Słońce na noc? Ta cząsteczka potrafi magazynować energię latami

Kiedy słońce znika za horyzontem, cała fotowoltaiczna magia nagle traci impet. Nie dlatego, że panele są słabe, tylko dlatego, że światło po prostu przestaje na nie padać. I wtedy zawsze wraca to samo pytanie: jak przechować dzień na wieczór, noc i poranek – bez dokładania kolejnych warstw infrastruktury?
...

Właśnie w tę lukę celuje nowy materiał z obszaru magazynowania energii słonecznej w wiązaniach chemicznych. Zamiast produkować prąd i martwić się bateriami, pomysł jest prosty: złapać fotony, zamknąć ich energię w cząsteczce na długie lata, a potem wypuścić ją wtedy, kiedy naprawdę jest potrzebna – w formie ciepła.

Słońce w butelce, czyli magazyn ciepła bez kabli

Opisany materiał to zmodyfikowana cząsteczka organiczna (pyrimidone), działająca w ramach koncepcji MOST – molecular solar thermal. Jej rola przypomina sprężynę: pod wpływem światła cząsteczka przechodzi w napiętą, wysokoenergetyczną formę, a potem może trwać w tym stanie bardzo długo, praktycznie nie gubiąc zgromadzonej energii.

Najważniejsze jest to, co dzieje się później. To nie jest magazyn, który rozładowuje się sam, gdy tylko zrobi się chłodniej. Potrzebuje bodźca – niewielkiej porcji ciepła albo katalizatora – żeby wrócić do stabilniejszej postaci i oddać energię… jako ciepło na żądanie. W praktyce brzmi to jak akumulator, ale zamiast prądu dostajemy kontrolowany zastrzyk temperatury.

Inspiracja z biologii, ale cel bardzo inżynierski

Ciekawy jest punkt wyjścia: inspiracją okazały się motywy znane z DNA – fragmenty struktury, które potrafią odwracalnie zmieniać kształt pod wpływem promieniowania UV. Zespół nie kopiował natury 1:1, tylko potraktował ją jak podpowiedź: skoro biochemia zna stabilne, odwracalne przełączenia, to można je przetłumaczyć na język magazynowania energii.

Drugim ważnym elementem jest odchudzanie projektu. Zamiast rozbudowanej, cięższej cząsteczki postawiono na możliwie kompaktową i lekką konstrukcję – bez zbędnych fragmentów. Tu właśnie wchodzi rola modelowania obliczeniowego, które pomogło zrozumieć, czemu akurat ta architektura potrafi być stabilna przez lata.

Elektronika może skorzystać na zastosowaniu cząsteczek typu drabinkowego, jak na schemacie /Fot. University of Illinois Urbana-Champaign

W takich tematach łatwo utknąć w abstrakcji, więc warto przyłożyć do tego miarę, którą da się poczuć. Gęstość energii przekraczająca 1,6 MJ/kg to poziom, który wprost porównano do typowych baterii litowo-jonowych (około 0,9 MJ/kg). Mówimy więc o magazynowaniu energii w materiale, który nie jest baterią w klasycznym sensie, a i tak wygrywa czystą metryką energii na kilogram.

Jeszcze mocniej działa demonstracja: uwolnione ciepło było na tyle intensywne, że udało się zagotować wodę w warunkach otoczenia. To nie jest efektowna sztuczka pod kamerę, tylko próba, która w tej dziedzinie długo była trudna do dowożenia, bo wiele wcześniejszych rozwiązań kończyło na obiecujących wykresach i mniej przekonujących temperaturach w realu.

Gdzie to może trafić?

Zastosowania nasuwają się od razu: off-grid, turystyka, ogrzewanie wody użytkowej, stabilizacja dostaw ciepła w domu, a nawet elementy instalacji, które dziś opierają się o prąd, choć finalnie i tak chodzi o temperaturę. Szczególnie interesujący jest motyw obiegu – materiał jest rozpuszczalny w wodzie, więc teoretycznie można go pompować przez kolektor na dachu, ładować w dzień, a potem magazynować w zbiorniku i rozładowywać nocą.

To podejście ma też fajną cechę systemową: nie próbuje wygryźć baterii z rynku. Ono omija inny problem, bo tam, gdzie potrzebujesz głównie ciepła (a nie prądu), dokładanie konwersji: światło → prąd → magazyn → prąd → grzałka bywa zwyczajnie marnotrawne. Tu ciepło jest celem od początku, więc cały łańcuch jest krótszy i logiczniejszy.

W energetyce pełno jest pomysłów, które świetnie wyglądają w laboratorium, a potem przegrywają na etapie logistyki: bezpieczeństwa, kosztów, trwałości w realnym środowisku, łatwości serwisowania. Tutaj jednak coś klika, bo mówimy o materiale, który obiecuje magazynowanie przez lata, wielokrotne użycie i uwalnianie energii wtedy, kiedy my tego chcemy.

Jeśli to się skaluje i da się ubrać w prostą instalację, to może być jedna z tych technologii, które po cichu zmieniają codzienność: mniej dogrzewania prądem, mniej presji na baterie, więcej sensownego wykorzystywania słońca w miejscu, gdzie dziś i tak płacimy za ciepło. A to akurat jedna z najbardziej niedocenianych walut XXI wieku.