decydującym ciosem wyrwano mu język i wypalono oczy. Rzecz jasna pozbawiono go dóbr na rzecz księcia. A wszystko przez jedną kobietę...

DWIE MARIE

 


Panie potrafiły nienawidzić jeszcze bardziej niż mężczyźni. Ukazują to relacje córek i krewnych angielskiego króla Henryka VIII Tudora. Starsza Maria, urodzona w 1516 r. przez Katarzynę Aragońską, i młodsza Elżbieta ze związku króla z Anną Boleyn (1533) szybko odczuły wzajemną niechęć. To dla małżeństwa z Anną Henryk VIII zerwał z Rzymem. Gdy narodziła się Elżbieta, Marii odebrano tytuł następczyni tronu, Milady- -księżniczki, a ona sama w wieku 17 lat musiała pojawić się na dworze niemowlęcej Elżbiety, by się przed nią korzyć.

„Maria nienawidziła odtąd Elżbiety: to dziecko zabrało jej tytuł, dwór, przyjaciół, serce ojca, to dziecko skrzywdziło jej matkę” (Katarzynę Aragońską – J.B.), pisał biograf Elżbiety Stanisław Grzybowski. Wzajemna niechęć sióstr miała się zmienić, gdy w 1537 r. narodził się Edward, syn Henryka VIII i Jane Seymour. To zmieniło wzajemne uczucia i relacje sióstr: Maria „ujrzała siostrzyczkę maleńką, samotną i wydziedziczoną – jak ona. Złamała ustalony porządek ceremonii. Podeszła do dziewczynki i wzięła jął za rączkę”, opisywał ową przemianę biograf Elżbiety.

I tak dawna nienawiść przerodziła się w przyjaźń. Po śmierci Edwarda w 1553 r. w walce o władzę siostry wspomagały się solidarnie. Londyński wiwatujący tłum widział je obie, jak wjeżdżały triumfalnie na czele swych oddziałów, „gdy Maria ucałowała (Elżbietę) czule i długo trzymała jej rękę w swych dłoniach”.

Ich przyjaźń zdawała się być bez granic, mimo że dzieliło je, jak i Anglików, wyznanie – Maria była katoliczką, a Elżbieta – anglikanką. Ale władza nie zna przyjaźni bez granic. Kiedy Maria związała się z hiszpańskim katolickim władcą Filipem Habsburgiem, w Anglii doszło do spisku i rebelii. Elżbieta protestantka jako zagrożenie dla katolickiej Marii została uwięziona. Groził jej proces i ścięcie. Los jednak czuwał nad Elżbietą – Maria nie mogła zajść w ciążę i umarła w 1558 r. bezdzietna i do końca zwaśniona z siostrą. Elżbieta została królową, ale nieuznawaną przez katolików jako bękart z nieprawego łoża. Zagrożeniem dla jej tronu stała się kolejna Maria – kuzynka Elżbiety z rodu Stuartów, królowa Szkocji. Elżbieta kazała aresztować Marię. Co ciekawe jednak – usiłowała traktować ją po przyjacielsku. Szanowała jej tytuł i pozycję królowej Szkocji, pozwalała prowadzić politykę poprzez ambasadorów, choć oczywiście każdy jej list i ruch był kontrolowany przez kanclerza Francisa Walsinghama. Elżbieta sprzeciwiała się głosom doradców, że najlepiej Marię ściąć. Nadal uważała ją za koronowaną przyjaciółkę, a nie wroga.

To nie podobało się na dworze. Walsingham wykorzystał spisek katolików angielskich i francuskich, którego celem miało być przywrócenie katolicyzmu w Anglii. Kanclerz wmieszał się sprytnie w tę grę i doprowadził do skazania spiskowców. Umierali 20 sierpnia 1585 r. w straszliwych męczarniach. Skazana została także Maria Stuart. Elżbieta wahała się do końca, czy ją ściąć. W odręcznym liście obiecywała kuzynce, że ocali jej życie, jeśli przyzna się do wszystkiego. Maria odrzuciła dumnie propozycję zeznań. Elżbieta szalała: raz wyzywała Marię w przemowach, innym razem błagała lordów o swobodną decyzję, by uratować życie kuzynki. Gdy wreszcie podpisała wyrok, zakazała go wysłać. Ale Rada Królewska zdecydowała się działać, nie oglądając się na królową, i 8 lutego 1587 r. Maria Stuart złożyła głowę na pieńku kata.

JAK WIESZCZ Z WIESZCZEM


W czasach romantyzmu powszechnie znana stała się wzajemna niechęć Adama Mickiewicza i Juliusza Słowackiego. Młody Mickiewicz bywał w Wilnie na salonach u matki Słowackiego Salomei Bécu. Młodszy o 11 lat Słowacki dał mu nawet do recenzji swój wiersz i nic nie zapowiadało wielkiego konfliktu. Po powstaniu listopadowym 1831 r. Słowacki spotkał się z Mickiewiczem w Paryżu i długo rozmawiali. Jednakże autor „Pana Tadeusza” zlekceważył aspiranta do miana wieszcza. W recenzji dwóch tomików poezji Mickiewicz nazwał je „świątynią bez Boga”. Na dodatek Juliusz w „Dziadach” dopatrzył się obraźliwych zwrotów pod adresem zmarłego od porażenia piorunem ojczyma, prof. Augusta Bécu.

Jednak na przyjęciu u księgarza Eustachego Januszewicza w grudniu 1840 r. wydawało się, że panowie się pogodzą. Obaj poeci wygłosili wspaniałe improwizacje, nie obrażając się przy tym wzajemnie. Ale prasa emigracyjna zrelacjonowała spotkanie wyjątkowo tendencyjnie jako przegraną Słowackiego. Mickiewicz nie sprostował tych przekłamań, więc dotknięty do żywego Słowacki gotów był się bić. Do pojedynku jednak nie doszło.

Kolejna próba zbliżenia nastąpiła, gdy zwaśnieni poeci uwierzyli w „posłańca niebios”, mistyka Andrzeja Towiańskiego. Nadal jednak nie darzyli się sympatią. Gdy Słowacki umarł w 1849 r., Mickiewicz nie wspominał go jako poety, lecz jedynie jako emigranta.

ADORATORZY „PIĘKNEJ PANI”


Jednym z najsłynniejszych sporów II Rzeczypospolitej był konflikt Romana Dmowskiego z Józefem Piłsudskim oraz ich stronnictw. Niechęć przyszłych mężów stanu zaczęła się wiosną 1894 r. w Wilnie. Panowie konkurowali bowiem o związaną z PPS „Piękną Panią” Marię Koplewską, rozwódkę. Piłsudczycy twierdzili uparcie, że Koplewska zwyczajnie odtrąciła Dmowskiego. Z kolei endecy utrzymywali, iż „Piękna Pani” nawet po ślubie z Piłsudskim 24 maja 1899 r. nadal darzyła uczuciem przywódcę endecji!

Niechęć potęgowały odmienne programy polityczne, stosunek do Rosji i różne osobowości. Kostyczny i pozbawiony uroku Dmowski był zaprzeczeniem charyzmatycznego Piłsudskiego i chętnie drwił z manii wielkości Marszałka. Ogromna niechęć obu, wielkich skądinąd, patriotów przeniosła się na grunt polityczny i trwa dotąd w rozmaitych poglądach Polaków.

Bardzo silne antagonizmy podszyte lękiem pojawiały się w ustrojach totalitarnych. Józef Stalin chorobliwie podejrzewał i nienawidził niemal wszystkich, a jedną z pierwszych ofiar jego obsesji stał się Lew Trocki, kolega z partii bolszewickiej, twórca Armii Czerwonej i autor teorii permanentnej rewolucji. Nienawiść Stalina do Trockiego brała się także z ogromnych kompleksów potomka chłopa pańszczyźnianego bez studiów. Trocki, choć pochodził z biednej żydowskiej ateistycznej rodziny, był obyty w świecie, znał języki obce i miał wielki zmysł organizatorski. „Soso” zaś dotkliwie odczuwał swą niższość społeczną i intelektualną. A potrafił być mściwy. Gdy Trocki nazwał go „szarą i bezbarwną miernotą”, stał się jego śmiertelnym wrogiem. „Soso” uczynił wszystko, by w pojedynku o schedę po Leninie wymanewrować Trockiego. Doprowadził do wygnania Trockiego z Rosji, wymordował mu niemal całą rodzinę i wreszcie rękami agenta NKWD Ramona Mercadora zgładził go w Meksyku w 1940 r.

PERSWAZJĄ I BUŁAWĄ


Podobnie było w III Rzeszy. Trwałą nienawiść żywili do siebie Reichsmarschall Herman Göring i minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop. Bywały narady o tak wielkim ładunku wzajemnej niechęci, że bitny marszałek chciał zdzielić buławą wyniosłego i drwiącego ministra, nazywając go „nędznym handlarzem szampanem”, który „ma stulić swój cholerny pysk”. Ribbentrop wytykał z kolei szefowi Luftwaffe, w obwieszonym licznymi orderami fantazyjnym mundurze, że nie zdołał „wybombardować Anglii z wojny”, jak przecież obiecywał.

Obydwaj zakończyli swe kłótnie na procesie w Norymberdze w 1946 r. Sądu nie doczekali natomiast dwaj inni podgryzający się naziści: szef SD Reinhard Heydrich i szef Abwehry admirał Wilhelm Canaris, stracony w 1945 r. na rozkaz Hitlera. Co ciekawe, panowie spotykali się na herbatkach i nigdy nie kłócili się wprost, ale ich zimna niechęć w walce o wpływy, pod maską uprzejmości, bywała zabójcza.

Konflikty osobowości, walka o władzę, zazdrość o powodzenie u płci przeciwnej i wiele innych powodów stawało się początkiem końca nawet najpiękniejszej przyjaźni. I dobrze – bo czym byłaby historia bez wojen duetów?

Jerzy Besala