To miała być tajna broń Hannibala w wojnach punickich. Znalezione szczątki nie pozostawiają wątpliwości co do jej istnienia

Wykopaliska prowadzone w ostatnim czasie w Hiszpanii – poprzedzające budowę szpitala w Kordobie – odsłoniły pewną dość niepozorną kość. Okazało się, że to najprawdopodobniej przełomowy dowód na to, jak funkcjonowała jedna z najbardziej legendarnych armii starożytności. Bo choć o słoniach bojowych Hannibala uczymy się w szkole, dotąd były one dla nas właściwie mitem. Istniały jedynie w opisach starożytnych kronikarzy i na mozaikach. Teraz, po ponad dwóch tysiącach lat, historycy mogą wreszcie dotknąć materialnego dowodu na ich obecność w konflikcie, który odmienił oblicze antycznego świata.
...

Stanowisko pełne militarnych artefaktów


Miejsce odkrycia, Colina de los Quemados w Kordobie, nie było przypadkowe. To teren dawnej iberyjskiej fortyfikacji Corduba, która strzegła strategicznego tarasu nad rzeką Gwadalkiwir i kontrolowała kluczowy szlak handlowy. Wykopaliska z 2020 roku odsłoniły tu prawdziwe pole bitwy z okresu Drugiej Wojny Punickiej. Badacze natrafili na kamienne pociski dla ówczesnej artylerii, ciężkie groty strzał typowe dla broni oblężniczej zwanej skorpionem, a także kartagińskie monety bite w Kartagenie między 237 a 206 rokiem p.n.e. Ta mieszanka wyraźnie wskazuje na intensywne działania wojenne właśnie z czasów, gdy Hannibal prowadził swoją słynną kampanię przeciwko Rzymowi (218-201 p.n.e.). To wśród tych pozostałości, zabezpieczonych przez zawaloną glinianą ścianę, leżała pojedyncza kość.

Czytaj też: Ryty naskalne z Norwegii wywołały sensację. To niezwykłe motywy z epoki brązu

Znalezisko ma około 10 centymetrów długości i zostało zidentyfikowane jako trzecia kość nadgarstka prawej przedniej kończyny słonia, zwana przez specjalistów os magnum. Porównanie jej rozmiarów ze szkieletami współczesnych słoni azjatyckich i stepowych nie pozostawia wątpliwości, ponieważ jest zbyt duża, by mogła należeć do samicy słonia azjatyckiego. Wszystko wskazuje na to, że pochodzi od słonia afrykańskiego. To dokładnie ten gatunek, którego – według historycznych przekazów – używał Hannibal. Datowanie radiowęglowe perfekcyjnie wpasowuje kość w przedrzymską epokę żelaza, potwierdzając zgodność z resztą znalezisk z tego stanowiska.

Zagadka brakujących szczątków i psychologiczna broń Hannibala


Naturalnie pojawia się pytanie: dlaczego przetrwała tylko jedna kość? Wyjaśnień może być kilka. Najbardziej prawdopodobne jest, że słoń poległ w walce, a jego ciało zostało później rozczłonkowane. W starożytności kości zwierząt były cennym surowcem, wykorzystywanym do wyrobu narzędzi, ozdób czy nawet instrumentów.
Możliwe też, że ta konkretna kość oddzieliła się od szkieletu już po bitwie, podczas późniejszego użytkowania terenu. Fortyfikacja była aktywna przez kolejne stulecia, co mogło skutkować rozproszeniem lub zniszczeniem pozostałych szczątków.

Czytaj też: 1400-letni grobowiec z Meksyku. Jego strażnikiem jest gigantyczna sowa

Wojenna rola słoni w armii kartagińskiej była przede wszystkim psychologiczna. Jak relacjonuje rzymski historyk Liwiusz, zwierzęta stawiano na skrzydłach formacji, gdzie ich potężny wygląd i obcy zapach wprawiały w paniczną ucieczkę konie przeciwnika. Ta psychologiczna przewaga często decydowała o wyniku starcia. Niekiedy broń ta obracała się jednak przeciwko użytkownikom. Podczas decydującej bitwy pod Zamą w 202 roku p.n.e. Rzymianie celowo wywołali zamęt wśród kartagińskich zwierząt, prawdopodobnie używając trąb. Przestraszone słonie zawróciły i tratowały własne oddziały, co znacząco przyczyniło się do klęski Hannibala. Odkrycie z Kordoby to pierwszy namacalny ślad potwierdzający te wszystkie opowieści. Po wiekach dyskusji opartych na tekstach mamy wreszcie fizyczny dowód, iż słonie naprawdę maszerowały z armią Hannibala przez Półwysep Iberyjski.