- Dotyk drugiego człowieka jest prawdopodobnie najgłębszą emocjonalną formą kontaktu jaką można mieć z bliską osobą – przekonuje John Rogers, bioinżynier z Northwestern University. Kierowany przez niego zespół naukowców stworzył pierwszą bezprzewodową i pozbawioną bateryjnego zasilania elektroniczną skórę. 

To olbrzymi skok do przodu, bo istniejące obecnie e-skóry wymagają podpinania się do wielu elektrod i nie zapewniają ani krótkich czasów reakcji ani dwukierunkowego przesyłania bodźców. Ich wynalazek to macierz miniaturowych, programowalnych i wibrujących dysków umieszczonych w miękkim materiale.

Działanie i przeznaczenie swojego urządzenia Rogers opisał w czasopiśmie ”Nature”. – Wrażenie jakie generuje ta ”inteligentna skóra” przypomina uczucie powstające gdy wodzimy palcem po własnej skórze – opowiada.

Poproszony przez CNN o komentarz, Luke Osborne, niezwiązany z Rogersem badacz z Laboratorium Fizyki Stosowanej na Uniwersytecie Johna Hopkinsa, za najciekawszy element wynalazku uznał możliwość bezprzewodowego zasilania. – Jestem tym wyjątkowo podekscytowany i zdecydowanie będę obserwował rozwój tego projektu – zapewnił.

Bioinżynierowie z Northwestern nie zaczynali od zera. Nazywanie ich dzieła Skórą 2.0 jest o tyle uprawnione, że odnosimy się zarówno do potencjalnej alternatywy dla żywej tkanki ale też mówimy o drugiej wersji stworzonego wcześniej przez Rogersa urządzenia. Chodzi o ”e-dermis”, specjalne rękawice z sensorami udającymi zakończenia nerwowe zakładane na protezy dłoni.

Pozwalają one osobom po amputacjach odczuwać ból w nieistniejącej kończynie. John Rogers potraktował ”e-dermis” jako punkt wyjścia i wzbogacił ten system o możliwość odczuwania siły nacisku w mechanicznej protezie oraz temperatury trzymanego przedmiotu.

Naukowcy z Northwestern są przede wszystkim zainteresowani medycznym zastosowaniem wynalazku. Aktualnie pracują z pacjentami po wylewach, którzy nie mogą samodzielnie przełykać. ”Inteligentna skóra” miałaby pozwolić im wywołać odruch i wymierzyć go tak, by nie kolidował z oddychaniem. Gotowe są też małe łatki z sensorami do zdalnego monitorowania czynności życiowych noworodków. 

Proza życia jest jednak taka, że największymi środkami na rozwój podobnych projektów – obok wojska - dysponują chętni do wdrażania zastosowań komercyjnych. Pomaganie maluchom, niepełnosprawnym czy wspomaganie telemedycyny są absolutnie szczytne. Niemniej, na myśl przychodzą też inne zastosowania Skóry 2.0. Szeroko rozumiana rozrywka jest pierwszym.

Od dawna czekamy na pokrywające ciało pianki z sensorami, stroje jak te ze świata książki i filmu ”Ready Player One” czy z innych opowieści o wirtualnej rzeczywistości. Sfera seksu, zarówno z maszyną, jak i drugim człowiekiem jest kolejną w której znajdzie się wielu chętnych na symulowanie dotyku. Jaki artysta nie chciałby wprost ze sceny dotknąć jednocześnie wszystkich swoich fanów na koncercie?

I tu dochodzimy do ciekawego, ale i niepokojącego pomysłu użycia sztucznej skóry w polityce. – Nigdy nie byliśmy w stanie dotknąć rękami więcej niż jednej, dwóch osób. Nagle możemy objąć cały świat – zwraca uwagę CNN . Jeremy Bailenson, kognitywny psycholog kierujący na uczelni Stanforda Laboratorium Wirtualnych Interakcji Międzyludzkich.

Z jego badań wynika, że wirtualny dotyk jest zaskakująco dobrze odbierany przez ludzi. Szczególnie, gdy podać im dłoń symulującą ich własną. – Własny uścisk dłoni akceptujemy bezkrytycznie. Z psychologicznego punktu widzenia ludzie umieją z niego odczytać realne emocje. To niepodważalny dowód możliwości zrównania prawdziwego dotyku z writualnym – tłumaczy psycholog.

- Jeżeli byłbym Dalajlamą, mógłbym przytulić świat. Ale jest też druga strona medalu. Jeżeli mój uścisk dłoni sprawia, że ktoś może mnie polubić, to przenieśmy to na inną skalę i mamy coś ze snu każdego polityka. Wystarczy, że system dopasuje uścisk do każdego z miliona ludzi, i tylu osobom nagle możesz skutecznie podać rękę – ostrzega naukowiec z uczelni Stanforda.