Odkrycie na Warmii 118 srebrnych monet z IX stulecia, z czasów następców Karola Wielkiego, wywołało sensację. Skarb odnalazło Biskupieckie Stowarzyszenie Detektorystyczne GRYF, a trafił do Muzeum w Ostródzie. „Trzeba podkreślić unikatowość tego znaleziska. Jest to nie tylko najwcześniej datowany depozyt karolińskich numizmatów na terenie Polski, ale także wyjątkowe znalezisko zabytków pochodzących z państwa Franków” – mówi „Focusowi” archeolog dr Mirosław Rudnicki, od lat badający średniowieczne zabytki odkrywane na Warmii i Mazurach.

Wcześniej znajdowano monety merowińskie, czyli z czasów dynastii Merowingów, którzy założyli państwo Franków w V stuleciu i rządzili nim przez trzysta lat. Jak zwraca uwagę archeolog, te merowińskie zabytki pojawiały się na terenach północno-wschodnich Polski do VII wieku, gdy skończył się okres wędrówek ludów. Tym bardziej tajemnicze są późniejsze o kilkaset lat karolińskie denary spod Biskupca.

Skąd się wzięły? Czy trafiły tam w IX wieku za sprawą Franków?

Mirosław Rudnicki: Niewątpliwie dotarły z Europy Zachodniej za pośrednictwem Wikingów, gdyż komunikacja i obrót towarów między Morzem Bałtyckim a Morzem Północnym były w tym czasie całkowicie pod kontrolą Skandynawów. Inny szlak komunikacyjny w tym okresie, niż morski, jest niezwykle mało prawdopodobny. Należy jednak zaznaczyć, iż tego skarbu najprawdopodobniej nie zdeponowali Wikingowie lecz Prusowie – otrzymawszy monety zapewne jako zapłatę za określone towary. Zwyczaj deponowania srebra przez Prusów poświadczają liczne znaleziska skarbów, w tym odkryty 10 lat temu zbiór przedmiotów z okolic Prabut, datowany na XI w. 

Denarów karolińskich w takiej liczbie nie znaleziono w żadnym innym miejscu w Polsce. Z kolei kilka lat temu odkryto w grobach w Burdągu z VI–VII stulecia ozdoby z czasów panowania dynastii Merowingów. To znaczy, że 1100–1500 lat temu tereny dzisiejszego województwa warmińsko-mazurskiego, zasiedlone przez ludy pruskie, nie znajdowały się wcale na takim obrzeżu cywilizacji, jak mogłoby się wydawać? Może nawet w pewnym momencie miały większy kontakt z cywilizacją zachodnią niż tereny Polski centralnej, np. Mazowsza czy Wielkopolski?

Ozdoby i elementy stroju merowińskiej proweniencji datowane na VI–VII w. odkryto także na wielu innych stanowiskach archeologicznych w województwie warmińsko-mazurskim. Skupiają się one głównie na terenie tzw. grupy olsztyńskiej, która jest swoistym ewenementem w pradziejach nie tylko północno-wschodniej Polski, ale i całego kraju. W odróżnieniu od większości terenów, na tym obszarze funkcjonowało stabilne osadnictwo zachodniobałtyjskie. Po zaniku kultur przeworskiej i wielbarskiej, Bałtowie czerpali korzyści z funkcjonowania ponadregionalnych szlaków komunikacyjnych przebiegających przez ich tereny. Poza zabytkami zachodnioeuropejskimi, między Łyną a Jeziorem Śniardwy odkryto również przedmioty łączone m.in. ze Skandynawami, Longobardami, Awarami czy Cesarstwem Bizantyjskim. W tym samym czasie obszary Mazowsza i Wielkopolski były najprawdopodobniej wyludnione, do czasu zasiedlenia ich przez Słowian. Ostatnie odkrycia na Kujawach wskazują jednak możliwość funkcjonowania do VII w. enklaw ludności germańskiej, które także utrzymywały żywe kontakty z merowińskim kręgiem kulturowym.

Czy to możliwe, że wraz z precjozami z państwa Franków trafili też na te tereny jacyś misjonarze? Czy taka akcja chrystianizacyjna byłaby raczej wykluczona?

Powątpiewam w możliwość frankijskiej chrystianizacji Bałtów w VI czy VII w., jak też w obecność Franków we wschodniej części Morza Bałtyckiego w tym okresie. Ekspansja frankijska miała charakter wybitnie lądowy i ograniczała się do sąsiednich terenów. Najprawdopodobniej przedmioty zachodnioeuropejskiej proweniencji docierały na te tereny za pośrednictwem przedstawicieli innych ludów. Po przyjęciu chrztu przez króla Franków Chlodwiga I w 496 r. podboje Merowingów na wschodzie sprawiły, iż frankijscy misjonarze mieli pełne ręce roboty wśród sąsiadów. Szczególnie Sasi długo opierali się chrystianizacji, co potwierdzają źródła pisane. Wyprawa misyjna na odległe tereny bałtyjskie, zostałaby zapewne odnotowana w kronikach, lecz wydaje się bardzo mało prawdopodobna. Warto jednak wspomnieć, iż na przykład w Tumianach pod Olsztynem odkryto fibule tarczowate [rodzaj zapinki, przyp. red.] zdobione motywem krzyża, które nawiązują do egzemplarzy frankijskich.

Wracając do Wikingów – dlaczego osada handlowa wikingów w Truso, prawdopodobnie nieopodal dzisiejszego Elbląga, przetrwała zaledwie parę wieków?

Osada w Truso przetrwała stosunkowo krótko, podobnie jak inne wikińskie osiedla położone w południowej i wschodniej części Morza Bałtyckiego. Dla przykładu: Jomsborg powstały na przełomie VIII i IX w. upadł w pierwszej połowie wieku XI, zniszczony przez króla Danii Magnusa I Dobrego. Seeburg założony już w połowie VII stulecia w okolicy dzisiejszego łotewskiego miasta Grobiņa, według „Vita Ansgari” autorstwa św. Rimberta, około połowy IX w. został zniszczony przez zbuntowaną ludność kurońską. 

Znaleziska archeologiczne wskazują iż w XI w. zanika działalność rzemieślnicza i handlowa w Truso. Zapewne osada umarła śmiercią naturalną. Być może przyczynił się do tego rozwój Gdańska, który przekształcił się w główny ośrodek handlowo-rzemieślniczy w regionie. Gwałtowny koniec osiedla, wskutek najazdu, zostałby zapewne odnotowany w źródłach pisanych i pozostawiłby ślady uchwytne metodami archeologicznymi. Zauważmy, że wraz ze schyłkiem XI w. kończy się epoka wikingów, którzy na obcych terenach stworzyli warstwy możnowładcze lub rządzące – na co wskazuje przykład Rusi czy Normandii – bądź zasymilowali się z lokalną ludnością, jak mogło stać się na terenach pruskich.

Może nas czekać jeszcze wiele odkryć, które zmienią postrzeganie historii naszych ziem północno-wschodnich?

Sądzę, że takie odkrycia nastąpią, co wiąże się przede wszystkim z działalnością stowarzyszeń zrzeszających detektorystów. Poszukiwania z wykorzystaniem wykrywaczy metali wciąż dostarczają nowych znalezisk, czego przykładem jest m.in. niedawne odkrycie miecza i pasa rycerskiego z przełomu XIV i XV w. dokonane w okolicach Olsztyna. Z doświadczenia wiem, że im lepsza jest współpraca między poszukiwaczami a miejscowymi archeologami i muzeami, tym więcej pojawia się zabytków, które w znaczącym stopniu mogą wpłynąć na obraz dziejów regionu. W województwie warmińsko-mazurskim taka współpraca układa się bardzo dobrze.